O okolicznościach odejścia Messiego z Barcelony i zasilenia paryskiego dream teamu (bo trudno inaczej nazwać drużynę, w której znajdują się również między innymi Sergio Ramos, Neymar, Kylian Mbappe i Gianluigi Donnarumma) można napisać książkę. Argentyńczyk niedawno zdecydowanie deklarował przywiązanie do klubu z Katalonii, ale problemy finansowe klubu i konieczność szukania oszczędności uniemożliwiły mu przedłużenie kontraktu.

Z kłopotów FC Barcelony ochoczo skorzystali włodarze Paris Saint-Germain. Prezydent klubu Nasser Al-Khelaifi wydaje sobie nic nie robić z podobno obowiązujących wszystkie kluby zasad finansowego fair play i nie bacząc na ewentualne okoliczności niemal natychmiast zaoferował Messiemu umowę, którą ten podpisał. To kolejna demonstracja finansowej siły klubu z Paryża, który nie ustaje w wysiłkach sięgnięcia po zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

Messi został przywitany w Paryżu z wielką pompą i trudno się temu dziwić, bo pomimo 34 lat na karku nadal jest uważany za jednego z najlepszych piłkarzy na świecie. Czas pokaże, czy Argentyńczyk rzeczywiście okaże się brakującym elementem układanki do sięgnięcia po najważniejsze trofeum klubowe w Europie. A skoro już o czasie mowa, to Messi podczas powitania z paryskimi kibicami miał na ręku ciekawy zegarek.

Biorąc pod uwagę dotychczasowe zarobki Messiego, piłkarz mógłby kupić sobie dowolny zegarek na świecie. W ten wyjątkowy dla siebie i wielu kibiców dzień zdecydował się jednak na Rolexa, a konkretnie na model Yacht-Master o numerze referencyjnym 126655. Odnośnie zegarków można mieć różne gusta, ale temu konkretnemu „nurkowi” trudno jest odmówić urody. Zegarek ten posiada czarną tarczę i kopertę z różowego złota o średnicy 40 milimetrów, na której umieszczono bezel z czarnej ceramiki. Zegarek nie jest oczywiście tani (z perspektywy przeciętnego zjadacza chleba) – można go kupić za około 30 tysięcy dolarów.