Nie jest tajemnicą, że współpraca Jeepa z włoskim koncernem FCA ma na celu z jednej strony powrót marki Fiat i Alfa Romeo na rynek amerykański, a z drugiej nieco ucywilizować (szczególnie dla Europejczyków) gamę modeli marki Jeep. Wielki, 7-osobowy Commander wypadł z rynku i już niebawem zastąpi go zupełnie nowy, także siedmioosobowy, model Grand Cherokee, który w swojej dotychczasowej formie także na chwilę usunął się w cień. Amatorzy surowego stylu i ponadprzeciętnych właściwości terenowych z pewnością sięgną po kultowego Wranglera, a kierowcy, którzy użytkują samochód głównie w mieście, z pewnością zainteresują się fantastycznie wystylizowanym Renegade i naszym bohaterem, czyli Compassem.

Pachnie facetem

Auto mierzy niecałe 4393 mma długości, a rozstaw osi to 2636 mm. Samochód plasuje się więc na granicy miejskich i kompaktowych SUV-ów. Muskularne nadwozie zawieszone jest wysoko, jak na terenowe auto przystało, a prześwit to 216 mm. Jak spojrzycie na dane konkurencji, nie znajdziecie żadnego godnego rywala w tej kategorii. Compassowi nie straszne są nie tylko wysokie krawężniki, ale i nieutwardzona droga na nowo budowanym osiedlu pod miastem, którą są w stanie dojechać jedynie wywrotki. To nie żart i żadna przesada z mojej strony, co postaram się udowodnić w dalszej części tekstu. Plastikowe osłony błotników nadają Jeepowi poważnego wyglądu, a o odpowiednio groźne spojrzenie dba charakterystyczny, malowany na ciemny kolor i wykończony chromem grill. Sylwetka Compassa jest spójna stylistycznie i całe auto robi dobre wrażenie.

Po otwarciu drzwi od razu w oczy rzuca się wysoki próg , ale pocieszający jest fakt, że poszycie drzwi skutecznie go zasłania, za co wdzięczne wam będą z pewnością nogawki spodni. Jak można się pobrudzić wysiadając z SUV-a wie tylko ten, kto miał okazję taki samochód użytkować. Siedzisko fotela znajduje się na idealnej wysokości dla osoby o przeciętnym wzroście i powyżej, bo do auta po prostu się wsiada. Fakt, trzeba nieco wyżej unieść nogę, ale w końcu Compass reklamuje się jako auto terenowe, więc jego kierowca z pewnością jest osobą sprawną fizycznie. Chwilę zajęło mi znalezienie właściwej i wygodnej pozycji za kierownicą, bo siedzi się w Jeepie wyjątkowo wysoko, dużo wyżej niż w całej reszcie SUV-ów i crossoverów. Po tygodniu obcowania z autem stwierdzam jednak, że obserwacja otoczenia jest wzorowa, a same fotele wygodne.

Z tyłu bez problemu usiądą dwie dorosłe osoby, a bagażnik pomieści bagaże na letnie i zimowe wakacje. Podłoga wraz ze złożonymi oparciami foteli tworzy niemal idealnie płaską powierzchnię. Podłogę bagażnika można także obniżyć, co dodatkowo zwiększa możliwości przewozowe. Do samego bagażnika dostać się można na dwa sposoby. Krótkie naciśnięcie przycisku uruchamia elektryczny siłownik podnoszący klapę, jednak jeśli przyciśniemy przycisk otwierania nieco dłużej, wtedy klapę otworzyć można ręcznie i również ręcznie ja zamknąć. Ta funkcja przydaje się szczególnie, gdy mamy zapakowany po brzegi samochód i wysunięty o centymetr element powoduje odbicie klapy. Zaczyna się wtedy szukanie winowajcy, rozmontowywanie misternie zbudowanej konstrukcji, a na końcu bagażnik znów nie chce się zamknąć. Kto choć raz pakował się na wakacje, wie o czym piszę. W jeepie wystarczy zatrzasnąć pokrywę i z uśmiechem usiąść za kierownicę. Inaczej niż wszędzie umieszczono także przycisk zamykania klapy bagażnika. Umiejscowiono go bowiem nie w tapicerce pokrywy, a nisko na boczku bagażnika. Wszystko po to, by nie podnosić wysoko ręki zaopatrzonej już w dwie reklamówki z supermarketu.

