Jeff Bridges ma 69 lat. Patrząc na niego aż trudno w to uwierzyć. Zdobywca Oscara za rolę w filmie „Szalone serce” to jeden z tych aktorów, którzy zawsze wyróżniają się na dużym ekranie. Na koncie ma udział w niejednym świetnym filmie (w szczególności powinno się wygrzebać „Sposób Cuttera” z 1981 roku), ale nie da się ukryć, że najmocniej w historii kina zapisał się za sprawą tytułowej roli w filmie „Big Lebowski” braci Coenów. Nie można sobie wyobrazić innego aktora, który byłby w stanie zagrać „The Dude’a” – cudowna nonszalancja tej postaci idealnie była dopasowana do osobowości Bridgesa.

ZOBACZ TEŻ: Będzie spin-off „Big Lebowskiego”. Poznaliśmy tytuł i datę premiery filmu

Aktor pomykał w filmie ubrany w szlafrok, spodnie od piżamy czy konkretnie sfatygowany kardigan, wyglądając jak prawdziwa ikona wyluzowanej mody. Mamy rok 2019 i nic pod tym kątem się nie zmieniło. Jeff Bridges za każdym razem prezentuje się stylowo. Dowodem na to jest jedna z jego ostatnich stylizacji. Miał na sobie garnitur, hawajską koszulę i czarne zamszowe buty. Na papierze nic niezwykłego, ale wystarczy jedno spojrzenie, by wiedzieć, że to działa.

W grę wchodzi tu jedna fundamentalna sprawa. Jeśli jest się cool, to będzie się nim do samego końca. Bridges od samego początku swojej kariery był jednym z najbardziej odlotowych aktorów Hollywoodzkich i pomimo dobijania do 70stki wygląda lepiej niż większość wystylizowanych młodziaków z branży filmowej. Już zaczesane na falę włosy Bridgesa mówią więcej o jego podejściu do stylu niż niejeden ostentacyjny garnitur aktora młodego pokolenia. Rzecz jasna nie da się tego wyuczyć. To trzeba mieć. W jego przypadku nie ma znaczenia, czy ubierze na siebie granatową marynarkę w kratę, czy wyjdzie podpisywać autografy w sweterku i kapciach (!). Każda stylizacja zgrywa się naturalnie z tym, kim jest.