TOMEK „BUSLAV” BUSŁAWSKI, ARTYSTA MUZYK: JESTEM ŁYSY I CO Z TEGO

Włosy wypadły mi, gdy byłem nastolatkiem. Nawet mi to odpowiadało, bo był z nimi problem, wyglądały fatalnie, „szczota” na głowie. Pewnie to kwestia genów ze strony dziadka, on też był łysy i nie robił z tego problemu. Nie zauważyłem, kiedy zacząłem się golić. Dziś nie wyobrażam sobie, jakby to było mieć włosy. Warto zmieniać to, co nas boli, przeszkadza. Ja byłem gruby, nie pasowało mi to. Parę lat temu, przed pierwszym koncertem, zacząłem się stresować, mniej jeść. Stwierdziłem, że to wykorzystam, zacznę ćwiczyć, odżywiać się według zaleceń. W cztery miesiące schudłem 25 kg. Ludzie ze skazami mają trudniej, ale kiedy przekują je w zalety, są nie do zatrzymania.

Można budować swoją tożsamość na wielu aspektach, ja budowałem ją głównie na tym, że jestem dobrym muzykiem. Ale wszystko inne spadło na drugi plan i przestałem się rozwijać. Dziś jest inaczej. Kiedyś dzwonili, bo potrzebowali muzyka, teraz dzwonią, bo potrzebują mnie. Zacząłem odkrywać siebie dzięki wyjazdom za granicę. W innym kontekście kulturowym mogłem być carte blanche nie tylko dla innych, lecz także dla siebie. Odkryłem, jak dużo ode mnie zależy. Mogłem grać w klubie z muzykami Alicii Keys, Prince’a. Wracałem oczwartej nad ranem z jamu i czułem się doceniony, ludzie podchodzili, mówili, że super gram. Czułem „fellowship” z innymi muzykami, ten „feeling”, radość z muzyki. Ten „respect” to wewnętrzna kwestia, jeśli się czujesz bezwartościowy, to nieważne, co inni będą ci mówić.

Zrozumiałem, że to, kim jestem, nie jest w 100 proc. tym, co robię. Kiedy miałem 18 lat, niewiele wiedziałem, zwłaszcza o sobie. Przeczytałem książkę „Kwestia bogów” Josepha Campbella opowiadającą o rytuałach przejścia, inicjacji, etapach w życiu mężczyzny. Latami wspinasz się po drabinie, myślisz, że dojdziesz tam, gdzie chcesz. Mijają lata, stuka ci pięćdziesiątka, masz już wszystko, ale to nie sprawia, że jesteś szczęśliwy. I to jest jedna z przyczyn kryzysu wieku średniego. Gdy starasz się rozwijać całościowo, to droga nie ma końca, bo nie chodzi o cel.

Dziś wiem na pewno, czego nie chcę. Nie chcę udawać. Staram się być transparentny we wszystkim, co robię. To ma swoją cenę, nie wszyscy mnie lubią, ale nie wszyscy muszą, ja też nie muszę. Wolę przygodę niż wygodę. W takim stanie mogę mieszkać w wypasionym domu albo pod namiotem, mogę być łysy i mieć włosy, to kwestia tożsamości i tego, jak się z sobą czuję. Jeśli sam siebie akceptuję, to inni też to przyjmują. Jestem łysy i co z tego? Uwielbiam czapki, kapelusze, bejsbolówki. Odpada mi problem z myciem, układaniem, suszeniem. Nie muszę nosić czepka na basenie. Czasem zazdroszczę bujnej fryzury surferom, ale można być surferem bez włosów, nawet jest się bardziej opływowym.