Co jest właściwie nie tak?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć sobie na pytanie co w Williamsie szwankuje najbardziej - bo wszystko jest nie tak, jak być powinno! Od problemów z przygotowaniem bolidu, brakiem niezbędnych części zamiennych, „urlopem” szefa zespołu, problemów z aerodynamiką, po dwa kompletnie od siebie różne bolidy. Można wymieniać bez końca. Co najbardziej nas zaskoczyło, to wypowiedzi pracowników Williamsa, którzy uparcie obstają przy swoim i cieszą się ze "zdobywania informacji do analizy" podczas treningów i wyścigów. Tyle tylko, że tak samo mówiono w zeszłym roku, a poprawy w obecnym sezonie nie widać. Jest tylko gorzej!

Bolidy Williamsa tracą średnio cztery sekundy na jednym okrążeniu do lidera wyścigu. To przepaść, której prawie na pewno nie przeskoczy już w tym roku ekipa z Grove. Jedynie może próbować ją niwelować. Ale w jaki sposób?

Co najbardziej rzuca się w oczy, to problem z dociskiem. Narzekają na to przede wszystkim kierowcy. George Russell wraz z Robertem Kubicą jednogłośnie przyznali, że bolid na torze jest kompletnie nieprzewidywalny. Ma to swoje przełożenie przede wszystkim na prace opon. Jeśli auto jest trudne w prowadzeniu, a docisk zbyt lekki, to powoduje to, że znacznie trudniej jest utrzymać odpowiednią temperaturę opon - co jest kluczowe w obecnej Formule 1. Może to prowadzić przede wszystkim do wspomnianych powyżej problemów z prowadzeniem, a także do szybszej degradacji ogumienia, co w konsekwencji wymusza na kierowcy bardziej zapobiegawczą jazdę - najprościej rzecz ujmując: wolniejszą. 

Dyrektor techniczny na „urlopie”, a szefowa przyznaje się do błędu

Jakiś czas temu media znalazły kozła ofiarnego i winą za fatalne wyniki obarczyły Paddy'ego Lowe'a. Wówczas wydawało mi się, że problemy Williamsa podczas przedsezonowych testów w Barcelonie były bardziej złożone i odpowiadało za nie więcej osób, aniżeli sam Lowe. Tymczasem pare dni po testach media obiegła informacja o tym, że Paddy Lowe udał się na urlop z „powodów osobistych”. W tym momencie okazało się, że może rzeczywiście jest i tak, że to dyrektor techniczny jest wszystkiemu winny. Claire Williams, szefowa zespołu, odmówiła chyba każdemu komentarza w tej sprawie. Do teamu po kilku latach nieobecności powrócił Patrick Head, nazywany złotym staruszkiem w Williamsie. Współzałożyciel zespołu wraca do ekipy z Grove, w której - z racji swojego wieku - będzie pracował dwa dni w tygodniu. To on ma zastąpić Paddy’ego Lowe’a. To on swoim autorytetem ma naprawić zepsutą atmosferę w zespole. I to na nim będzie teraz w dużej mierze spoczywać odpowiedzialność za dalszy „rozwój Williamsa” w tym sezonie.

Pozytywów brak 

Dotychczas największym sukcesem Williamsa w tym sezonie jest dojazd kierowców do mety na koniec każdego wyścigu. Wydaje się to śmieszne, ale tak: to prawdopodobnie największy wyczyn, którym może się pochwalić ekipa z Grove. Wydaje się, że optymizm w stajni Williamsa powoli zanika. Mimo wszystko, duet Kubica & Russell gdy tylko może pokazuje swój potencjał. A gdzie kierowcy Williamsa mogą się popisać? Tylko podczas startu wyścigu, na dohamowaniu do pierwszego zakrętu. Co ciekawe, zarówno Polak, jak i Brytyjczyk podczas startów spisują się zaskakująco dobrze, a to cieszy przede wszystkim nas, polskich sympatyków F1. Co prawda kilka zakrętów później Kubica i Russell tracą zyskane na starcie pozycje, ale ani na nas - a w szczególności - na samych kierowcach nie robi to już żadnego wrażenia.

Malutkie „plusy” są niczym w obliczu ogromnych problemów Williamsa w obecnym sezonie. Ciężko stwierdzić jakie zmiany w pierwszej kolejności zacznie wprowadzać ekipa z Grove. Williams nie jest zespołem biednym. Zawartości konta bankowego co prawda nie znam, ale z pewnością nie są w tej kategorii w przysłowiowym ogonie tabeli. Ponadto na wszystkich ciąży presja zdobytych niegdyś w pięknym stylu tytułów. Aby powrócić na szlak zwycięstw w Williamsie musi zostać poprawione mnóstwo rzeczy. W przeciwnym wypadku branie udziału w wyścigach, by znowu „zbierać dane” będzie pozbawione jakiegokolwiek sensu...