Czy każdy może być przedsiębiorcą?
Roman Cieślak Na szczęście nie! Nie potrzebujemy przecież tylko przedsiębiorców.

Więc dlaczego tak wielu młodych ludzi marzy o własnym biznesie?
Dlatego że to teraz najbardziej rozpowszechniony model samorealizacji. Młodzi ludzie szybko chcą być docenieni i bogaci. Nie grzeszą cierpliwością, a jednocześnie są ambitni: rzucają się na wielkie przedsięwzięcia i natychmiast chcą widzieć efekty. Tymczasem satysfakcję z pracy można czerpać na różne sposoby, nawet w korporacji.

A jeśli ktoś wolałby jednak prowadzić firmę?
Trzeba zadać sobie przede wszystkim pytanie: po co? Zachęcam do tego, bo często wyobrażenie na temat czegoś, co chcemy robić, ma się nijak do tego, czym faktycznie powinniśmy się zajmować. Równie ważne jest następne pytanie: czy moja wizja odpowiada temu, co myślą o mnie inni?

Lepiej pytać o to fachowców?
Najlepiej zwrócić się do kogoś, komu się ufa. Nawet badania to potwierdzają: kluczową sprawą dla powodzenia biznesu jest wsparcie rodziny. Wiadomo, że jeśli ktoś zakłada firmę, to przez pierwsze miesiące, a nawet lata, pracuje w niej 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. W związku z tym beneficjentami, ale jednocześnie ofiarami, które ponoszą najwyższe koszty, są najbliżsi. Osoba, która zajmuje się swoim biznesem, nie ma dla nich czasu. Więc z jednej strony potrzebuje ich wsparcia, a z drugiej – rani je. I w konsekwencji często sobie to źródło wsparcia odbiera. Dlatego najlepiej od razu powiedzieć wprost: rozkręcam firmę, zajmie mi to dużo czasu, ale nasza relacja jest dla mnie równie ważna.

Co dalej?
Możemy wypytać ludzi, którzy zajmują się prowadzeniem własnej firmy, o ich doświadczenie. Co było najtrudniejsze? Co ich zaskoczyło? Czego najbardziej żałują? Ważne jest też uświadomienie sobie, że prowadzenie biznesu nie może być celem samym w sobie. Bo posiadanie czegoś, np. kawiarni, tylko po to, żeby ją mieć, nie jest rozwojowe. To musi czemuś służyć – poczuciu bezpieczeństwa, prestiżowi, nawiązywaniu kontaktów, możliwości dawania czegoś innym.

Co łączy tych, którym się udało?
Istnieją badania na temat cech, które rzekomo determinują sukces. Pracowitość, ambicja, wytrwałość, otwartość... Tymczasem nasza osobowość wcale nie decyduje o sukcesie. To byłoby zbyt proste i banalne, gdybyśmy mogli wytrenować umiejętności, które pomogą nam skutecznie rozwijać własne przedsiębiorstwo. W gruncie rzeczy chodzi o spójność. O to, żeby wybrać opcję dopasowaną do swoich zdolności i racjonalnie ocenić swoje warunki. Statystycznie rzecz biorąc, niewiele start-upów się udaje. Więc cała filozofia polega na odpowiednim podejściu: nawet jeżeli mój start-up się nie uda, to w jakiś sposób zacząłem się dzięki niemu realizować. Jeśli wpiszemy klęskę w naszą pracę, to nawet nieudane projekty pomogą nam się rozwijać.

Rozmawiała Marta Szarejko