Karl Lagerfeld - wywiad w ELLE

Karl Lagerfeld - nie było  drugiego takiego projektanta. Kogoś, kogo znają wszyscy, ale tak naprawdę nikt. Kogoś, kto genialnie wykreował własny wizerunek i sam potrafił się z niego śmiać. Kogoś, kto kreatywnością przewyższał ludzi kilka razy młodszych. I skuteczniej niż oni reagował na zmieniający się świat. Udowadniał to niemal każdym swoim pokazem Chanel w Paryżu. Choćby tym z 2014 roku, kiedy wybieg w Grand Palais zamienił w muzeum sztuki współczesnej. Tyle że eksponaty były hołdem dla ikon Chanel: flakonu perfum, torebki, róży. Czy trzeba dodawać, że wszystkie - jak to miał w zwyczaju - zaprojektował sam Karl? I że natychmiast kolekcjonerzy zasypali go propozycjami kupna? Tylko on potrafił tak przewrotnie komentować związek mody ze sztuką, robiąc przy okazji piękne widowisko. Dla swoich wielbicieli wydał wówczas także zbiór aforyzmów „Karlism”. Jeszcze więcej złotych myśli znajdziemy w jego głośnej książce „Le monde selon Karl” (Świat według Karla). A co mówił, gdy wychodził poza aforyzmy? Przypominamy głośny wywiad projektanta w ELLE z 2014 roku.

Karl Lagerfeld: Nie pozuję, jestem

Olivia de Lamberterie: Pytałam ludzi, którzy Pana znają, co ich uderzyla w Pana osobowości. Wszyscy mówią, że jest Pan niezwykle miły. To Pana dziwi?
KARL LAGERFELD: To okropne! Jestem wręcz mistrzem złośliwości wobec ludzi, którzy zrobili mi świństwo. Jeśli chodzi o innych, nie jestem taki. Ponieważ jednak nie jestem katolikiem, bywam mściwy.

Wszystko jedno, co o Panu mówią?
Mogą mówić, co chcą, byleby to nie była prawda. Jestem swoją własną marionetką, facetem z komiksu.

Albo facetem z filmu. W filmie biograficznym o Yves Saint Laurent rolę Pana zagrał Nicolas Kinski, syn Klausa. Co Pan o tym sądzi?
Nie wiem, a jaki on jest? Może mi pani pokazać go na komputerze? Oj, nie jest do mnie podobny, ale do zaakceptowania. Jakiś czas temu w „Le Petit Journal” pokazano mi innego aktora, był bardziej marsylski... Ten mi pasuje. Ale tak naprawdę wszystko mi jedno, jestem ponad to, ponad dobrem i złem. To daje mi wolność, by ścinać głowy... A ponieważ nie jestem niezręczny, jeśli chodzi o słowa...

Słowa są ważniejsze niż moda?
Książki są ważne, zdjęcia są ważne, obrazy są ważne, a wszystko to razem ma największe znaczenie. Mój zawód to połączenie tych trzech rzeczy. Uwielbiam słowa. Gdybym nie poświęcił się modzie, studiowałbym językoznawstwo, ale jestem na to zbyt leniwy. Mój ojciec znał dziewięć języków, ja tylko cztery.

Zwykle dużo Pan mówi o matce, a niewiele o ojcu. Dlaczego?
Był arcypoważny, o wiele milszy niż moja matka, więc o wiele mniej zabawny. Zawsze mi mówił: „Możesz mnie prosić, o co chcesz, ale nie przy matce”. To był człowiek interesów, które całkowicie go pochłaniały. Urodził się w 1880 roku i tak naprawdę żył kilka razy, w Chinach, Rosji, w Caracas. To były inne czasy. Nieczęsto go widywałem, dzieciństwo spędziłem na wsi, w poczuciu totalnej wolności. Rodzice mieszkali w Hamburgu albo podróżowali, ale nigdy nie miałem poczucia, że mnie nie kochają.

Często wspomina Pan, że mama była bardzo surowa...
Ciągle opowiadała mi jakieś straszne historie. „Musimy pójść do krawca, by uszył zasłony na twoje dziurki w nosie, są takie wielkie”. Czy takie rzeczy mówi się własnemu dziecku? Uwielbiałem tyrolskie kapelusze, a ona mówiła mi: „Wyglądasz w tym jak stara lesbijka!”.

Nie bolało to Pana?
Miałem osiem lat, nie rozumiałem, o co chodzi.