ELLE: Jonathan to Twój drugi raz w Polsce, co myślisz o naszym kraju?

Jonathan: Polska, szczególnie Warszawa, jest o wiele bardziej kosmopolityczna niż się spodziewałem. To miasto mnie zaskoczyło. Trend na „hipstera” jest bardzo widoczny na ulicy, widziałem też kilku mężczyzn ubranych we włoskim stylu, ale zdecydowanie hipsterzy przeważają.

ELLE: Możesz mi opowiedzieć skąd wziął się pomysł na milanstyle.com?

J: Zawsze interesowali mnie projektanci tacy jak Gucci, czy inne sławy lat 80. Aspirowałem do posiadania dobrze skrojonych płaszczy, koszul i reszty garderoby. Kiedy zaczynałem prowadzić milanstyle.com pracowałem w marketingu, moja praca obracała się wokół stron internetowych. Zauważyłem, że nie ma zbyt wielu stron poświęconych męskiej modzie z wyższej półki. Było dużo stron kierowanych do kobiet, kilku blogerów, ale miejsce mody męskiej w internecie było dalekie od poziomu na jakim znajduje się teraz. Zacząłem więc od blogowania na temat moich aspiracji modowych, stąd nazwa „Milan style”. To było jak fantazja, stylowi Mediolańczycy, Gucci, Prada etc. Później zamieniłem tę pasję na biznes, dodając możliwość dokonania zakupów na mojej stronie, co jest częścią portalu do dzisiaj. Studiowałem online marketing, więc chciałem połączyć obie rzeczy: blogowanie o modzie męskiej i sprzedaż online. Chciałem, żeby klient przeglądający naszą stronę, nie zależnie od tego czy jest w Polsce, czy w innym kraju, w którym dostęp do marek luksusowych nie jest taki łatwy, mógł zobaczyć rzeczy, przeczytać o nich, a później łatwo kupić je w tym samym miejscu. Dlatego zdecydowałem się współpracować tylko ze sklepami, które umożliwiały dostarczenie przesyłki w każdym miejscu na świecie, wtedy to nie było takie oczywiste. Dzięki temu szybko udało mi się zdobyć dość duże grono odbiorców.

ELLE: Jak się czujesz pracując w branży modowej? Co to dla Ciebie znaczy?

J: Bardzo to lubię (śmiech). Lubię mówić o sobie jako o biznesmanie. Najpierw biznes, potem moda. Mój styl można opisać jako klasyczny, męski. Staram się bywać na wielu eventach modowych, takich jak Pitti Uomo w Mediolanie, czy tydzień mody w Londynie. W sumie więc byłem i widziałem dużo, ale staram się cały czas pozostawać wierny klasyce. To co najbardziej lubię w tej branży, to akceptacja. Mam na myśli to, że mimo że jestem fanem klasyki i nie założyłbym np. długiego t-shirtu i butów sportowych, to potrafię docenić ten styl. Może to nie jest mój styl, ale uważam, że na odpowiednich osobach wygląda dobrze. W branży modowej mamy możliwość eksponowania naszej osobowości poprzez ubrania, które wybieramy na co dzień. Nie musimy wszyscy nosić garniturów etc., to byłoby strasznie nudne. W modzie liczy się to, że możemy patrzeć na nią z perspektywy różnych osób, czasami ja wpływam na czyjś styl, a czasami on na mój. Ludzie podchodzą do mnie i mówią: „Podoba mi się Twój garnitur, gdzie go kupiłeś?”

ELLE: Jaki są Twoje triki, żeby zawsze wyglądać stylowo, niezależnie od sytuacji?

J: To się może wydać ironiczne, ale uważam, że im bardziej klasycznie jest się ubranym, tym większe robi się wrażenie. Wśród fotografów ulicznych jestem znany z mojego klasycznego stylu, więc jeśli chcą sfotografować jednego „klasyka”, jedną osobę ubraną w szalony sposób i jednego gościa o zupełnie kosmicznym poczuciu stylu, wiedzą, że jeśli zrobią mi zdjęcie to będzie to. Na wydarzeniach modowych można spotkać mieszankę ludzi, więc klasyka jest wtedy moją wizytówką.

ELLE: Jeśli miałbyś postawić na jedną rzecz na ten sezon to co by to było?

J: Na sezon jesień-zima, myślę że byłby to oversizowy płaszcz. Taki jak z serialu „Zakazane Imperium” albo „Peaky Blinders”, pokazujący styl gangsterów z lat 90, oversizowe płaszcze, duże kołnierze, kamelowe, granatowe lub szare, coś takiego.

