Odpowiadasz za design pierwszego elektrycznego Porsche. Zaprezentowany właśnie we Frankfurcie model Taycan już na pierwszy rzut oka odróżnia się od innych modeli z logotypem Porsche. Właściwie krzyczy: „Jestem na prąd!”. Samochody elektryczne powinny wyglądać inaczej?

Takie samochody projektuje się w inny sposób. Z mojego punktu widzenia to dobrze, bo mamy możliwość narysowania czegoś zupełnie nowego, pobawienia się proporcjami. Sami klienci zresztą przyznają, że oczekują, aby elektryk wyglądał inaczej. Fajnie jest się przecież pochwalić na ulicy, że prowadzi się samochód napędzany alternatywnymi źródłami energii. Porsche Taycan jest rzeczywiście inny – jest zdecydowanie bardziej płaski od innych pojazdów marki, co mnie szczególnie się podoba. Jest też naturalnie lżejszy, bo nie ma silnika spalinowego. Ten projekt ma też w sobie więcej czegoś, co określiłbym jako „3d feeling”. Spójrz na niego jeszcze raz, a zrozumiesz, co mam na myśli. 

Pracujesz dla Porsche od 2004 roku. Który projekt przyniósł ci najwięcej frajdy?

Zdecydowanie najbardziej ekscytująca była praca nad nowym Porsche 911. Jednak równie dobrze wspominam ostatnie lata i projektowanie Taycana, właśnie dlatego, że jest to samochód elektryczny i wymagał zupełnie innego podejścia. 

Nie kusiło cię, aby bardziej go zmienić?

Ten samochód to legenda. Takich rzeczy się nie radykalnie nie zmienia. Poza tym po co ingerować w coś, co jest doskonałe?

Co sprawia, że samochody Porsche wyglądają ponadczasowo i trudno je pomylić z autami innych marek?

My to nazywamy DNA designu. Trzymamy się pewnych zasad na każdym etapie powstawania samochodu. Dzięki temu zachowujemy jednolity, rozpoznawalny styl. Pierwszym krokiem jest stworzenie idealnych proporcji pojazdu, odpowiedniego stosunku szerokości do długości. W przypadku Taycana, który ma przecież baterię, oznaczało to ciągłe konsultacje mojego zespołu z inżynierami samochodu. A ponieważ jest to auto sportowe mogliśmy trochę poeksperymentować, cały czas zachowują stałe elementy. Taycan nie ma więc oczywiście maskownicy z przodu, a tylne światła – podobnie jak w Macanie – są zamaskowane na całą szerokość tylnej klapy bagażnika. To co jednak najbardziej lubię w stylu Porsche to czysta forma, która wyróżnia nas na tle konkurencji.

ZOBACZ: Magnus Walker - oto najsłynniejszy kolekcjoner Porsche. Ile samochodów zebrał?

W którym momencie powstawania auta do gry wkracza projektant?

Kiedy zapadnie decyzja o budowie samochodu i jest to zupełnie nowy pomysł, siadamy z innymi działami i przede wszystkim zastanawiamy się, dla kogo ma być ten pojazd. Potem rysujemy pierwsze modele, na tym etapie skupiając się przede wszystkim na proporcjach. Dopiero potem budujemy makiety, choć wciąć pozbawione są wielu elementów końcowego wzornictwa. Właściwie więc jesteśmy obecni przy powstawaniu nowego samochodu od samego początku. 

Projektowanie to praca grupowa?

Zdecydowanie tak. Na każdym etapie w powstawanie designu jest zaangażowanych wiele osób. Blisko ze sobą współpracujemy. 

Jak samodzielny w takim razie jesteś? Czy byłbyś w stanie przeforsować w Porsche realizacje samochodu swoich marzeń?

Teoretycznie tak, ale w praktyce, w powstawanie nowego modelu jest zaangażowanych wiele różnych działów firmy. Jedni dbają, by samochód trafił do odpowiedniej grupy docelowej, inni by się sprzedał. To musi być wypracowana wspólna decyzja wielu osób. Jeśli chodzi o mnie, chętnie skonstruowałbym nowy supersamochód. 

Czy to prawda, że w twojej pracy wciąż wszystko zaczyna się od ołówka i kartki papieru?

Tak, choć w moim zespole pracuje wielu młodych chłopaków. Dla nich ołówek i kartka istnieją już tylko w wersji elektronicznej, dlatego większość projektów od razu powstaje na ekranie. Takie modele 2D na początek wystarczają. Dopiero potem budujemy naturalnych rozmiarów makiety i modele. 

Ile czasu zajmuje zaprojektowanie nowego samochodu?

Pierwszy prototyp Taycana zaprezentowaliśmy cztery lata temu, ale pracę nad powstaniem tego auta w wersji produkcyjnej ruszyły znacznie wcześniej. Nie spieszyliśmy się, bo to był nasz pierwszy pojazd elektryczny i chcieliśmy go zrobić naprawdę dobrze. Wiedzieliśmy więc, że potrzebujemy przynajmniej 4–5 lat. 

Rozmawiał: Łukasz Załuski