Zacznijmy od Kuby Rozpruwacza. Działał w Londynie w roku 1888 roku. Od końca sierpnia do 9 listopada 1888 roku zamordował w niezwykle brutalny sposób pięć kobiet. Niektórzy badacze uważają, że liczba jego ofiar jest większa, ale jest z wielu powodów bardzo wątpliwe. Zostaje więc tzw. kanoniczna piątka. Był więc to krótki, niezwykle intensywny wybuch przemocy. Tożsamość Kuby Rozpruwacza do dziś dnia pozostaje zagadką.

Alan Moore... Dobra i tutaj trochę brakuje mi analogii, żeby opisać, kim jest Alan Moore dla współczesnego komiksu. Pisząc jakoś maksymalnie zwięźle, nie da się dzisiaj rozmawiać o Batmanie bez znajomości „Zabójczego żartu”. Nie da się dyskutować w ogóle o superbohaterach bez demitologizujących ich „Strażników”. A bez nich nie byłoby z kolei takich dzieł jak „Umbrella Academy” czy „The Boys”. Do tego dodajmy na przemian zabawną i poważną, ale zawsze olśniewającą „Ligę niezwykłych dżentelmenów”, czy zmieniona w jeden wielki mem i niestety chyba niezrozumianą „V jak Vendetta”. A więksi znawcy komiksu ode mnie mogliby wymienić jeszcze kilka innych, ważnych tytułów. Jest więc Alan Moore kimś, kto de facto ukształtował współczesny komiks i wyniósł go kilka poziomów wyżej. A dla mnie to właśnie „Prosto z piekła” jest jego najwybitniejszym dziełem.

„Prosto z piekła” było publikowane przez od 1989 do 1998 roku i zgarnęło w tym czasie worek nagród. Teraz dostajemy je wydane w jednym zbiorczym tomie o grubości sporej cegły. To co prawda już trzecie wydanie, ale poprzednie ukazało się u nas w roku 2014. Teraz egzemplarze chodzą na allegro za trzysta złotych, a ich zakup nie jest wcale taki łatwy.

Napisałem wcześniej, że tożsamość Kuby Rozpruwacza do dzisiaj jest nieznana. Największą jednak tajemnicą, która wiąże się z tą postacią, jest to, dlaczego jeszcze o nim pamiętamy. I to jeszcze jak! Kiedy tylko lat temu pojawiła się tak sobie udokumentowana teoria, że zabójcą był Polak (a właściwie polski Żyd), to pisały o tym wszystkie media w naszym kraju (co prawda był wtedy, jeśli dobrze pamiętam, sezon ogórkowy, ale jednak!), jakby to był nie wiadomo jaki powód do chwały. A Kuba Rozpruwacz nie był przecież pierwszym seryjnym zabójcą w historii. Nie był też pierwszym seryjnym zabójcą, którego nigdy nie złapano. Nie miał największej liczby ofiar.  Co więcej, w tym samym czasie, w tym samym mieście działał inny seryjny zabójca, równie brutalny co Kuba. I do tego tak bezczelny, że podrzucił zwłoki jednej ze swoich ofiar ofiary na budowę nowej siedziby Scotland Yardu. Nadano mu przydomek „Torso Killer”. Kto o nim pamięta? Właściwie nikt. Z tego, co wiem poświęcono mu tylko jedną książkę. Kuba Rozpruwacza natomiast, ponad 130 lat po swoich zbrodniach, do dzisiaj rozpala wyobraźnię ludzi na całym świecie. Powstają o nim filmy, książki, a także, jak widać, komiksy. Dlaczego? To właśnie z tym pytaniem mierzy się Alan Moore w „Prosto z piekła”.

Bo „Prosto z piekła” opowieść o mordercy z Whitechapel wpisuje w szerszy kontekst końca XIX wieku. Jest tam o polityce, rodzinie królewskiej, klasizmie, niesprawiedliwości społecznej, rodzących się właśnie nowoczesnych mediach, medycynie, okultyzmie, masonerii i filozofii. Od pierwszych stron uderza nas, jak gęsta jest ta historia, z ilu różnych warstw się składa. Erudycja Alana Moore, to ile różnych nici fabularnych wypuszcza i jak je potem splata w jeden spójny obraz jest po prostu imponująca. A na koniec wszystko łapie w ramy fabuły. Wszystko właśnie, żeby spróbować odpowiedzieć na to pytanie: Dlaczego Kuba Rozpruwacz? Dlaczego właśnie on zawładnął naszą zbiorową wyobraźnią? Co w nim widzimy? I przede wszystkim - co nasze wyobrażenia o nim, mówią o nas samych.

Jako autor kryminałów patrzę na to z czystą zazdrością i szczerze mówię, że to jedna z najlepszych rzeczy, jaka kiedykolwiek powstała w tym gatunku. Ona nie tylko przekracza jego ramy, ale wręcz je rozsadza. Zbrodnie Kuby Rozpruwacza w „Prosto z piekła” stają się w ujęciu Moore'a czymś w rodzaju podsumowaniu XIX wieku, niemalże jego esencją i równocześnie zapowiedzią koszmarów wieku XX. Fundamentem tego, co nadeszło.

Za rysunki w „Prosto z piekła” odpowiedzialny jest Eddie Campbell. Tutaj od razu przyznam, że od zawsze mam problemy z oceną warstwy graficznej. Skupiam się bardziej na historii. Niemniej, kreska Campbella jest przygnębiająca, prosta i realistyczna jednocześnie. Budzi niepokój. Czasami jest niedbała, czasami wręcz atakuje precyzyjnymi, wyraźnymi, mocnymi liniami. Zawsze jest jednak czytelna.

„Prosto z piekła” to komiks po prostu oszałamiający i czytelniczo niewiarygodnie satysfakcjonujący. Zazdroszczę każdemu, kto ma tą lekturę jeszcze przed sobą.

P.S. Niektórzy z czytelników być może kojarzą „Prosto z piekła” z ekranizacją tego komiksu pod tym samym tytułem. Jednak, co trzeba powiedzieć od razu, tak jak Alan Moore jest wybitnym scenarzystą, tak nie ma szczęście do filmów na podstawie swojej twórczości. „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” była jednym z powodów przejście na emeryturę przez występującego tam Seana Connery'ego w 2003 roku. „V jak Vendetta” było krytykowane przez samego Moore'a. Bronią się moim zdaniem „Strażnicy” Zacka Snydera (chociaż nie jest wybitny film), ale już nie serial wykorzystujący motywy z tego komiksu. No i wreszcie „Prosto z piekła”, któremu nie pomogła obsada z Johnnym Deppem, sir Ianem Holmem i Heather Graham. Powiedzieć, że film uprościł komiks to nic nie powiedzieć. Wybrano z tej przebogatej opowieści jeden wątek i kilka postaci. Powstała rzecz mocno przeciętna. Można zobaczyć, ale po co, skoro jest komiks?