ELLE: Co myślisz o nowych trendach? O takich projektantach jak nowy dyrektor kreatywny Gucci, Alessandro Michelle?

J: Moim zdaniem to ciekawe, że Alessandro zdecydował się na projektowanie mody unisex. Niektóre rzeczy z jego kolekcji nadają się do noszenia na co dzień dla zwykłych mężczyzn, nie poruszających się za mocno w trendach. Inne projekty, takie jak bluzki pussy blouse, nie są dla mnie, ale myślę, że na odpowiedniej osobie będę wyglądały równie dobrze. Wczoraj w telewizji zapytano mnie, czy mężczyzna może nosić różową marynarkę? Odpowiedziałem, że to bardzo zależy od pewności siebie. Jeśli ktoś jest pewny siebie i swojego stylu, tak jak ja i założy różową marynarkę to będzie dalej wyglądał dobrze. Natomiast, jeśli ktoś jest uzależniony od tego co jest aktualnie modne i sam nie jest przekonany do tego co ma na sobie, to od razu widać.

ELLE: Co myślisz o bezmyślnym podążaniu za trendami?

J: Nie lubię tego. Powinniśmy być świadomi tego co jest modne, przystosowywać się w pewien sposób, rozwijać, wybierać z nowych trendów to, co do nas pasuje. Weźmy jako przykład oversizowe płaszcze, o których wcześniej rozmawialiśmy. Bardzo szczupły mężczyzna nie będzie w nich dobrze wyglądał. Wszystko więc obraca się wokół wykorzystywania tych trendów, które pasują do naszej sylwetki, osobowości i stylu.

ELLE: Co byś doradził mężczyźnie, który niekoniecznie podąża za najnowszymi trendami, co powinien nosić na co dzień do pracy, po pracy i na weekend?

J: Najważniejsze w doborze rzeczy na co dzień jest uniwersalność. Chyba, że pracujesz w branży albo moda jest twoim hobby, w innym przypadku pierwsze co powinniśmy brać pod uwagę to właśnie uniwersalność. Składanie garderoby trzeba zacząć od rzeczy, na których będziemy bazować. Taką bazą są np. piękny granatowy i szary garnitur. To jeśli chodzi o pracę w biurze. Na wieczorne wyjście z żoną, randkę po pracy, spodnie od garnituru mogą zastąpić dobrej jakości jeansy, mogą być z second handu, ja takie lubię najbardziej, do tego dobrze skrojona granatowa kurtka i t-shirt. Nie muszą to być drogie rzeczy od projektantów, najważniejsza jest wspomniana wcześniej uniwersalność ubrań. Kolejną ważną rzeczą jest znajdywanie tego, co pasuje do naszej sylwetki. W ostatnich kilku sezonach królowały krótsze marynarki, nie będę się zagłębiał w detale, ale ogólnie nieco krótsze z przodu, ten trend nie pasuje zupełnie wyższym mężczyznom, takim jak ja. Także na koniec dnia, najważniejsze jest to, w czym wyglądamy dobrze. Bardzo obcisłe i bardzo krótkie rzeczy mogą być super modne, ale nadal nie będą do mnie pasować. Więc za miast tego mogę kupić marynarkę, która jest bardziej dopasowana, ale nie krótka. Najważniejsze jest to, aby znaleźć złoty środek. Jeśli chcemy wydać trochę więcej, ważne jest, żeby kupować klasyki, rzeczy które za 2-3 lata nadal będę wyglądały dobrze i modnie.

ELLE: Właśnie. W jakie części garderoby mężczyźni powinni inwestować więcej?

J: Po pierwsze buty. Buty dobrej jakości. Sieciówkom udało się stworzyć koszule, garnitury dobrej jakości, możemy znaleźć koszule od 100 zł, które dobrze leżą i są nieźle uszyte. Z butami jest inaczej. Dużo zależy od jakości skóry i wykonania. Do tej pory nie znalazłem butów w sieciówkach, które mogłyby konkurować z tymi wykonywanymi ręcznie, czy na zamówienie i nie jestem pewien czy kiedykolwiek znajdę. Jeśli mamy mniejszy budżet, radziłbym zainwestować przede wszystkim w skórzane buty dobrej jakości.

ELLE: Co znaczy w dzisiejszych czasach sformułowanie „made in Italy” w branży modowej?

