Rozprzestrzenianie się COVID-19 doprowadziło do tego, że od połowy marca nie możemy wylatywać i wyjeżdżać do innych krajów autokarem, pociągiem czy busem. Na tę chwilę musimy odłożyć plany wakacyjne. Nie mamy żadnej pewności, jak długo możemy tkwić w obecnej sytuacji. Istnieje niemałe ryzyko, że w czerwcu i lipcu będą spore trudności z wyruszeniem w podróż zagraniczną. O ile w ogóle będzie to możliwe. Tym bardziej, że pandemia koronawirusa w różny sposób przebiega w państwach z całego świata.

Cała ta sytuacja sprawa, że branża turystyczna i podlegające pod nią hotelarstwo i gastronomia przechodzą wyjątkowo ciężki okres. Choć każdy kraj zmagający się z koronawirusem robi co może, aby pokonać zagrożenie, to jednak obywatele mogą długo po kryzysie odczuwać strach przed wyruszaniem w dalekie wojaże. W końcu to podróże międzynarodowe doprowadziły do tego, że koronawirus rozprzestrzenił się tak gwałtownie na świecie. Choć branża turystyczna przeżyła już niejeden kryzys, to jednak tym razem skala jest zupełnie inna.

„Ludzie nadal będą chcieli podróżować, ale z pewnością będą bardziej ostrożni w tym, co robią” – powiedział Adam Blake, profesor ekonomii i kierownik badań na Wydziale Turystyki i Hotelarstwa na Uniwersytecie Bournemouth w Wielkiej Brytanii. „Będą musieli nie tylko uwierzyć w to, że podróżowanie jest znowu bezpieczne, ale także zobaczyć faktyczne zmiany, aby mieć co do tego pewność” – dodał.

Eksperci są pewni, że gdy podróże międzynarodowe zostaną wznowione w przyszłości, to zaobserwujemy gwałtowne spadki cen. To jeden z niezbędnych czynników, aby gospodarka ruszyła z miejsca. Czego w takim razie możemy się spodziewać, gdy nie będzie nas już nękać pandemia koronawirusa?

Ceny rejsów wycieczkowych w dół

Christopher Anderson, profesor z Cornell University's Hotel School w Ithaca uważa, że turyści, którym nie przeszkadza podróżowanie drogą morską, mogą spodziewać się bardzo niskich cen. Jest to jego zdaniem jeden z kluczy do przetrwania dla rejsów wycieczkowych, bowiem klienci mogą nie być przekonani do takiej formy podróży po tych wszystkich doniesieniach o wybuchach koronawirusa na statkach, ograniczeniach podróżniczych i odmowach zawinięcia do portów.

Anderson zasugerował, że firmy mogą przyciągnąć klientów dzięki rekonfiguracji będących w budowie statków. To oznacza większe kabiny, mniejszą liczbę pasażerów oraz ograniczenie usług gastronomicznych w formie bufetów

Zwiększone standardy czystości

„Wszyscy, niezależnie od tego, czy chodzi o rejs lub zakwaterowanie, będą musieli zmienić sposób monitorowania i utrzymania czystości miejsca, w którym przebywają konsumenci. W ten sposób zadbają o ich bezpieczeństwo i komfort” – powiedział Anderson.

Jan Freitag, wiceprezes firmy Longing Insights zajmującej się analizą usług hotelarskich, podkreślił, że potrzebny będzie jasno określony schemat informujący klientów o tym, w jaki sposób dana firma zapewnia im bezpieczeństwo. W grę wchodzi m.in. stały dostęp do środków odkażających i regularna dezynfekcja powierzchni.

Ceny pokojów w dół (a później w górę)

CNN donosi, że od 21 marca 2020 roku ceny hoteli w USA spadły o 30 proc. I na tym się pewnie nie skończy. W Polsce od 1 kwietnia hotele są zamknięte. Mogą jedyne działać jako miejsca, w których osoby odbywają kwarantannę lub przebywa w nich personel medyczny. Freitag wspomina, że wydarzenia z przeszłości jak np. atak na World Trade Center pokazały, że ceny pokoi wzrastają dwa razy dłużej niż spadają do najniższego punktu.

Freitag nie przewiduje upadku żadnego segmentu amerykańskiej branży hotelarskiej, ale zakłada, że na pewno wystąpią zakłócenia w składaniu ofert, które w wielu przypadkach będą niewidoczne dla gości.

Podróżujący mogą czuć się bezpieczniej w hotelach niż w kwaterach prywatnych

Prof. Anderson twierdzi, że plusem kryzysu dla hoteli może być niechęć turystów wobec alternatywnych opcji zakwaterowania jak Airbnb i małych pensjonatów. Wszystko racji z tego, że te nieruchomości mogą mieć trudności z komunikacją i utrzymaniem wysokich standardów czystości.

Mniej zapełnione samoloty

Ludzie będą wygodniej podróżować samolotem, jeśli będzie mniej zapełniony. „Jeśli naprawdę chcemy odbić się, linie lotnicze muszą latać z pustymi środkowymi miejscami, a ceny powinny być znacznie niższe niż w ubiegłym sezonie” – oznajmił Anderson.

W ubiegłym tygodniu kilku przewoźników ogłosiło plany wyeliminowania niektórych usług gastronomicznych w celu obniżenia kosztów i ograniczenia interakcji na pokładzie. Anderson twierdzi, że podróże służbowe odbudują się jako pierwsze, a dopiero potem loty krajowe i kontynentalne. Najdłużej powrót zajmie podróżom transoceanicznym.

Podróże służbowe mogą przyspieszyć powrót linii lotniczych do normy

Wspomniane wyżej podróże służbowe mogą okazać się bardzo istotne dla linii lotniczych. Podczas gdy wiele firm może czuć się bardziej komfortowo w prowadzeniu spotkań w sposób wirtualny, to chęć prowadzenia osobistych kontaktów pomoże przyspieszyć powrót linii lotniczych do formy.

„Uważam, że ludzie potrzebują interakcji. Możliwe jest, że dłuższa przerwa w regularnych kontaktach biznesowych może przyspieszyć rozpoczęcie podróży lotniczych. Ludzie chcą wrócić do biznesu i stworzyć możliwości” – powiedział Anderson.

Podróżujący samolotem będą mieli przez pewien czas większą elastyczność rezerwacji

Anderson oczekuje, że opłaty za anulowanie lub zmianę rezerwacji będą przez jakiś czas po pandemii mniej surowe. To pozwoli klientom na większą elastyczność. Oczywiście ten stan rzeczy nie utrzyma się zbyt długo. Prawdopodobnie w 2021 roku powrócimy do starego systemu.

Mądrzejsze podejście do podróżowania

Dziennikarz CBS Peter Greenberg w swoim ostatnim nagraniu zauważył, że pandemia koronawirusa pozwoli zwrócić uwagę na problemy, które trapiły turystykę przed wybuchem. Chodzi m.in. o zbyt duży ruch turystyczny oraz zanieczyszczenia środowiska. „Po zakończeniu kryzysu możemy wrócić do podróżowania w znacznie bardziej odpowiedzialny i etyczny sposób” – przyznał Greenberg. Miejmy nadzieję, że tak będzie.

Źródło: cnn.com