Formułę 1 w ostatnich spotkało sporo zmian. Trzon tego sportu pozostał w dużej mierze taki sam (choć na przykład implementacja implementacja systemu KERS i jego późniejsze wycofanie, a następnie wprowadzenie napędu hybrydowego spowodowało sporo komentarzy), ale jego otoczka – już niekoniecznie. W 2018 roku władze Formuły zdecydowały się na usunięcie z torów tak zwanych grid girls, czyli dość skąpo ubranych hostess, co tłumaczono „niezgodnością ze współczesnymi normami obyczajowymi”. Teraz w F1 dokonuje się kolejna zmiana kosmetyczna – stając na najwyższym stopniu podium, wygrany kierowca nie będzie już strzelał w powietrze korkiem od szampana.

Prosecco zamiast szampana

Nie chodzi jednak o to, że szampan nagle z jakiegoś powodu stał się trunkiem nieprawomyślnym, a o nowo zawartą umowę sponsorską. Zgodnie z jej ustaleniami, zwycięzcy będą polewać się nie napojem z Szampanii, a musującym włoskim winem marki Ferrari Trento. Napój ten od sezonu 2021 staje się oficjalnym partnerem Formuły 1. Będzie on dostępny nie tylko dla kierowców, którzy po zakończeniu wyścigu zajmą miejsca na podium, ale również dla gości oglądających wyścig na żywo (o ile rzecz jasna będzie to możliwe). To nie pierwszy raz, gdy Ferrari Trento trafia do świata motorsportu – w przeszłości to wino było obecne na podium podczas Grand Prix Włoch.

Skąd wzięła się tradycja polewania szampanem w Formule 1?

Tradycja ta jest niemal tak długa, jak historia samej Formuły 1. Jej korzenie sięgają lat pięćdziesiątych, kiedy to Grand Prix Francji odbywało się w Reims w regionie Szampania. Lokalni producenci szampana postanowili obdarowywać dużą (bo aż trzylitrową!) butelką tego trunku zwycięzcę wyścigu – pierwszym z nich był legendarny Juan Manuel Fangio. Co ciekawe, kierowcy nie od razu zaczęli strzelać korkami w powietrze – po raz pierwszy taka celebracja zwycięstwa wydarzyła się w 1966 roku po zakończeniu wyścigu Le Mans. Pierwszy raz dokonał tego (podobno przez przypadek) Jo Siffert, a rok później świadomie jego zachowanie powtórzył Dan Gurney.