Michał Janowski: Literatura popularna bezdyskusyjnie stanowi dziś największą część światowego rynku wydawniczego. Ale ćwierć wieku temu, kiedy powstawał „Człowiek-nietoperz”, sytuacja wyglądała inaczej. Kiedy zorientowałeś się, że Harry Hole jest pełnoprawnym bohaterem popkultury?

Jo Nesbø: Wbrew pozorom to był bardziej proces niż jeden konkretny moment. Znam wiele historii moich kolegów i koleżanek, których kariery rozwijały się niezwykle gwałtownie. U mnie było jednak inaczej. Myślę, że pierwszy moment, w którym pomyślałem, że udało mi się coś osiągnąć, to było napisanie trzeciej części serii o Harrym Hole'u, czyli „Czerwonego gardła”. To za nią otrzymałem nagrodę Norweskiego Stowarzyszenia Księgarzy i moja kariera w Norwegii naprawdę nabrała rozpędu. Co ciekawe, wydaje mi się, że postać Harry’ego i status moich książek był całkowicie różny w innych krajach. Dobrym przykładem jest sytuacja, która miała miejsce przy okazji wydania „Pierwszego śniegu”. To była pierwsza moja książka, która odbiła sięszerszym echem za oceanem. Na tym etapie byłem już całkiem rozpoznawalnym autorem w Europie, a amerykańscy czytelnicy dopiero mnie poznawali. Bardzo często dostawałem wtedy też pytania o to, jak to się stało, że pojawiłem się na rynku kryminałów „znikąd”. Musiałem rozczarować wiele osób, odpowiadając, że moje „nagłe pojawienie się” trwało ponad dziesięć lat. Myślę jednak, że Harry Hole bardzo wiele zawdzięcza filmowej adaptacji „Pierwszego śniegu”. To był też pierwszy moment, w którym bohater przyjął konkretną twarz i stał się zdecydowanie bardziej znany.

Jo Nesbø  – kim jest pisarz?

Słyszałem, że pisarze dzielą się na ludzi, którzy od dzieciństwa wiedzieli, że będą pisać książki i tych, którzy potrzebowali czasu, by to odkryć. Jak było z tobą?

Myślę, że wiele zależy od tego, jak rozumiemy pojęcie pisarza. Czy to każda osoba, która cokolwiek w swoim życiu napisała? A może do bycia pisarzem trzeba spełniać konkretne warunki? Dobrym przykładem jest mój daleki znajomy, który w mojej głowie na zawsze będzie pisarzem, a w swoim życiu nie wydał żadnej książki. Jeśli chodzi o mnie, to w zasadzie od bardzo wczesnych lat byłem osobą, którą miała wiele wspólnego ze słowem pisanym. Nawet gdy nie myślałem jeszcze o karierze pisarza, najczęściej to właśnie ja byłem autorem tekstów w moim zespole i osobą, która była odpowiedzialna za kreatywną twórczość. Jednak wtedy wydaje mi się, że byłem bardziej swojego rodzaju poetą, który starał się przelewać na papier rzeczy, które w nim siedzą. Do tej pory, choć napisałem już kilkadziesiąt książek, sam siebie nie nazywam pisarzem.

Pamiętasz, co było bezpośrednim powodem, który zmotywował cię, żeby postawić pierwsze znaki w swojej pierwszej książce?

Historia mojej pierwszej książki nie jest niesamowita, choć doskonale tłumaczy, czemu zdecydowałem się na akurat na kryminały. Była druga połowa lat 90. XX wieku, a ja postanowiłem wyjechać turystycznie na kilka tygodni do Australii. To były też czasy największego rozkwitu mojego zespołu rockowego Di Derre. Moja dobra znajoma, która wybrała się w podróż razem ze mną, podpowiedziała mi wte- dy, że gdybym napisał książkę o zespole, któryś z norweskich wydaw- ców na pewno chciałby ją wypuścić na rynek. Od początku nie podobał mi się ten pomysł. Po pierwsze miałem wrażenie, że za wcześnie dla nas na takie „podsumowanie” działalności, a po drugie głęboko wierzyłem w zasadę, że „co wydarzyło się w trasie, zostaje w trasie” i nie miałem ochoty opowiadać o tym czytelnikom. Jednak ona nie da- wała mi spokoju i wciąż namawiała na spisanie historii. Na moje szczęście musiała wracać nieco wcześniej i ostatnie pięć tygodni miałem spędzić w Australii sam. Uznałem, że w takim razie najlepszym sposobem na uniknięcie opowiadania o zespole będzie napisanie innej książki! Potrzebowałem czegoś prostego, bo miałem tylko kilka tygodni. Właśnie dlatego zdecydowałem się na kryminał i tak powstał „Człowiek-nietoperz”.

