Każdy może mieć interesujące konto na Instagramie? Estetyczne? Z dużą liczbą followersów?

Wszystkie te elementy wiążą się ze sobą. Zacznijmy od słowa „estetyczne”. Wiadomo, że Instagram opiera się na zdjęciach. Im są one piękniejsze, bardziej zaskakujące, tym cieszą się większą popularnością. Warto dodać, że lepiej klikają się ludzie, niż produkty. Żeby zdjęcia były piękne, pełne kolorów, estetyczne, wystarczy zainstalować darmową aplikację Adobe Lightroom, która doda naszym fotografiom mocy. Można dokupić gotowe ustawienia – czyli nie trzeba być ekspertem, by mieć dobre zdjęcia. Oczywiście są też instagramowe filtry, które warto przeglądać, bo czasem nam przypasują. Jeżeli nasze zdjęcie spodoba się kilku, kilkudziesięciu osobom to algorytm widzi, że to fotografia z potencjałem i sam poszerza zasięg postu. Warto poczytać, lub pooglądać filmy z dziedziny fotografii. Zbudują one naszą podstawową wiedzę na temat pozowania, światła, ustawienia kadru. Taka wiedza przełoży się na estetykę i followersów.

Też się tak uczyłeś?

Oczywiście! Wziąłem kiedyś na wakacje książkę żony o fotografii, czytałem i wyniosłem z niej głównie taką lekcję: najlepsze zdjęcia wychodzą o wschodzie lub zachodzie słońca. To magiczne godziny, kiedy światło jest najpiękniejsze. I faktycznie, w tych dwóch momentach robią zdjęcia słynni fotografowie National Geographic. Czyli: trochę podstawowej wiedzy, aplikacje poprawiające zdjęcia, gotowe ustawienia i mamy szansę na estetyczne fotografie! Piękne zdjęcia zatrzymują wzrok ludzi oglądających. Były nawet próby mierzenia czasu, jaki poświęcamy na poszczególne zdjęcia. Gdzie oko zatrzyma się na dłużej – to dostaje lepsze zasięgi. Algorytm ten sczytywał nawet rysy naszej twarzy – widział, czy się uśmiechamy, czy jesteśmy zdziwieni. To były tylko próby, ale wiemy na pewno, że zdjęcia wzbudzające zachwyt, emocje, Instagram pokazuje szerzej. Jak to działa pokazano w dokumencie „Dylemat społeczny”.

Emocje uzależniają widza?

To działanie neuromarketingowe. Pobudzanie emocji. Też negatywnych. Tu najważniejsze jest zaangażowanie. Dlatego tak wielu influencerów wrzuca posty, że ktoś je hejtuje. Na przykład jakaś celebrytka pisze: „Odniosę się dziś do kolejnego hejtu na mój temat...” i reakcje odbiorców są od razu widoczne. Albo pocieszają, albo podkręcają hejt. Tysiąc komentarzy. Czy takiej influencerce jest przykro? Hmmm, przecież ona doskonale wie, które posty robią zasięgi… Właśnie emocjonalne. Uwaga na komentowanie cudzych postów - to uzależnia. Mózg będzie ciągle chciał sprawdzać, czy ktoś nam odpowiedział. Nasze ego nieustająco karmić się będzie ciekawością, czy argumenty trafiły na podatny grunt, czy zostały zrozumiane. Jeśli ktoś nam przytaknie, poczujemy przyjemność. Jeśli ktoś zaatakuje – temperatura się podniesie a to stworzy duże zasięgi. Zarówno FB jak i Instagram uwielbiają to! Komentarze to ich najwieksza miłość. Gdy komuś odpowiadamy, wciąż odświeżamy komentarze, jesteśmy ciekawi reakcji, a im rośnie ilość wyświetleń. Im częściej wyświetlamy, tym więcej reklam widzimy. Akcjonariusze są zadowoleni.

OK, mamy piękne zdjęcia. Co dalej?

Każdy serwis społecznościowy ma czas promocji. Daje wtedy darmowe zasięgi, bo chce się sam rozszerzyć. W pewnym momencie ten czas się kończy, a zasięgi rosną wolniej. Obecnie Instagram już jest ogromny i raczej nie pomaga za darmo użytkownikom. Teraz pomaga TikTok, ponieważ się prężnie rozrasta. Wracając do Instagrama – skoro on sam nie pomaga, to co pomaga? Odpowiedź numer jeden brzmi: zainteresowanie odbiorców. Zarówno FB jak i IG kładą duży nacisk na nasze zainteresowania. Zbierają o nas dane, by wyświetlać nam jak najlepsze reklamy oraz treści. Reklamy – wiadomo. Z tego żyją. A treści po to, by nam się na Instagramie podobało i byśmy jak najczęściej na niego wchodzili. To ma być dla nas ciekawe. Tworzą nam bańkę naszych zainteresowań i to podsyłają nam na ekran.

Nasz mózg chyba na tym ucierpi..

