Od chwili, gdy wiemy, że Daniel Craig w roli Jamesa Bonda pojawi się jeszcze tylko jeden raz („Bond 25”), media nieustannie spekulują, kto powinien przyjść po nim. Padają różnie rozwiązania, które nie wykluczają również kobiety – pojawiły się głosy opowiadające się za Gillian Anderson. Aktor Dominic West (znany z serialu „Prawo ulicy”) stwierdził nawet, że najchętniej widziałby Hannah Graf, obecnie najwyższego rangą żołnierza transgenderycznego w armii brytyjskiej.

Producentka Barbara Broccoli wyraźnie zaznaczyła, że nie ma opcji, aby Bonda w przyszłości zagrała kobieta. Sam Craig przyznał ostatnio, że nie powinno się wykluczać, aby następny agent 007 był innej płci. Jednak jest więcej niż pewne, że w ikonicznego bohatera wcieli się mężczyzna. Głównym pytaniem od dobrych dwóch lat jest to, który aktor dostąpi tego zaszczytu. Idris Elba był najczęściej wybierany jako faworyt, ale wskazywało też na Toma Hiddlestona, Toma Hardy’ego czy nawet Riza Ahmeda, choć tutaj prawdopodobieństwo jest zerowe.

Choć wielu bardzo by chciało, to jednak Elba nie zostanie wybrany na nowego Bonda. Głównym problemem jest jego wiek. Aktor skończy w tym roku 47 lat. Gdyby zagrał w następnym filmie, to w dniu jego premiery miałby z przynajmniej 50-51 lat. A jak wiadomo, producenci Bonda raczej chcą budować dłuższą serię z aktorem, stąd potrzebny jest po prostu ktoś młodszy. Owszem, Roger Moore był w wieku 46 lat, gdy wychodził pierwszy film z jego udziałem, ale kino blockbusterowe dziś rządzi się zupełnie innymi prawami.

Dlatego prawdopodobnie padnie na kogoś, kto jest po 30stce albo do niej dobija (ze wspomnianych wyżej aktorów Hiddleston i Ahmed są przed 40stką, zaś Hardy po). Henry Cavill (36), Richard Madden (32) czy James Norton (33) to aktorzy, którzy też pojawiają się jako kandydaci do roli brytyjskiego szpiega. W ich przypadku ma to sens, bowiem faktycznie można stworzyć przynajmniej 3-4 filmy. A co powiedzieć o Nicholasie Houltcie (29) albo Jacku Lowdenie (28)? Obaj panowie są wysocy i dość charakterystyczni z wyglądu, więc wcale nie trzeba ich wykluczać z wyścigu.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Honoured to be part of the @time 100 most influential people of the year. #time100

Post udostępniony przez Richard Madden (@maddenrichard) Kwi 17, 2019 o 1:29 PDT

Kto jeszcze oprócz Idrisa Elby?

Ale gdyby jeszcze się zabawić i trzymać wersji, że Bondem będzie jednak czarnoskóry aktor, to poza Elbą mamy dwóch solidnych aktorów, którzy mogliby coś pokazać. Jest to John Boyega i Daniel Kaluuya.

Tego pierwszego wszyscy doskonale znają z roli Finna w nowej trylogii „Gwiezdnych wojen”, ale Brytyjczyk ma też na koncie udział w poważniejszych produkcjach („Detroit” Kathryn Bigelow). Boyega ma 27 lat, więc już w ogóle stwarza wiele możliwości na przyszłość. Także urodzony w Londynie Kaluuya wydaje się nawet lepszą opcją – 30-latek ma na koncie udane role w „Uciekaj!” Jordana Peele’a oraz „Wdowach” Steve’a McQueena. Jest bez wątpienia aktorem o zauważalnej charyzmie. Inna sprawa, że problemem może być wzrost obu panów – żaden z nich nie przekracza 175 cm.

Oczywiście to wszystko są spekulacje, ale raczej nie wierzymy, by Broccoli i jej sztab ludzi poszli w kierunku innym niż biały aktor. Miejmy tylko nadzieję, że Daniel Craig doczeka się godnego następcy.