MACIEJ MUSIAŁ: POCZĄTEK ZNAJOMOŚCI

- Zadzwoniłeś do mnie w trakcie lekcji przyrody. Szepnąłem tylko, że nie mogę rozmawiać i wysłałem ci numer do mojej mamy” – Maciek przypomina mi pierwszą rozmowę. - Proponowałeś zdjęcia do magazynu, który wtedy prowadziłeś. Miałem 16 lat. Mama się wahała, czy wyrazić zgodę. Kiedy zobaczyła efekt wahała się jeszcze bardziej.

Przypominam sobie jak ją wówczas przekonywałem. Pani Ania uważała, że na tych zdjęciach Maciek wygląda zbyt poważnie.

- Taki mężczyzna? Już? Nie za wcześnie by tak dojrzale się prezentował?

- Tak właśnie wygląda pani syn – uspokajałem ją - to jest piękna prawda.

MACIEJ MUSIAŁ: POCZĄTEK ŚWIADOMOŚCI

- Miałem 18 kiedy jak poleciałem do Los Angeles – opowiada Maciej. Chciałem dotknąć tego magicznego świata. Miasta marzenia każdego aktora, który chce grać w wielkich filmach. Zobaczyłem, że tam młodzi ludzie nie tylko próbują grać. Piszą scenariusze, realizują krótkie metraże, wystawiają sztuki teatralne, robią zdjęcia. Są wielowymiarowi. Podejmują się wszystkiego, bez obciachu. W tym co robią liczy się tylko byciem twórczym. Po prostu. W Stanach aktorzy nie czekają na telefon, sami wychodzą z propozycjami. Słyszałem wywiad z Mattem Damonem, opowiadał, że nie miał wielu szans. Na rynku funkcjonowało około 500 młodych aktorów z podobnym potencjałem. I jeden film rocznie, który zmieniał komuś życie. Leonardo, czy Brad dostawali role bez castingów, ale reszta musiała liczyć na łut szczęścia. Myślał jak to zmienić i postanowili razem z Benem Affleckiem zrobić „Buntownika z wyboru”. To była moja inspiracja. Pomyślałem, że muszę iść taką drogą.

Po tej pierwszej sesji z roku 2011 z Maćkiem poznaliśmy się lepiej. Był dla mnie jak młodszy brat. Dużo młodszy. Śledziłem jego rozwój. Cholernie mu kibicując. Bo widziałem, że to fajny chłopak. Zdolny, pracowity, ambitny. Słuchał rad mamy, Kożuchowskiej, Karolaka, Kammela, może nawet Janiaka, ale co najważniejsze - przede wszystkim - siebie.

Co jakiś czas w przelocie się mijaliśmy. Zrobiłem wywiad z nim i jego mamą do pewnego dwutygodnika. Poznałem rodzinę lepiej. Zrobiliśmy razem dwie odsłony Kalendarza Dżentelmeni. Maciej nawet zaśpiewał. Już bez mamy. Był w przedszkolu u mojego syna, czytał jako gwiazda bajki maluchom. Kiedyś na mieście nocną porą wspomniał mi, że właśnie zaczyna nowy etap w życiu. Wynajmuje kawalerkę. Spytałem „czy ładna? i za ile?” Zaproponowałem w tej samej cenie znacznie większą i zadbaną przestrzeń i Maciej zamieszkał w moim domu.

MACIEJ MUSIAŁ: NA BALKONIE

- Świętowałem z przyjaciółmi 19 urodziny. Z domówki, przenieśliśmy się do baru na Karowej. Ćwiczyłem wtedy monologi z amerykańskich filmów - wspomina Maciej - wyrazistych, mocnych. Poznałem Joshuę Longa. Dowiedziałem się, że jest z Ameryki i że pisze scenariusze. Wykrzyczałem mu w fragment z Wilka z WallStreet i po szorstkim początku znajomości, zakumplowaliśmy się. Poprosiłem by napisał mi scenkę na casting. Którą bym mógł rozsyłać siebie po świecie. Tak powstał pierwszy dialog do „1983”. Nie wszedł do scenariusza, ale rozmowa pomiędzy Kajetanem i Anatolem otworzyła cały ten niezwykły projekt. Zaczęliśmy się zastanawiać przy butelce Jacka co by było, gdyby tę scenę rozwinąć. Jak ten świat by wyglądał. Spędziliśmy w ten sposób dwa miesiące na twoim balkonie lewitując twórczo.

MACIEJ MUSIAŁ: SZKOŁA AKTORSKA

- Dorastałem w środowisku aktorów, często słyszałem: „a to ten gość z rodzinki” i czasami niekoniecznie uczciwie mnie traktowano. Na jednym z festiwali rozmawiałem z Jankiem Komasą, kiedy pewien producent stanął obok i udał, że mnie nie widzi. Zwróciłem się do niego a on się odwrócił. „Gościu co ty robisz pomyślałem. Dlaczego?”

Maciej zdawał do szkół aktorskich w Warszawie i w Krakowie. Dostał się do obu. Wybrał Kraków. Odkąd studiuje, dostrzega inne podejście kolegów po fachu. Studia na uczelniach aktorskich są dobrą wizytówką za granicą.

- Do tej pory grałem intuicyjnie. Szkoła pozwoliła mi się zmierzyć z bardzo dużą ilością materiału. Być może tego nigdy nie zagram przed kamerą, ale w trzech spektaklach egzaminacyjnych robiłem rzeczy, które powodują, że coś cię rozciąga w środku. Mamy świetnych profesorów, żyją w takim „hubie” między uczelnią i teatrem. Zajęcia z panią Małgorzatą Chajewska otwierają na drugiego człowieka. W scenie nawet jak się gubisz, możesz drugą osobę złapać za koszulę i wracasz. Nauczyli mnie patrzeć w oczy głęboko. I widzieć. Budować więź z partnerem. To jest mój utarg: światli nauczyciele mówią „dajemy wam wolność, ale pamiętajcie ona usypia”

Na rok zrezygnował ze wszystkich projektów, programów komercyjnych, bo takie są zasady szkoły. Musiał się skupić na tym co tu i teraz. Pierwszy raz w życiu był po prostu Maćkiem. Studentem. Mógł się uczyć, spokojnie upić, czy zdrzemnąć na ławce na plantach.

W czasie Festiwalu Off Camera zadzwonił do mnie. Mówi, że chciałby wejść na bankiet.

- Jasne, poproszę dyrektora festiwalu.

- Ale jestem ze znajomymi - dodaje Maciek.

- To poproszę bardziej – odpowiedziałem.

Przeciskamy się przez tłum z Szymonem Miszczakiem. Maciek czeka.

- Ile opasek, ilu tych kolegów? - pyta dyrektor OFFki. Okazało się, że dwadzieścia. Musiałem prosić bardzo, bardzo. Przekonywać, że to przyszłość kina. I wszyscy z jego roku weszli na bankiet. Poczuli klimat czerwonych dywanów i blichtru. Taki jest Maciek, nie odpuszcza, nie zostawia przyjaciół.