Z okazji 100-lecia istnienia marki Citroen przygotował dwa wyjątkowe projekty samochodów koncepcyjnych. Pierwszym z dostępnych "aut przyszłości" jest Ami One. Citroen chwali się, że jest on odpowiedzią na potrzeby konsumentów. Całkowicie się z tym zgadzam. Spójrzcie tylko na te rozmiary. Dla mnie, osoby mieszkającej w wiecznie zakorkowanej Warszawie, byłoby to prawdziwe zbawienie, nie wspominając już o miejscach parkingowych. Francuski producent podał ponadto, że widzi w Ami One przyszłość car-sharingu. Będzie to pojazd, z którego skorzysta każdy - nawet ci z nas, którzy nie mają prawa jazdy.

O ile co do tego ostatniego mam pewne wątpliwości, o tyle sam pomysł stworzenia takiego auta uważam za bardzo udany. Nie będę się rozpisywał na temat danych technicznych i tego, jak zachowuje się samochód na drodze w mieście. A to choćby z tego powodu, że niezwykła okazja poprowadzenia modeli koncepcyjnych spotkała mnie na torze Formuły 1 Paul Ricard niedaleko Marsylii. To obiekt niezwykły i cudownie usytuowany. Do dyspozycji miałem i tak już ogromną połowę toru, na której czekały na nas właśnie Ami One i 19_19 concept pokazane w towarzystwie klasycznych Citroenów z lat 60. i 70.

Jazdę zacząłem od wspomnianego już Ami One. Zaskoczyło mnie przede wszystkim wnętrze tego malutkiego samochodu, które było niesamowicie futurystyczne i przestronne. Czułem się trochę jak filmie science-fiction. Pojazd prowadziło się w miarę przyjemnie. Nie mogłem rozwinąć dużych prędkości - jechałem maksymalnie 45 km/h - lecz jazda tym mikrusem była czystą frajdą. Tak jak wspomniałem, nie wydam werdyktu odnośnie jego wad i zalet, bo musiałbym nim pojeździć w mieście, a nie na torze. Niemniej szybko daje się zauważyć, że Ami One to samochód koncepcyjny. Oznacza to, że nie jest finalną wersją, na którą będziemy musieli poczekać jeszcze kilka lat. Dwa okrążenia toru, które miałem okazję w nim przejechać, dały mi jednak sporo do myślenia. Jako miłośnik aut z dużymi i głośnymi silnikami byłem nieco sceptycznie nastawiony do prowadzenia elektryka. No bo wiecie, drażni mnie cisza w kabinie samochodu. Co mnie jednak zaskoczyło to fakt, że owa cisza za kierownicą - nomen omen przypominającą pada do Xboxa - zupełnie mi tym razem nie przeszkadzała.

Następny w kolejce do testowania był 19_19. O ile Ami One wygląda jeszcze w miarę przyziemnie, o tyle większy z przygotowanych przez Citroena konceptów sprawiał wrażenie ściągniętego z planu filmu „Ja, Robot”. Tym autem wcale nie trzeba jeździć, by go docenić. 19_19 prezentuje się fenomenalnie. Gigantyczne koła zostały spasowane tak, że ciężko mi było włożyć między oponę a nadkole najmniejszy palec. A kokpit? W nim czułem się jak w statku kosmicznym. Zobaczcie sami:

19_19 jest autem czteroosobowym. Stąd też miałem okazję podróżować jako pasażer na tylnym siedzeniu, które przypominało hamak, albo raczej leżak do opalania. Podobnie jak w przypadku Ami One, nie dane mi było rozpędzić się więcej niż około 50 km/h. Mimo tego, jazda 19_19 po tym przepięknym torze była czystą przyjemnością. Dobiegające z okolic kół szmery i przeraźliwe piski nie przeszkadzały mi, wręcz przeciwnie - rozkoszowałem się jazdą, rozmyślając o tym, za ile lat takie auta jak 19_19 i Ami One wyjadą i na nasze drogi. 

Po jazdach konceptami przyszła pora na klasyki. Dla mnie jako entuzjasty motoryzacji z lat 70-00 wybór był dosyć prosty. Na przejażdżkę wybrałem Citroena CX, XM oraz GS. Każde z tych aut jest inne, a zarazem w swoisty sposób podobne do pozostałych. Najstarszy z nich, GS, mimo bardzo skromnej mocy, prowadził się fantastycznie za sprawą lekkiej masy. XM z V-6 pod maską również zrobił na mnie ogromne wrażenie, ale głównie z powodu faktu, że należy wstukać w niego hasło, by zacząć nim jeździć. W końcu przyszła pora na CX’a GTi Turbo. Poezja. Jeździłem już wieloma samochodami, lecz żaden nie dał mi takiej frajdy za kółkiem, jak właśnie CX. Ogromna turbo dziura, czy przede wszystkim regulowana wysokość zawieszenia przypomniały mi, jak kiedyś podchodzono do motoryzacji.

Jazda klasykami po wcześniejszych przejażdżkach modelami koncepcyjnymi pokazała mi, że mimo gigantycznej różnicy w designie, technologii i mechanice, Citroen od zawsze stara się skupić na kierowcy. Niezależnie od tego, czy prowadziłem Ami One, CX czy C5 crossback, w drodze na tor odnosiłem wrażenie, jakoby francuski producent skonstruował auto, któremu pisane było to, bym to właśnie ja w nim zasiadł i go prowadził. Citroen przygotował fantastyczną niespodziankę na swoje 100-lecie istnienia. Nawiązał do tradycji a jednocześnie pokazał, jak będzie wyglądała przyszłość - nie tylko marki, ale i całej motoryzacji. I to właśnie się nazywa wizjonerstwo.