Jo Nesbø – kryminały to tylko rozrywka?

Czy twoim zdaniem kryminały powinny pełnić jakąś funkcję poza wciągającą rozrywką?

Moim zdaniem to pytanie równie dobrze mogłoby brzmieć: dlaczego za wszelką cenę staramy się rozdzielić książki „z przesłaniem” i te sku- pione na rozrywce? Przecież rozrywka to najlepszy możliwy sposób, żeby przekazać jakieś istotne wartości! Za każdym razem, gdy rozpoczynam nową książkę, w mojej głowie podpisuję umowę z czytelnikiem. Ja dostarczam mu suspensu i emocji, które dają ochotę do czytania kolejnych stron, a on, przynajmniej taką mam nadzieję, poświęca swój czas, by zastanowić się nad stawianymi przeze mnie pytaniami. Warto to podkreślić, że moim zdaniem bardzo niewielu autorów może pozwolić sobie na wydawanie w swoich książkach wyroków. Ja zamiast tego staram się zwracać uwagę na kwestie, które poruszają mnie osobiście i zostawiam czytelnika z pytaniem, ale bez odpowiedzi. To jego rolą będzie ją dla siebie znaleźć. Tak było na przykład w przypadku „Czerwonego gardła”, czyli trzeciej powieści o Harrym. Z jednej strony nie brakuje w niej wartkiej akcji i zwrotów akcji, a z drugiej bardziej uważny czytelnik zwróci uwagę na mniej znane losy norweskich żołnierzy, którzy przyłączali się do nazistowskich oddziałów w czasie II wojny światowej. To nieco mniej znana w Norwegii karta historii, która moim zdaniem wymagała podkreślenia.

Jestem bardzo ciekawy, jak szuka się inspiracji do napisania historii kryminalnej. Gdybym pisał powieść obyczajową, obserwowałbym otaczające mnie relacje społeczne. Jednak w przypadku historii kryminalnej trudniej wykonać taki zabieg.

To całkiem zabawna kwestia. Mam wrażenie, że bardzo wielu moich czytelników uważa, że opisywane przeze mnie zbrodnie i przestęp- stwa są bezpośrednio inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. W rzeczywistości takie sytuacje praktycznie nie mają miejsca. Oczywiście, poświęcam bardzo dużo czasu na research dotyczący procedur działania policji i ich sposobów rozwiązywania kryminalnych zagadek, ale wszystkie „moje” zbrodnie są fikcyjne. Zdarzały się nawet sytuacje, w których moja wyobraźnia tworzyła zagadkę kryminalną, której rozwiązanie sprawiało mi potem nie lada trudność. Myślę, że najwięcej przestępczej inspiracji zasięgnąłem, pisząc „Trzeci klucz”. Bardzo zależało mi wtedy, żeby dobrze zrozumieć sposób myślenia przestępców napadających na banki i udało mi się porozmawiać z kilkoma specjalistami w tej dziedzinie. Wiąże się z tym zabawna historia. Gdy w końcu udało mi się spotkać z najlepszymi specjalistami od napadów, w trakcie rozmów miałem wrażenie, że dwóch z nich powtarza zdania, które kiedyś już słyszałem. Dopiero po fakcie zrozumiałem, że opowiadając o swojej „pracy”, używali dokładnych cytatów z filmu „Gorączka”! To było bardzo pouczające doświadczenie — po pierwsze zrozumiałem, co nimi kieruje, a po drugie, że ich doświadczenia mogą być dla mnie równie wielką inspiracją, co moje historie dla nich.

Czy poczułeś kiedykolwiek, że pisanie o ciemnej stronie ludzkiej natury ma wpływ na twoje nastawienie do świata?

