O zwolnieniu Mourinho mówiło się od dawna - zespół spisywał się przeciętnie (dopiero szóste miejsce w tabeli i ogromna strata do lidera), gęstniała również atmosfera wokół drużyny, bo portugalski trener uwielbia prowokować. Choć "The Special One" odniósł z Manchesterem kilka sukcesów (zwycięstwo w Lidze Europy, wygrana Pucharu Ligi, wicemistrzostwo Anglii), zbyt słabe wyniki w tegorocznych rozgrywkach przeważyły o decyzji właścicieli klubu. Decydującym wydarzeniem miała być porażka z Liverpoolem na Anfield.

- Choć porażka z Liverpoolem dla każdego kibica Manchesteru United zawsze jest dotkliwa, to nic nie zapowiadało, że niedzielny mecz będzie ostatnim dla Jose Mourinho w roli menadżera Czerwonych Diabłów. Włodarze klubu z Old Trafford zdecydowali się na bardzo radykalny krok i trzeba przyznać, że zaskoczyli fanów i pewnie samego Mourinho. Jeszcze w poniedziałek media w Anglii pisały, że posada Portugalczyka jest niezagrożona. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej brutalna. - mówi Mateusz Rychlak z DevilPage.pl, największego polskiego serwisu kibiców Manchesteru United. Dodaje też, że trudno ocenić, czy zwolnienie "The Special One" to dobra decyzja - tę zweryfikują kolejne mecze i sezony.

Tymczasowy szkoleniowiec Czerwonych Diabłów zostanie ogłoszony w ciągu następnych 48 godzin. Nie wiadomo jeszcze, co będzie z Jose Mourinho, choć CV ma nad wyraz bogate.

Cały piłkarski świat usłyszał o Portugalczyku, gdy ten w 2004 roku wygrał Ligę Mistrzów z niestawianym w roli faworyta FC Porto. Drugie miejsce w grupie (wyprzedził ich tylko Real Madryt, wkraczający w erę "Galacticos"), pasjonująca rywalizacja z Manchesterem United w 1/8 finału (bramkę na wagę awansu Costinha zdobył dopiero w 91 minucie, a wcześniej kontrowersyjną decyzję podjął arbiter, który nie uznał gola dla Czerwonych Diabłów) i wreszcie finał z AS Monaco, wygrany aż 3:0. 

Już kilka dni po tym pamiętnym finale, Mourinho ogłosił, że przenosi się do londyńskiej Chelsea, starającej się odzyskać dawny blask za sprawą głębokiego portfela Romana Abramowicza. Choć na arenie międzynarodowej zespół nie wygrał żadnego trofeum, "The Special One" zdobył z Chelsea dwa mistrzostwa Anglii z rzędu. Władze klubu rozwiązały umowę z Portugalczykiem w 2007 roku (po passie nieco słabszych wyników), jednak trener nie utracił względów londyńskich kibiców oraz mocnej pozycji, które po przygodzie z Realem Madryt z powrotem zaprowadziły go na Stamford Bridge.

Ale zanim Jose trafił na Santiago Bernabeu, jeszcze raz wygrał Ligę Mistrzów - tym razem z Interem Mediolan (w ogóle to był doskonały rok dla Interu, który sięgnął wówczas po potrójną koronę, a więc wygrał ligę, ważny puchar na arenie międzynarodowej oraz krajowy puchar). Chyba każdy kibic pamięta prowokacyjną fetę, kiedy po wyeliminowaniu w półfinale FC Barcelony, Mourinho przebiegł przez rozgoryczone Camp Nou:

Po sukcesie z Interem w 2010 roku Jose Mourinho trafił do Realu Madryt, a ja - jako wielki kibic Królewskich - wiele sobie obiecywałem po tym transferze. I przygoda "The Special One" w Madrycie była bardzo słodko-gorzkim doświadczeniem. Z jednej strony "Los Blancos" doznali kilku upokarzających porażek (choćby 0:5 z Barceloną, po którym Mou zyskał przydomek "The Special Five"), a sam trener zachowywał się coraz bardziej kontrowersyjnie. Nie tylko węszył spisek wśród hiszpańskich arbitrów (po przegranej, a jakże, z Barceloną), pytając na konferencji prasowej "Por que?", czyli "Dlaczego?")...

...ale także złapał za ucho Tito Vilanowę, ówczesnego drugiego trenera Barcelony, po porażce w Superpucharze Hiszpanii:

Mourinho skonfliktował się także z zespołem oraz posadził na ławce rezerwowych samego Ikera Casillasa, a więc - wydawać by się mogło - osobę w Madrycie nietykalną.

Z drugiej strony "The Special One" zdobył z "Królewskimi" długo oczekiwane mistrzostwo kraju, bijąc jednocześnie rekord zwycięstw w sezonie oraz kończąc sezon z trzycyfrową liczbą punktów, czego nie dokonał wcześniej żaden inny hiszpański klub. Za kadencji Mourinho Real sięgnął również po pierwszy od osiemnastu lat Puchar Króla. Niestety gorzej wiodło się Mou w Lidze Mistrzów, gdzie na przeszkodzie stawali albo gracze FC Barcelony albo Robert Lewandowski, który w pamiętnym półfinale LM strzelił "Królewskim" aż cztery bramki.

Przygoda Portugalczyka w Madrycie trwała dwa lata, po których wrócił do Chelsea (nazwał się wówczas "The Happy One", bo - jak twierdził - wracał w ukochane miejsce). Ostatnim, jak na razie, przystankiem w trenerskiej karierze Mourinho był właśnie Manchester United.

Mateusz Rychlak: - Mourinho pozostawi po sobie na Old Trafford trzy trofea: Tarczę Wspólnoty, Puchar Ligi i Ligę Europy. Nie zdobył natomiast tego najważniejszego: mistrzostwa Anglii. W najbliższych miesiącach Portugalczyka czeka pewnie przerwa od futbolu. W nowym sezonie może wrócić do menadżerki, a media już spekulują, że ponownie możemy zobaczyć go w roli menadżera Realu Madryt. "The Special One" ma dopiero 55 lat i raczej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.