Lamborghini wycofa kultowe V12? Problemem normy emisji spalin

Czarne chmury zbierają się nad Lamborghini po ogłoszeniu norm spalinowych EU7. Silnik V12 włoskiego producenta spełniłby wszystkie wymagania, lecz wpierw trzeba by go porządnie przerobić. A to może kosztować fortunę. Audi powiedziało, że taka operacja pochłonęłaby 900 milionów euro. Dzięki nowym wersjom silników, Huracan i Aventador zachowałyby swój charakter, lecz sytuacja finansowa Lamborghini mogłaby zostać poważnie nadszarpnięta. Decyzyjność w tej sprawie ma Volkswagen (w skład jego koncernu wchodzi właśnie Lamborghini) i przekonanie go do kosztownej modyfikacji V12-tki może być sporym problemem.

Co w tym wypadku stanie się z silnikami w Lamborghini? Audi pragnie, by samochody z żółtymi bykami na masce były zasilane hybrydowym V8 znanym z Porsche. Pokazuje to, że niemiecki koncern nie jest aż tak przywiązany do tradycji, jak Lamborghini. Inną opcją jest modyfikacja obecnego silnika V12 i zrobienie z niego hybrydy, poprzez dodanie elektrycznego motoru. Zabiłoby to uwielbiany przez miłośników motoryzacji dźwięk dwunastocylindrówki, która w dodatku straciłaby liniowy przyrost mocy. Oba warianty z pewnością nie spodobają się sympatykom Lamborghini.

ZOBACZ TEŻ: Świetne wyniki sprzedaży są problemem dla Lamborghini?

VAG chce, by Lamborghini była marką przez duże "M" na przykładzie Ferrari. Producent z Maranello - oczywiście oprócz aut - sprzedaje kolekcje odzieżowe, perfumy i masę różnych lifestyle'owych akcesoriów. Jednak aby tak się stało, trzeba wpierw skrócić dystans do Ferrari, przede wszystkim za sprawą samochodów. Co realnie może stać się z silnikami Lamborghini?

Cóż, patrząc na popularność zasilanego V-ósemką znaną z Audi Urusa, który sprzedaje się aż za dobrze, wycofanie tradycyjnego V12 raczej nie zagroziłoby zyskom Lamborghini. Włoski producent supersamochodów będzie zawsze uwielbiany - z V12 pod maską Aventadora lub nie. Miejmy jednak nadzieję, że VAG nie wyrzuci tego przepięknego silnika do kosza.