J: Moim zdaniem, nie ma to już takiego znaczenia jak miało kiedyś. Cytując Miuccię Pradę, „Prada nie jest robiona we Włoszech, Prada jest robiona w Pradzie” („Prada isn’t made in Italy, Prada is made in Prada”). To była jej odpowiedź na zarzuty dziennikarzy, związane z tym, że jedna z fabryk Prady jest we Włoszech a inna w Chinach. Jej odpowiedź brzmiała właśnie, że Prada jest robiona w Pradzie. Nie ma tutaj znaczenia jaka w środku jest metka, chodzi o rzemiosło, sposób wykonywania tych rzeczy i ich jakość. Można mieć fabrykę w Rzymie czy Mediolanie i przywieźć do niej chińskich pracowników. Czy wciąż będziemy mieć metkę „wyprodukowano we Włoszech”? Owszem. Czy to ma znaczenie dla świadomego konsumenta? Nie do końca, chyba, że weźmiemy pod uwagę Włoskich nacjonalistów. To na czym powinniśmy się skupić to jakość tych rzeczy. Mimo wszystko, „wyprodukowano we Włoszech, w Wielkiej Brytanii, czy we Francji” ma znaczenie dla niektórych, mniej świadomych nabywców. Przykładem są bogaci Chińczycy. Oni nie chcą kupować Burberry „made in China”, chcą Burberry z metką „made in Britain”, więc znowu Burberry ma dwie fabryki, jedną w Chinach i jedną na terenie Wielkiej Brytanii. Dla Chińczyków, którzy są nowobogaccy, ta metka to symbol pewnego statusu. Odpowiadając jeszcze raz na Twoje pytanie, ma to znaczenie dla pewnego typu konsumenta, ale ogólnie rzecz biorąc liczy się wykonanie i jakość. W dobie globalizacji wszystkiego, jeśli jakość wykonania i materiałów jest na wysokim poziomie, miejsce produkcji nie powinno mieć znaczenia.

ELLE: Wyobraź sobie, że masz 5 minut na to żeby się ubrać. Co założyłbyś np. na kolację z przyjaciółmi?

J: Moim zdaniem marynarka to zawsze dobry pomysł. Jeśli idę do eleganckiej restauracji, zawsze mam na sobie dobrze skrojoną marynarkę. Kolejna rzecz to dopasowana biała koszula, która będzie wyglądała dobrze zarówno pod marynarką, jak i bez niej. Nie lubię luźnych, szerokich koszul, więc najważniejsze jest dla mnie to, że jeśli zdejmę marynarkę, koszula będzie dobrze leżała.

ELLE: Czy istnieje styl który będzie zawsze modny?

J: Wydaje mi się, że dobrze dopasowany garnitur. Klasyki mają to do siebie, że nigdy nie wychodzą z mody (śmiech).

ELLE: Która epoka jest dla Ciebie najbardziej interesująca, jeśli chodzi o styl?

J: Prawdopodobnie Złota Epoka Hollywood, Harry Grant, Fred Astaire. Głównie dlatego, że w dzisiejszych czasach, media społecznościowesprawiają, że gwiazdy są zbyt „dostępne”. Dawniej, gwiazdy Hollywood były jak rodzina królewska, wycofani ze społeczeństwa, otaczała ich niemal magiczna aura. Ta era zdecydowanie przetrwała egzamin upływającego czasu, zawsze będzie miała w sobie magii. Aktorzy byli wtedy niemal jak Bogowie na ekranie. Dzisiaj gwiazdy co 5 min wrzucają jakieś informacje na Twittera, Facebooka czy Instagrama, to jest wspaniałe bo ludzie czują się bliżej swoich idoli, ale dla mnie brakuje właśnie tej tajemnicy, magii. Jeśli chodzi o ubiór to właśnie lata 30. Każdy mężczyzna, interesujący się modą bądź też nie, jeśli spojrzy na Harrego Granta to powie: „Ten facet jest naprawdę elegancki.” Nawet teraz po 80-90 latach. Myślę, że to jest właśnie niesamowite. Lubię też lata 70., bo przypominają współczesne kolekcje Toma Forda, wszystko zależy od tego w jakim akurat jestem nastroju.

ELLE: Co jest inspiracją dla Twojej pracy i Twojego stylu?

