Jan Wiewiór: Karolina, jesteś na polskiej scenie driftingowej już od ponad dziesięciu lat. Czy czujesz się lepsza od mężczyzn, z którymi rywalizujesz?

Karolina Pilarczyk: Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Uważam, że panowie i panie, które także starują, niezależnie od doświadczenia są ludźmi, którzy przede wszystkim mają ogromną determinację, pasję. Nie myślę o tym, czy jestem lepsza czy gorsza, po prostu cieszę się, że są! Nigdy w ten sposób nie porównuję się tak do innych.

Czy mimo wszystko czujesz, że paru facetów, z którymi rywalizujesz, ma przez ciebie kompleksy?

(Śmiech) Nie wiem czy kompleksy, panowie na pewno nie lubią przegrywać więc trochę bardziej się stresują, jadąc i rywalizując z kobietą. W tym sporcie trzeba być skoncentrowanym, a zarazem mieć w sobie wiele luzu i spokoju, bo drifting jest sportem jednego błędu. Potrzeba być stale skupionym na tym, co się robi, a że panowie nie lubią przegrywać, więc na pewno wpędzam ich w duży poziom stresu, przez co tracą koncentrację.

Męskie środowisko, w którym się obracasz, nie traktuje cię czasem jako maskotki teamowej? A może doświadczyłaś kiedyś mobbingu albo napiętnowania z racji tego, że jesteś kobietą?

Tak, słyszałam wielokrotnie niewybredne komentarze, np. że powinnam zająć się rodzeniem dzieci, albo że lepiej wyglądam przy samochodzie niż w nim, czy że kobiety to do garów się nadają. Do garów jak najbardziej, tylko że do ośmiu - bo silniki V8 w potocznym języku mają osiem garów, czyli cylindrów. Ja się akurat tym wszystkim nie przejmuję.

A nie czujesz, że motosport może wypłukać z ciebie kobiecą wrażliwość?

Zdecydowanie nie. Wielokrotnie powtarzam, że kocham być kobietą, chcę zachować stuprocentową kobiecość. Chociaż mam trochę taki „męski mózg”, bo jestem analityczna, mało romantyczna, lubię samochody, więc właściwie nie jest to zbyt kobiece ale jednak jestem bardzo wrażliwą osobą i mam w sobie ogromne pokłady kobiecości. Myślę, że my, kobiety, których jest coraz więcej w motosporcie, staramy się udowodnić, że to nie jest dyscyplina stricte męska, bo nie wymaga żadnych typowo męskich predyspozycji. Jeśli chodzi o umysł, refleks, czy tego typu rzeczy, to kobiety mają rewelacyjne zdolności i świetnie się zachowują za kierownicą!

Co było twoim największym sportowym wyzwaniem przez wszystkie lata kariery?

Sportowym? Miałam bardzo dużo wyzwań. Największym wyzwaniem zawsze jest budżet! (śmiech) Niestety z tego wynika więcej rzeczy. Bo jeśli ciągle myślę o tym, co się stanie, jak popsuję samochód i nie będę miała na naprawę, to taka perspektywa wpływa to na moje nastawienie podczas zawodów. Niestety zaczynam się wtedy spinać i boję się pojechać na 100%. Ten rodzaj stresu był moim największym problem, który wpływał na wiele rzeczy, ale mocno nad nim pracuję. 

A w życiu prywatnym?

Chyba wyzwanie związane z przekonaniem moich rodziców, którzy byli driftingowi bardzo przeciwni. Jest to coś, co daje mi szczęście. Oni tego kompletnie nie rozumieją, moja mama jest aktorką, a tata informatykiem i mieli kompletnie inną wizję córki. Ja byłam takim dzieckiem, które się bardzo dobrze zapowiadało. I nagle im zdriftowałam gdzieś po drodze. Ciężko mi było im wytłumaczyć, że drifting to coś, co chcę robić w życiu. A przez długi czas był to u mnie temat tabu, co było problemem, bo zawsze mieliśmy świetny kontakt.