Czy chodził po tym świecie mężczyzna, który kochał obcasy bardziej niż Ludwik XIV? Może Prince albo Mark Jacobs? Ale to Król Słońce był pierwszy. Mierzył ledwo ponad 1,6 m i dodawał sobie powagi, korzystając z 10-cm. obcasów. Lubił je w ostrej czerwieni, jak od Louboutina. Za jego wskazaniem wysokość obcasa stała się miarą męskości i oznaką statusu, był on dostępny jedynie dla szlachty. Czerwone obcasy były zupełnie niepraktyczne w codziennym użytkowaniu – i o to chodziło, o znak, że noszący je mężczyzna jest tak bogaty, iż nie musi poruszać się pieszo.

Oświeceniowy system wartości odebrał modzie jej dotychczasowe funkcje. Obcasy – podobnie jak inne ozdobne elementy garderoby – odeszły do lamusa. Nowa epoka szanowała to, co racjonalne i użyteczne. Moda skręciła wówczas w kierunku praktycznych rozwiązań, zwłaszcza w Anglii, gdzie arystokraci zaczęli nosić uproszczone ubrania związane z ich codziennym zajęciem. Mężczyźni odeszli od biżuterii, jaskrawych kolorów, ostentacyjnych wzorów i narzucili ciemne, stonowane, jednolite stroje zarządców gospodarstw wiejskich.

Nazwano ten proces wielką męską renuncjacją. Zawdzięczamy mu podziały na garderobę damską i męską. Mężczyźni dali się przekonać, że obcasy należą odtąd wyłącznie do kobiet. Wyjątkiem były buty kowbojskie. Obecność wysokiego klocka, na którym spoczywa podeszwa, jest usprawiedliwiona użytecznością: obcas utrzymuje buty w strzemionach. Ale nie sposób zaprzeczyć, że towarzyszy temu dreszczyk emocji. W obcasie jest coś rewolucyjnego, kpina z narzuconej normy. Kobiety już od ponad stu lat widzą w szpilkach symbol siły, przejęcia narracji. Było tylko kwestią czasu, aż faceci wyrwą się z opresji stereotypów.

Harry Styles, duchowy spadkobierca stylu glamrocka, paraduje w obcasach Gucci zarówno na co dzień, jak i na scenie, a ogłoszenie swojego światowego tournée opatrzył ciasno skadrowanym zdjęciem obcasa wysokiego botka. Marc Jacobs już parę razy został sfotografowany w różnych kolorystykach niebotycznych butów KISS – wysokich sztybletów za kostkę, z kwadratowym noskiem, uszytych z bawolej skóry. 11,5 cm obcasa, sto procent bezkompromisowego kampu. I wnioskując po gestach i minach Jacobsa, projektant bawił się w nich świetnie.

Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy faceci obchodzą skostniałe konwencje. Ci, którym marzyła się torebka, mają saszetki na uprzęży, wyglądające jak kabura pistoletu. Podobnie przewrotne są klasyczne buty marki Dr. Martens, wojskowe glany z podzelowanymi gumowymi podeszwami i obcasami. Mimo imponującej wysokości martensy są częścią historii punku i wzbudzają jedynie zadziorne, buntownicze skojarzenia. Tym o nieco obszerniejszym portfelu własną interpretację proponuje Christian Louboutin – bardziej elegancką, ze znacznie wyraźniejszym obcasem, który umyślnie kontestuje utarte stereotypy modowe.

Zasady zostały zmienione. Jeszcze nie tak dawno innowacyjność w modzie męskiej oznaczała milimetrowe zmiany w szerokości klap marynarki. W 2020 roku wybór jest już tak duży, że może onieśmielać. Dawno nie było lepszych warunków do wyrażenia siebie poprzez strój, co zawdzięczamy nowej generacji projektantów. Jeśli maksymalizm Alessandro Michele z Gucci cię nie grzeje, jest też poradziecki szyk Demny Gvasalii z Balenciagi. Dwie zupełnie skrajne wizje, a jednak obie lansują kubański obcas: Gucci poleca botki za kostkę ze słynnym wędzidłem na wierzchu cholewy i słowem „kociak” ułożonym z ćwieków z tyłu obcasa, a Balenciaga sprzedaje lśniące modele z kwadratowym czubem i złotym logo. Obcasy wysokie na 5 cm znajdziecie u marek takich jak Balmain, Lemaire i Fendi.

Y/Project robi wersję do połowy łydki z lakierowanej skóry, a Thom Browne trapery z postarzanymi ozdobnikami ze złota, wyglądające jak timberlandy, które przedawkowały hormon wzrostu.

Oczywiście nawet te najbardziej klasyczne sylwetki męskich butów od wieków mają choćby skromny obcas. Obecnie najmodniejszy jest ten o ukośnym kształcie, którego korzenie sięgają parkietów andaluzyjskich tancerzy flamenco. Takie obcasy stały się ulubionym obuwiem Beatlesów i Stonesów, którzy w latach 60. XX wieku podnieśli sztyblety o skośnym obcasie do rangi najbardziej seksownych butów popkultury. Nosili je John Travolta w „Gorączce sobotniej nocy”, Al Pacino w „Człowieku z blizną”, Jarvis Cocker, Iggy Pop, David Bowie…

Mimo wszystko facet w butach na obcasie to nadal niecodzienny widok. Bez względu na okoliczności czy resztę stroju zawsze dopatrujemy się w nim jakiejś prowokacji. Tak jak w przypadku butów Tabi od Margieli. Od 1988 roku przypominające zwierzęce kopyta obuwie wzbudzało skrajne reakcje, kiedy pojawiało się w damskich stylizacjach, ale od paru sezonów marka sprzedaje je także w męskiej rozmiarówce. Kontrowersyjne buty z otwartymi ramionami przyjęli ci, którzy w modzie widzą metodę na wyrażanie samego siebie.

Zdjęcie Stefano Pilatiego, byłego projektanta marek Yves Saint Laurent i Zegna, podczas targów Pitti Uomo w 2017 roku mogłoby robić za ilustrację słynnej włoskiej nonszalancji, sprezzatury. 54-letni Pilati ma na sobie lekko znoszoną parę obcasów Tabi, szerokie spodnie, szarą bluzę, łańcuch na szyi. Ot, w zwyczajnych ubraniach opiera się o ścianę, w dłoni ściska butelkę wody. Wygląda, jakby obcasy były dla niego czymś najzwyklejszym w świecie, nie warto o nich wspominać. I dokładnie tak właśnie jest.

CZYTAJ: Sneakersy 2020: Najlepsze marki butów sportowych na świecie [CZĘŚĆ 1]

ZOBACZ: Sneakersy 2020: Najlepsze marki butów sportowych na świecie [CZĘŚĆ 2]

ELLE MAN POLECA: Stylowe buty na siłownię: połącz funkcjonalność z modą