J: Jeżeli chodzi o mnie, to muszę być zawsze ubrany odpowiednio na dwa rodzaje spotkań. Dla przykładu, dwa miesiące temu byłem na imprezie brytyjskiego Vogue w Londynie. W jednym kącie siedział włoski ambasador w Wielkiej Brytanii, a w drugim Suzy Menkes z Vogue International. Nie mogę więc ubierać się zbyt konserwatywnie, żeby Suzy nie powiedziała: „kim jest ten nudny biznesman?” Nie mogę też wyglądać zbyt szalenie, żeby ambasador nie stwierdził: „Nie chcę rozmawiać z tym dziwakiem.” Mój styl musi więc znajdywać się gdzieś po środku tych dwóch światów, muszę szukać tego co do mnie pasuje i co na daje się na tego typu eventy. Jednego dnia w Londynie potrafię mieć spotkanie biznesowe i rozmawiać o finansach z klientami, a później muszę być na spotkaniu prasowym. Ponownie, możemy tutaj mówić o pewnego rodzaju uniwersalności, muszę pilnować żeby nie znaleźć się za bardzo ani po jednej ani po drugiej stronie. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę blogerów modowych albo aktorów, mogą oni pozwolić sobie na wiele więcej podczas kompletowania garderoby.

ELLE: Czy są jakieś książki, albumy, konta na Instagramie, które przeglądasz szukając inspiracji?

J: Mam dwóch przyjaciół we Włoszech, są znanymi blogerami, Filippo Fiora and Filippo Cirulli (thethreef.com), warto zwrócić na nich uwagę. Są bardzo młodzi, mają może po 23-24 lata, ich stylizacje są bardzo klasyczne, a jednocześnie zaczerpnięte prosto z wybiegów, bardzo luksusowe, ale nie przestylizowane. Często przeglądam ich bloga i Instagrama. Jeśli chodzi o celebrytów, to nie interesuję się za bardzo ich stylem. Takie osoby często mają kontrakty z domami mody, więc nie ma to za wiele wspólnego z ich własnym stylem. Jeśli chodzi o Instagram, to obserwuję głównie krawców, lubię wiedzieć co robią, nad czym pracują. Jest pewien bardzo znany człowiek z Mediolanu, nazywa się Luca Rubinacci, jest synem właściciela znanej włoskiej marki, który jest jednocześnie jednym z najbardziej znanych krawców. Luca nosi szalone kolory, tweedowe marynarki z żółtymi spodniami, różne dziwne kombinacje kolorystyczne. Często pojawia się na łamach magazynów, lubię podpatrywać jak nosi i jak stylizuje różne rzeczy.

ELLE: Jaka jest różnica w ubieraniu się pomiędzy mężczyznami w Mediolanie, Londynie i Warszawie?

J: Zgodnie ze stereotypem, Brytyjczycy są o wiele bardziej chętni do wyrażania siebie, do bycia ekspresyjnym, również jeśli chodzi o styl ubierania się. W jednym pociągu metra znajdziemy gotów, bankierów w garniturach, skejtów i jedną osobę, której styl to połączenie wszystkich poprzednich. W Mediolanie natomiast, wszyscy są ubrani pięknie. Rzeczy i dodatki są dobrej jakości, dobrze wykonane i skrojone, ale to jest w pewnym sensie mundurek. Dopasowana, krótka marynarka, zazwyczaj granatowa, brązowa lub szara, dopasowane jeansy, często podwinięte. Wygląda to super, ale w dużej mierze jest jak mundur, wszyscy wyglądają bardzo podobnie. Warszawa mnie zaskoczyła, bardzo widoczny jest styl na hipstera, spodnie z second handu, styl vintage. Wydaje mi się, że dopasowane, szyte na miarę ubrania, nie są jeszcze tutaj zbyt popularne. To jest bardzo duża różnica między Warszawą, a np. Mediolanem. Tam wszyscy chodzą w ubraniach idealnie dopasowanych, poprawianych przez najlepszych krawców, ale może tak powinno zostać, bo to również ma swój urok.

ELLE: Kto jest Twoim ulubionym projektantem?

J: Tom Ford, jego projekty są super luksusowe, uwielbiam jego estetykę. Jeśli masz na sobie Toma Forda, na pewno będziesz czuł, że wyróżniasz się z tłumu. Wszyscy wokół będą powtarzać „Ten facet to jest ktoś.” Kolejny z moich ulubionych projektantów to Ralph Lauren, szczególnie fioletowa linia, on reprezentuje bardziej amerykańską estetykę, miesza ze sobą rzeczy, które na pozór zupełnie do siebie nie pasują, co bardzo mi się podoba. Jest wizjonerem, jego kampanie reklamowe to arcydzieła; wiejskie klimaty, dziki zachód, pewnego rodzaju amerykańskie fantazje. Ostatni z moich ulubionych projektantów to Giorgio Armani, jego czarną linię lubię nosić w dni kiedy chcę czuć się wygodnie, jego projekty są eleganckie ale z pazurem. W pewnym stopniu jest on przeciwieństwem Toma Forda.

