Słowo o paru słowach

Pierwsza definicja koktajlu została skonstruowana przez niejakiego Harrego Crosswella w roku 1806 w Ameryce i mówiła o „stymulującym likworze stworzonym z różnych trunków i ingrediencji”. Ale skąd wzięła się sama nazwa “cocktail” to już znacznie bardziej zawiła sprawa.


Geneza tego słowa ma swój początek w amerykańskich oberżach i saloonach XVIII wieku, gdzie właściciele tychże (później barmani), częstowali swoich klientów głównie whisky i rumem, ale również pierwszymi wersjami mieszanek smakowych zwanych “flipami” – znanymi z Anglii mieszankami ciepłego piwa, rumu i żółtek, mających rozgrzać strudzonych drogą gości. Legenda głosi, że pierwszy raz słowo “cocktail” zostało użyte w Nowym Yorku, gdy pewien oberżysta wymieszał dla zabawy parę mocniejszych trunków i udekorował je piórami z koguciego ogona. Warto wspomnieć, że w tym czasie w różnych rejonach Ameryki alkoholowe mieszanki nazywano inaczej np. “bracer” (krzepiący) czy też „bitter sling”(gorzkawy łyk).


Oberżyści nie mieli łatwo. Z powodu podróżujących po kraju „gości” różnego pokroju, narodził się zwyczaj, aby cenniejszy asortyment odgradzać w lokalu barierą – blatem, później nazywanym dla uproszczenia barem. Osoby odpowiedzialne za trunki zaczęto zaś nazywać “bartenders” od roli, jaką było doglądanie, serwowanie i ochrona trunków oraz zajmowanie się sprawami klientów.

Zaraźliwa pasja i nieśmiałe początki

Za osobę, która zaczęła stawiać pierwsze kroki w dziedzinie łączenia smaków różnych napojów, uważa się pierwszego słynnego barmana Ameryki oraz twórcę wielu klasycznych koktajli – Jerry’ego “Profesora” Thomasa (ur. 1830).
Swój przydomek zyskał on w późniejszych latach swojej kariery barmańskiej, ze względu na zapał w kształceniu przyszłych mistrzów oraz łatwości, z jaką wiedzę potrafił przekazać. Autor pierwszej książki zajmującej się dziedziną mieszania alkoholi “Bar-tender’s guide”, rozpoczął swoją przygodę na terminie barmańskim w Connecticut, gdzie odkrywał początki swojej pasji. Zaraz po skończonej nauce dał się zarazić gorączką złota i pognał do Kalifornii, z nadzieją na zyskanie doświadczenia w swoim fachu w najgorętszym miejscu Ameryki tamtych czasów. Zaczynał jako potboy, pomocnik bartendera, rozwijał swoje doświadczenie i talenty, aż ostatecznie spełnił swoje marzenie i w 1851 otworzył swój własny lokal w Nowym Yorku. W późniejszych latach posiadał ich aż cztery. Wierzył, że koktajl to nie tylko składniki, ale także pokaz, który serwujesz swoim klientom i atmosfera, którą tworzysz jako właściciel lokalu. Dzięki tym zasadom szybko zdobył rzeszę zagorzałych fanów.

W niedługim czasie zyskał opinię specjalisty i zaczął podróżować po całych Stanach, a wierni fani potrafili podróżować za nim od stanu do stanu. Odwiedził również Europę, aby pracować w hotelach i barach, jako naczelny barman. Chciał nie tylko rozszerzać własną wiedzę i kolekcję przepisów, ale również uczyć dobrej kultury w barach koktajlowych młode pokolenia, które dopiero zaczynały przygodę z trunkami. Ciekawostką jest fakt, że w pewnym momencie swojej kariery zarabiał 100$ tygodniowo – to więcej niż ówczesny Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych!

Prohibicja, podziemie i czasy dzisiejsze

Wraz z upływem lat ludzie coraz częściej zaczynali kojarzyć bary już nie tylko z lokalami, w których można się napić, ale również ze wspaniałymi miejscami do spędzenia czasu w gronie dobrych znajomych – tzw. bary speakeasy. Szczyt popularności kultury koktajlowej przypada paradoksalnie na lata prohibicji w Ameryce.


Trwający 13 lat zakaz spożywania i produkowania alkoholu w Ameryce spowodował, że cała konsumpcja tychże przeniosła się do podziemia. Szacuje się że na terenie samego Nowego Yorku działało ok. 30 tys. nielegalnych pijalni alkoholu! Żeby nie dać się złapać na sprzedaży kontrabandy, stosowano najróżniejsze triki. Zapraszano do lokali jedynie osoby zaufane, niektóre z miejsc miały tajne pomieszczenia, w których podawano alkohol. Jednak najważniejsze pozostały koktajle. Zaczęto serwować je tajnie, maskowano wygląd trunków upodabniając je do kaw czy herbat. Dzięki takim działaniom możemy posmakować, takich kompozycji jak: Long Island Iced Tea, która z wyglądu podobna jest do mrożonej herbaty.

Nadal widać wpływ historii na dzisiejsze lokale. Bezpośredni dostęp do alkoholi mają tylko barmani, centralnym miejsce najczęściej jest bar, przy którym zakupimy alkohole, ale też posiedzimy z nadzieją na przyjemny dialog z osobą obok. Śmiało możemy stwierdzić, że na przestrzeni lat kultura koktajlowa, czy też barowa urozmaiciła się do formy, którą widzimy dzisiaj. Nie wiem jak wy, ale ja niecierpliwie czekam na powrót do ulubionego baru – mówi Kacper Rynecki, barman z Muzeum Polskiej Wódki.

Celebrując korzenie kultury koktajlowej barmani z Muzeum Polskiej Wódki i ¾ Koneser Baru polecają przepis na jeden z najbardziej klasycznych koktajli – wódka sour.

WÓDKA SOUR CLASSIC

1 uncja (30ml) Polskiej Wódki żytniej np. Wyborowa

2/3 uncji świeżego soku z cytryny

1/3 uncji syropu cukrowego

Białko z połowy kurzego jajka

Opcjonalnie parę kropel bitters ziołowy

Przygotowanie: Wszystkie składniki przelać do shakera, mocno wstrząsać z lodem, aż do uzyskania gęstej pianki. Przelać do niskiej szklanki wypełnionej lodem. Serwować udekorowane skórką z cytryny.

-----------------------------

Koneser Bar ¾ - wyjątkowe miejsce ukryte w budynku Muzeum Polskiej Wódki. Przestrzeń, gdzie każda osoba żądna spróbować czegoś nowego i oryginalnego, ale jednak bliskiego tradycji odnajdzie swój smak. Bar oferuje koktajle klasyczne oraz autorskie – stworzone przez doświadczonych barmanów Baru, a także zaskakujące smakiem domowe nalewki. Zespół Koneser Bar ¾ zawsze chętnie doradza, jak najlepiej cieszyć się smakiem, jak dobrze połączyć składniki w przepysznym koktajlu.