Trudno znaleźć współcześnie innego piłkarza, który dla jednej klubu zrobił tak wiele. Związek Messiego z Barceloną w ostatnich latach stał się tak intensywny, że najlepiej poinformowani dziennikarze potwierdzali, że miał on nie tylko wpływ na taktykę drużyny, ale też personalne wybory trenera i politykę transferową.

Nic dziwnego.  Leo Messi z klubem z Katalonii wygrał dziesięć tytułów mistrza Hiszpanii, zanotował cztery triumfy w Lidze Mistrzów, a indywidualnie zdobył sześć statuetek Złotej Piłki. Do Katalonii trafił w 2001 roku jako nastolatek, zadebiutował w 2003 roku i przez 17 lat zanotował 731 meczów z 634 golami i 276 asystami.

Okazuje się jednak, że nawet cierpliwość Argentyńczyka ma swoje granice. Czarę goryczy miały przelać wydarzeniach ostatnich tygodni, w których Barcelona przegrała mistrzostwo Hiszpanii na rzecz Realu Madryt i zakończyła sezon bez jakiegokolwiek trofeum. Gwoździem do trumny okazało się ćwierćfinałowe spotkanie Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium przegrane 8:2. To właśnie ten mecz, zakończony spektakularną porażką miał przekonać Messiego, że era jego przygody z klubem powinna się zakończyć.

Bardzo ciekawe są także okoliczności ewentualnego odejścia Messiego z klubu. W kontrakcie zawodnika ma się znajdować klauzula, która pozwala mu na opuszczenie klubu bez konieczności jakiejkolwiek wpłaty ze strony innych drużyn. To właśnie z niej zamierza skorzystać Argentyńczyk. Gdyby mu się to udało, miałby całkowicie wolną rękę w poszukiwaniu nowego zespołu, a potencjalny pracodawca Messiego musiałby tylko ustalić z nim warunki indywidualnego kontraktu. Problem polega na tym, że władze Barcelony twierdzą, że zawodnik spóźnił się ze złożeniem dokumentów i zapis, choć znajduje się w umowie, może zostać aktywowany dopiero w przyszłym roku. Do tej momentu „cena" za Messiego jest ustalona i wynosi 700 milionów euro. 

Wszystko wskazuje na to, że kolejne dni będą jednymi z najgorętszych w historii klubu z Katalonii. Jak zakończy się sytaucja? Na ten moment nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale władzom klubu przypominamy stare, ale bardzo sprawdzone powiedzienie – „Z niewolnika nie ma pracownika". 

CZYTAJ TEŻ: Robert Lewandowski: jak wyglądały początki jego kariery? Kilka faktów z życia RL9, których dotąd nie znaliście

ZOBACZ: Czas wrócić na boiska! Sprawdź, co przyda ci się podczas powrotu do piłkarskiej formy

ELLE MAN POLECA: Robert Karaś dla ELLE MAN: Baliśmy się, że pandemia uniemożliwi nam trening. Szybko pojawił się pomysł, żeby razem zamieszkać