Bożena Szwarc: Teatr jest wejściem w inny, chciałoby się wierzyć, lepszy świat. Jaka jest dzisiaj jego rola i co zrobić, żeby ten lepszy świat został w nas na dłużej, także gdy kurtyna idzie w dół?

Krzysztof Jasiński: Teatr chciałby mieć bezpośredni wpływ na rzeczywistość. Takie jest pragnienie młodych artystów. Jeśli się trochę dłużej w tym uczestniczy, to wiadome staje się, że to jednak miraż. Nie oznacza to, że teatr nie ma wpływu na człowieka. Ma, bo teatr jest miejscem, gdzie przeżywa się emocje, którymi kierują artyści. Dzisiaj teatr ma nawet większy wpływ niż kiedykolwiek. Cyberświat ogranicza kontakty osobiste, ludzie są zanurzeni w ekranach od rana do wieczora. To nas automatyzuje, sprowadza nasze zachowania i reakcje do odruchów. Coraz mniej jest miejsca na prawdziwe przeżywanie. A teatr prowokuje człowieka do pogłębionych reakcji, w dodatku dzieje się to w osobistym, bardzo intymnym kontakcie aktora i widza. Bardzo cenię sobie tę kameralność teatru.

Cyberświat spłyca słowa, kontakty międzyludzkie, ale jest też prosty, dostępny. Teatr jest czymś zdecydowanie bardziej wymagającym. Jak rozbudzić miłość do teatru?

Teatr wymaga zachwytu, a potem olśnienia. Całe życie zajmuję się teatrem, do którego przychodzą ludzie już na to przygotowani. Nie uprawiałem takiego teatru jak państwowe sceny, które odgrywają ważne role edukacyjne. Zajmowałem się teatrem, do którego ludzie przychodzili z wyboru. Nie lekceważę cyberświata, ale nie mogę pozwolić na dehumanizację. W teatrze mamy do czynienia przede wszystkim z metafizyką. Aktor posiada umiejętności, by przemawiać bezpośrednio do podświadomości. Tym zajmuje się sztuka. W teatrze jest to wzmocnione, bo mamy do czynienia z metafizyką słowa. Himalajami jest teatr poetycki, który operuje metaforą, słowem, symbolicznym. Słowacki, Mickiewicz, Fredro, Wyspiański – wspaniały arcydramat. Mamy z czego czerpać, coraz więcej ludzi do teatru przychodzi i będzie przychodziło.

Jest Pan optymistą...

Mam pewność, że żywy głos, papier, książka, bo ona też jest dziełem sztuki, przetrwają. To kwestia ewolucji. Trzeba po prostu dorosnąć do tego, żeby zachwycić się książką. Przy całej dostępności Internetu, dojrzały człowiek, któremu zależy na własnym rozwoju, pewnego dnia pokocha książkę.

Pamięta Pan swoją pierwszą wizytę w teatrze?

No pewnie! Było to w małym miasteczku, byłem wtedy bardzo małym chłopcem. Przyjechał do nas teatr, który wystawiał adaptację teatralną „Konrada Wallenroda”. Ojciec uważał za konieczne, żebym to zobaczył. Był nauczycielem, miał coś do załatwienia – zostawił mnie pod domem kultury, w którym miał występować ów teatr, i ja się gdzieś wymknąłem. Zerknąłem za kulisy, tam akurat odbywała się próba, i nie mogłem oderwać oczu, byłem oczarowany. Potem oczywiście obejrzałem przedstawienie i te obrazy pozostały u mnie na zawsze.

A słowa? Jakie książki Pana ukształtowały?

Są takie książki, do których wracam. Symboliczną rolę odegrał Mickiewicz. Tata umarł, kiedy miałem dziesięć lat, ale zostawił mi w spadku pierwsze wydanie powojenne Mickiewicza, dzieła zebrane w dwóch tomach. Zamówił je jeszcze za życia, nie zdążył odebrać. Jakiś księgarz pojawił się po jego śmierci z paczką. To miało dla mnie symboliczne znaczenie. Do dzisiaj mam te książki na półce, na honorowym miejscu. Ważnym autorem jest dla mnie Fredro. Właśnie jestem świeżo po próbie „Zemsty” i to jest jak kąpiel w źródlanej wodzie. Wspaniała poezja, piękny język polski. Piękno mnie trzyma przy życiu. Zupełnie się nie zestarzałem, jeśli chodzi o zachwyt pięknem. Dotyczy to nie tylko moich własnych przedstawień. Jestem bardzo naiwnym widzem, nastawiam się pozytywnie, nawet jeżeli przedstawienia, które oglądam, nie spełniają kryteriów doskonałości.

Całą rozmowę Bożeny Szwarc z Krzysztofem Jasińskim znajdziesz w najnowszym, zimowym wydaniu ELLE MANA

KUP PRENUMERATĘ ELLE MANA TUTAJ>>