Bardzo… Kiedyś, by się o czymś dowiedzieć, musieliśmy pomyśleć. Piliśmy kawę i zastanawialiśmy się, jaką kupić gazetę, albo jaki portal internetowy, czy blog otworzyć. Po co sięgnąć? Musieliśmy sami podjąć tę decyzję, czyli posiadać jakąś wiedzę i refleksję. Teraz wchodzimy na FB czy IG i one same nam coś podsuwają. Znają nasze zainteresowania doskonale. Ale wiedza taka przyda się też początkującym użytkownikom mediów społecznościowych. Jeśli wiesz, co się w Polsce podoba, co Polacy oglądają, możesz budować szersze zasięgi wrzucając odpowiednie posty i zdjęcia (a zbadali grupę 18 milionów Polaków). Polacy lubią oglądać: fitness, diety i odchudzanie, motoryzację i oczywiście coś gorącego, czym w danej chwili żyje kraj. Jeżeli wrzucamy takie posty, to algorytm podrzuca go próbce ludzi i bada. Jeśli zareagują – pokazuje szerzej. Sposobem na zasięgi jest zatem wierna grupka przyjaciół, którzy w momencie, gdy wrócimy jakiś post, szybko zareaguje, polubi, skomentuje. Można ich oznaczyć. Wtedy algorytm widzi, że nasze treści budzą zainteresowanie, jest ciekawszy niż inne.

Jednym słowem: trzeba inwestować w fitness, jedzenie, moto, modę i newsy!

Teraz nawet proste filmiki na YT, gdzie ktoś pokazuje, jak testuje jakieś nowe danie, mają duże zasięgi. W Japonii coraz częściej odtwarzane są filmiki z kimś, kto po prostu je. Poziom samotności jest tak wysoki, że ludzie chcą zjeść posiłek w towarzystwie osoby na ekranie.

Dodawać hasztagi?

Jeśli post jest ciekawy, a zdjęcie piękne, to i hasztagi zadziałają. Część ludzi obserwuje konkretne hasztagi. Wyszukując je, znajduje odpowiednie treści. Ludzie wyszukują tu pewne treści po hasztagach. To się często sprawdza przy planowaniu podróży. Na przykład lecimy pierwszy raz do jakiegoś nowego miejsca i aplikacja podpowiada posty innych użytkowników. To czasem dobre inspiracje.

Aplikacja podpowie wyszukującym nasz post o Paryżu, jeśli oznaczyliśmy go #paryż?

Instagram może podpowiedzieć komuś nasze posty, ale pod warunkiem, że one generalnie wzbudzają zainteresowanie. Co ważne, hasztag po postem powinien opisywać to, co naprawdę jest na zdjęciu lub w opisie. Warto obserwować jak działają różne nasze hasztagi – gdy przełączymy konto na biznesowe – będziemy to mogli zobaczyć w statystykach. One podpowiedzą nam, co się podoba, a co nie. Generalnie trzeba testować jak działają rozmaite treści – dodawać, testowować, wyciągać wnioski. Jeżeli oczywiście zależy nam na zasięgach.

Hasztag hasztagowi równy?

Nie. Sa tak zwane wielkie hasztagi, które dodają wszyscy, jak #polishboy, #polishmen, #cofee, #pizza i istnieją zbanowane hasztagi, które dokładało tak dużo ludzi, że przestały cokolwiek wyróżniać (można sprawdzić w internecie co aktualnie IG zbanował). Z kolei małe hasztagi są używane rzadziej i warto je dodawać. Powinny one po prostu opisywać to, co widać na zdjęciu oraz nasze emocje.

Czemu Polacy tak często wkładają hasztagi po angielsku?

No tak… Robią to ludzie, którzy myślą, że polubią ich użytkownicy ze świata. Ale duża w tym niespójność, bo mają angielskie hasztagi, angielskie bio, a teksty po polsku. Warto zadać sobie pytanie – do kogo kierujemy te posty? Angielski hasztag może sprawić, że zobaczą post jakieś osoby z zagranicy, ale gdy tekst będzie po polsku to raczej nie zaczną nas obserwować. Oni nie stworzą prawdziwej społeczności, na jaką mamy wpływ. Wiele osób celuje w ilość followersów, nawet ich kupując lub wymieniając się like`ami na grupach. Myślą, że to modne i może będą z tego pieniądze. Ale influencer marketing działa inaczej. Najważniejsze jest zbudowanie żywej społeczności i aktywności pod postami. Prawdziwej!

A jak już tacy nieznani ludzie zdobędą pseudofollowersów i pseudoaktywność?

Wtedy często udają, że mają już jakieś współprace za pieniądze. Pokazują się z jogurtem i obwieszczają, że polecają ten konkretny produkt. Tworzą iluzję. Ktoś z zewnątrz może pomyśleć: prawdziwy influencer. A prawda i cyfry są takie, że istnieje promil osób, które na tym zarabiają. Prawdziwe pieniądze zarabiają ci, którzy zbudują żywą społeczność. A żeby to zrobić, trzeba dużo pisać, wyrażać opinie, nagrywać stories, robić piękne zdjęcia i być wyjątkowym, innym niż wszyscy.

Warto kupować promocje?

Jeśli ktoś chce szybko zbudować zasięgi, czemu nie? Ważne, by promowane posty były interesujące. Niektórzy tak właśnie podchodzą do sprawy – najpierw szukają followersów, a potem wymyślają biznes, który na nich opierają. Kupując reklamy lepiej jest ustawiać promocję na młodszych odbiorców, bo oni chętniej klikają „obserwuj”. Jeśli chcemy, by IG był nasza wizytówką, powinniśmy zadbać o jakość zdjęć, tekstów, estetykę i różnorodność tego, co pokazujemy. Jeśli chcemy na nim kiedyś zarabiać, to – jak w każdym biznesie – nie myślmy o tym, czy wszyscy nas polubią. Bądźmy sobą. Nie kopiujmy. I jeśli chcemy ten proces przyśpieszyć, inwestujmy.