Gdy tylko dowiedziałem się, że mój ulubiony Rooster Barbershop otwiera się po epidemii, najszybciej jak mogłem zapisałem się na wizytę. Silną motywacją była nie tylko tragicznie zaniedbana fryzura, ale też chęć porozmawiania ze starymi znajomymi. Wszystko odbyło się w tradycyjnie. Ja siedziałem na fotelu, a Łukasz ogarniał moje włosy. Szybko padło pierwsze pytanie, które stało się początkiem nieplanowanego wywiadu. 

Michał Janowski: Na jak długo pandemia zamknęła wasz salon?

Łukasz Patyk: Zdecydowaliśmy się zawiesić nasze usługi kilkanaście dni przed tym, jak nasz sektor został oficjalnie zamrożony. Zrobiliśmy to z powodu bardzo ograniczonej wiedzy na temat rozprzestrzeniania się koronawirusa i profilaktyki zakażeń. Decyzja nie była łatwa, ale bezpieczeństwo naszej załogi i gości, którzy nas odwiedzają jest dla nas najważniejsze. Powróciliśmy do pracy 18 maja, po dwóch miesiącach przerwy. 

Zdążyliście zatęsknić za nożyczkami i brzytwami?

Najbardziej stęskniliśmy się nie za nożyczkami i brzytwami, a za ludźmi, którzy regularnie nas odwiedzają. Nasz zawód jest bardzo specyficzny. Świadcząc usługę często dobrze poznajemy naszych klientów, ich światopogląd i zainteresowania. W efekcie nawiązujemy przyjacielskie relacje. Zdecydowanie bardziej brakowało nam rozmowy z klientami niż samej pracy.

Bardzo ciężko się teraz do was dostać. Odczuliście większe zainteresowanie klientów po otwarciu?

Grafik jest bardzo napięty i przez następne kilka tygodni mamy maksymalne obłożenie. Przed zamknięciem też nie narzekaliśmy na brak pracy, ale pierwszą „postcovidową” fale klientów odczuliśmy bardzo. 

Co zmieniło się w waszej pracy pod wpływem pandemii?

Jeżeli chodzi o higienę miejsca pracy i dezynfekcję od zawsze było to dla nas priorytetem, więc w tej kwestii nie zmieniło się zbyt wiele. Występuje jednak dużo nowych ograniczeń dla klientów. Nie ma możliwości korzystania z poczekalni, nie serwujemy ciepłych napojów, a także prosimy o niekorzystanie z telefonów komórkowych. Konieczne jest również noszenie maseczek. Musieliśmy też zwiększyć odległości pomiędzy stanowiskami do strzyżenia. To, co sprawia nam sporo satysfakcji to fakt, że klienci rozumieją nasze ograniczenia i nie mamy problemu z ich egzekwowaniem.

Ciężko przystosować się do nowych warunków? Co przeszkadza wam najbardziej?

W tym momencie największy problem stanowią dla nas maseczki, które nosimy przez cały czas pracy w salonie, a przez które ciężko się oddycha. Staramy się jednak nie skupiać na tym co nam przeszkadza i przystosować do nowej rzeczywistości. „Piątka” z klientem zmieniła się w „łokieć”, a uśmiechać musimy się oczami. To nie koniec świata. 

Wyobrażam sobie, że ciężko jest ogolić kogoś, kto cały czas nosi maseczkę higieniczną. Jakie dokładnie warunki stawiacie klientom w czasie wizyty w waszym salonie?

Każda osoba po wejściu do salonu proszona jest o użycie płynu do dezynfekcji. Jeżeli chodzi o zabieg trymowania brody, klient ma możliwość zdjęcia maseczki na czas trwania usługi. My często zakładamy przyłbice, które zdaniem wielu ekspertów są wystarczającą ochroną. Po pandemii przywiązujemy jeszcze większą wagę do sumiennej dezynfekcja i przygotowania stanowiska przed każdym klientem. Daje nam to poczucie bezpieczeństwa, że minimalizujemy zagrożenie dla naszych gości i psychiczny komfort podczas wizyty w naszym barbershopie. 

Na koniec mała dawka wróżenia z fusów. Jak myślicie co będzie największą zmianą w naszym życiu po koronawirusie?

Z racji profesji, bardziej niż z fusów możemy powróżyć z bokobrodów. Mamy nadzieje, że wiele zmieni się na lepsze. Mamy wrażenie, że czas w izolacji pozwolił nam zrozumieć jak ważny jest czas spędzany z naszymi bliskimi, których często w cąłym tym zabieganym życiu zaniedbujemy. Sami po sobie widzimy, że zaczynamy też doceniać aktywny wypoczynek. Życzylibyśmy sobie, by ludzie zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu „w realu” zamiast tkwić w smartfonach i Netfliksie. Na koniec mały apel – zapuszczajcie brody i odwiedzajcie nas w „Roosterze”. Trochę popłynąłem, ale co zrobić – mówię, co widzę w fusach. 

-----------

Łukasz Patyk – zainspirowany jednym z najsłynniejszch barbershopów w Wielkiej Brytanii, zdecydował się na ukończenie kursu w London School of Barbering. Po powrocie do Polski pracował w jednym z lewobrzeżnych barbershopów, a po kilku miesiącach razem z dziewczyną otworzył własny salon Rooster Barbershop na Saskiej Kępie.

CZYTAJ TEŻ: Stylizacje męskich fryzur: czym i jak modnie i efektownie układać włosy?

ZOBACZ: Szare włosy męskie: komu pasują?

ELLE MAN POLECA: Co stosować w walce z bardzo tłustą cerą?