Nieco nieokrzesany, ale czuły

Jeep Compass w wersji Limited to auto praktycznie kompletnie wyposażone. Na pokładzie znajdziecie więc skórzaną tapicerkę, miękką deskę rozdzielczą i boczki drzwi, jest także podłokietnik, który daje się przesuwać, a to wcale nie jest takie oczywiste u konkurencji. Funkcjami auta steruje się, co oczywiste, za pomocą 8-calowego ekranu systemu multimedialnego. Menu nie jest jakoś wybitnie intuicyjne i moim zdaniem wymaga poprawienia, ale prawdziwy facet nie idzie przecież na łatwiznę, dlatego się nie czepiam. To co zwróciło jednak moją szczególną uwagę, to tłumaczenie poszczególnych funkcji. Nie chce być złośliwy, ale menu tłumaczone było chyba przez tłumacza przysięgłego i przeniesione w sposób dosłowny, bo proste funkcje nazwane są w Jeepie w sposób często niezrozumiały. „Zasięg” określany jest w Compassie jako „autonomia” i to jeszcze w formie skróconej „auton.” Albo przycisk na ekranie centralnym z piktogramem ogrzewanego fotela i podpisem „Ogrz kier” i drugi z podobnym piktogramem i podpisem „Sterown.” Pierwszy zrozumiałem błędnie jako ogrzewanie kierownicy, a nie ogrzewanie kierowcy, a drugi, w którym faktycznie schowana jest funkcja ogrzewania kierownicy powinna brzmieć „Sterowniki”? No, po co tak? Ja wiem, że jako męski mężczyzna pierwotny, powinienem żuć szerszenie, a do baru wchodzić efektownie wykopując drzwi wojskowym glanem, ale nie wystarczyło dać zrozumiałych dla wszystkich piktogramów?

Te małe niedociągnięcia rekompensuje za to działanie poszczególnych funkcji. System audio brzmi całkiem efektownie, a w dziedzinie podgrzewania foteli i kierownicy Amerykanie (a może Włosi) stanęli na wysokości zadania. Fotele zaczynają grzać niemal natychmiast, a kierownica to istny majstersztyk. Nie dość, że podgrzewany jest cały wieniec, a nie jak u innych jedynie część, to koło rozgrzewa się do takiej temperatury, że trzymanie go przywodzi na myśl wtulanie się w kubek gorącego rosołu, po nocy spędzonej na islandzkim pustkowiu. Kierownica jest po prostu gorąca!

Typ drwala

Jeśli myślicie, że Jeep Compass jest miejskim crossoverem dla „fryzjera”, to jesteście w ogromnym błędzie. Jeep to Jeep i choć wygląda niewinnie, to jest dzielnym samochodem terenowym i jeśli będzie go użytkował fryzjer, to będzie to z pewnością ktoś, kto na co dzień zajmuje się strzyżeniem Żubrów w Puszczy Białowieskiej. Compass po zjechaniu z asfaltu prze do przodu bez większego wysiłku, jakby zupełnie się nie męcząc. Do dyspozycji mamy kilka trybów jazdy, z elektroniczną blokadą centralnego mechanizmu różnicowego włącznie, ale nawet w trybie „Auto” samochód radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Tegoroczna zima pokazała, że samochody z napędem na wszystkie koła rzeczywiście mają niepodważalny sens i Jeep Compass jest absolutnej czołówce… prawdziwy męski samochód dla prawdziwego mężczyzny i jeśli już myślicie, żeby mieć takiego na własność od razu piszę, że będziecie musieli kupić sobie skórę i nauczyć się palić cygara, bo stylówa musi być.

Testowany przez mnie Compass wyposażony był, w znany z modeli FIAT, benzynowy motor o pojemności 1,4 litra, wyposażony w turbosprężarkę i legitymujący się mocą 170 KM i momentem obrotowym 250 Nm przy 2500 obrotach. Auto na asfalcie nie jest rakietą, ale też nie daje sobie grać na nosie. Rozpędza się sprawnie, a pierwsze 100 km/h osiąga po 9,3 sekundy i rozpędza się do równych 200 km/h. Za komfort podróżowania odpowiada 9-biegowa, automatyczna skrzynia biegów i to faktycznie widać podczas jazdy autostradą. Obroty silnika rzadko kiedy wchodzą powyżej 3 tysięcy, a w kabinie jest cicho.

Jeep Compass to jeden z ostatnich samochodów jakie znamy i za jakimi tęsknimy. Elektronika jedynie wspomaga tu wrodzone właściwości terenowe, a cywilizowany układ napędowy pozwala poruszać się autostradą. Compass to zdecydowanie męski typ i do twarzy mu nawet w białym, perłowym lakierze. Może do ideału trochę mu brakuje, ale każdy przecież ideał ma swój. Jedno jest pewne: Kobiety lubią trochę nieokrzesanych facetów, więc taki Jeep z włoskim sercem z pewnością może pełnić rolę afrodyzjaku.