Zdecydowanie. Gdy rozpoczynam kolejną książkę, która od początku pełna jest zbrodni, złych emocji i niejednoznacznych moralnie wyborów, od razu wpadam w stan, który utrzymuje się do czasu postawienia ostatniej kropki. Jestem niechętnie nastawiony do otaczających mnie ludzi i zauważyłem, że staję się bardziej podejrzliwy. Wydaje mi się, że na jakimś podświadomym poziomie właśnie po to powstała moja seria książek dla dzieci o przygodach Doktora Proktora. Świat, który tam przedstawiam, jest prostszy i w pewnym stopniu stanowi dla mnie oddech i ucieczkę od zła, które czeka na mnie w świecie Harry'ego.

Jo Nesbø – ile jest w nim z Harrego Hole?

Seria o przygodach Harry'ego to dwanaście tomów. Zdarzyło ci się wpaść na doskonały pomysł, który fabularnie mogłeś wykorzystać dopiero kilka tomów później?

Prawdę mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale teraz muszę przyznać, że taka sytuacja miała miejsce kilka razy. Chyba najlepiej pamiętam tę, gdy bardzo chciałem wyjąć Harry'ego z otoczenia norweskiego Oslo i wrzucić w zupełnie inne środowisko. Po raz pierwszy pomyślałem o tym gdzieś w okolicach trzeciego czy czwartego tomu, a udało mi się to zrealizować w zasadzie dopiero w ósmym. Nie chciałbym też, żeby to zabrzmiało, jakbym miał dokładny plan na całą serię i każdą kolejną książką wykonywał krok w zamierzonym celu. Moje pisanie książek jest zdecydowanie bardziej spontaniczne. Moim zdaniem pisarze mają bardzo wiele wspólnego z pilotami samolotów – kiedy wystartujesz, pozostaje ci się modlić, żeby bezpiecznie wylądować.

Na koniec muszę zadać pytanie, które z pewnością dręczy wszystkich czytelników — przeczytamy jeszcze o Harrym prze- siadującym u Schrødera?

To zawsze są trudne pytania. Intuicja podpowiada, żeby nigdy nie zdradzać zbyt wiele, a ja nie lubię zamykać przed sobą drzwi, którymi mógłbym chcieć jeszcze kiedyś przejść. Nie będę ukrywał, że jestem z Harrym Hole’m związany i lubię odwiedzać go w jego świecie. Pewnie właśnie dlatego każdy kolejny tom starałem się zakończyć w sposób, który pozwoliłby mi we w miarę wiarygodny sposób wznowić fabułę. Dyplomatycznie odpowiem, że nigdy nie można takiej sytuacji wykluczyć, ale pracuję w biznesie opartym na suspensie, więc niczego nie potwierdzam i niczemu nie zaprzeczam.

Rozmowę z Jo Nesbø znajdziecie w wydaniu ELLE MAN nr 3/2021. W numerze także: 

  • Piotr Głowacki w bardzo osobistej rozmowie o emocjach, z którymi musimy się zmierzyć w świecie rozpadającym się na naszych oczach. „Mistrz”, jego najnowszy film, to powieść o tym, że zawsze jest nadzieja. 
  • Bartosz Zmarzlik podjeżdża do pitstopu, żeby opowiedzieć, jak się wygrywa trzecie urzędu mistrzostwo świata, za które trzymamy kciuki. 
  • Andrzej Pągowski w najwyższej formie. Znowu udowodnił, że potrafi opowiedzieć wszystko o wolności słowa w jednym prostym znaku. 
  • Wysłaliśmy naszych modeli na Przystanek Alaska w najlepszych ubraniach tej jesieni
  • Tomasz Czechowski zaczyna od pracy za barze, żeby w kilka sezonów zostać wizjonerem przedsiębiorczości i zarobić pierwsze kilkaset milionów. 

Zapraszamy do saloników prasowych i kiosków, a także zachęcamy do nabycia prenumeraty naszego magazynu za pośrednictwem strony kultowy.pl.

ZOBACZ TAKŻE: Tak świętowaliśmy jesienne wydanie ELLE MAN [GALERIA]