ELLE: A jeśli chodzi o sieciówki? Są jakieś marki, które lubisz najbardziej?

J: Ze względu na to, że jestem bardzo wysoki, ciężko mi znaleźć coś w sieciówkach. Uważam, że Zara ma świetną estetykę, jeśli byłbym nieco niższy zdecydowanie mógłbym znaleźć tam coś dla siebie. Podobają mi się również ubrania marki COS, bardziej skandynawski styl, podobny do Acne.

ELLE: Co powiedziałbyś o stylu polskich biznesmanów?

J: Wczoraj rozmawiałem z pewnym krawcem, Maciejem Zarembą który prowadzi 100 letni biznes. Powiedział mi, że kilka lat temu jego klienci byli bardzo konserwatywni, wszyscy chcieli mieć tradycyjne, biznesowe garnitury. Z powodu wzrostu aktywności mediów społecznościowych, jego klienci mają większe pojęcie co dzieje się na świecie, łatwo podpatrują eleganckich mężczyzn z innych krajów, coraz więcej osób zamawia bardziej kolorowe i odważniejsze kroje. To jest naturalna kolej rzeczy i na pewno prędzej czy później zacznie być zauważalna na ulicach Warszawy i całej Polski. Jeśli chodzi o Londyn, Anglicy mają długą historię bycia kreatywnymi i ekscentrycznymi w swoim sposobie ubierania się. Właściciele ziemscy i biznesmeni są tak bogaci, że mogą nosić co im się podoba np. na kolację. Wy macie za sobą trudną historię zarówno ekonomiczną jak i polityczną, więc wielokrotnie liczy się to, żeby wyglądać sztampowo, nie wyróżniać się z tłumu. Prawdopodobnie ta mentalność wciąż ma duży wpływ na to jak mężczyźni ubierają się na spotkania czy kolacje. Jednak jestem pewien, że nowa, młoda generacja to zmieni.

ELLE: Jeśli nie prowadziłbyś biznesu związanego z modą, co chciałbyś robić?

J: W przeciągu całego, swojego życia chciałem robić wiele rzeczy. Gdzieś z tyłu głowy zawsze miałem pomysł, aby pracować w dyplomacji, może któregoś dnia zostać ambasadorem. Ambasadorem Wielkiej Brytanii gdzieś daleko, np. w USA, to jest taka moja fantazja. Wyobrażam sobie siebie stojącego obok prezydenta Obamy.

ELLE: Jak widzisz swoją przyszłość?

J: Jeśli chodzi o biznes, to jestem tutaj w Polsce, aby rozwijać portal, przenieść go na kolejny poziom myślę, że zrealizujemy ten plan w przeciągu miesiąca. Jestem bardzo podekscytowany. W przyszłym roku chciałbym skupić się nad rozwojem marki i portalu, poprzez promowanie również mojej osoby. Pojawiałem się już w New York Timesie czy GQ, może to czas na promocję mojej marki w telewizji.

Jeśli chodzi o mnie, to chciałbym poświęcić trochę czasu na odpoczynek w trakcie świąt Bożego Narodzenia. Od jakiegoś czasu pracuję bez przerwy i potrzebuję przerwy. Po przedświątecznym szaleństwie zakupów chcę się wybrać gdzieś na wakacje, ale jeszcze nie wiem gdzie. Mimo, że pracując w modzie jesteśmy w ciągłej podróży, nigdy nie odpoczywamy, więc nie mogę się doczekać prawdziwych wakacji. Z drugiej strony prawda jest też taka, że jeśli lubisz swoją pracę to tak naprawdę nigdy nie czujesz się jakbyś „pracował”.

ELLE: Wiem, że pracujesz również jako dziennikarz, jak to jest być po obu stronach? Zadawać pytania i na nie odpowiadać?

J: Jeśli chodzi o moje wywiady, to sam wybieram z kim chcę rozmawiać i na jakie tematy, więc jest to dla mnie łatwe. Na szczęście nigdy nie zostałem zmuszony do przeprowadzenia wywiadu z kimś, kto mnie nie interesuje. Nawet jeśli czyjaś estetyka do mnie nie przemawia, potrafię docenić wizję, która ją stworzyła, więc potrafię pisać o niej w obiektywny sposób. Czasami trudno jest nie paść ofiarą PRu i zachować tę obiektywność, wydaje mi się, że to jest największa trudność tej pracy.

Rozmawiała: Marta Zaczyńska