Marcin Zwierzchowski: Wiemy, że zaczęło się od Donalda Trumpa i jego idei nowych oddziałów w armii USA. Jak prezydencki pomysł przekuto w serial „Siły Kosmiczne”? 

Greg Daniels: Zaczęło się od tego, że wraz ze Stevem Carellem chcieliśmy zrobić wspólnie kolejny serial. Steve wcześniej spotkał się z Netflixem i to oni podsunęli mu pomysł fabuły o właśnie ogłoszonej nowej formacji w wojsku amerykańskim, Space Force. Mnie również się on spodobał – był bardzo na czasie, a rola generała wydawała się idealna dla Steve’a. Sam też od jakiegoś czasu nosiłem się z pomysłem stworzenia serialu o wojskowych, miałem pomysł na fabułę rozgrywającą się na lotniskowcu. Wszystko to więc zgrało się tu idealnie.

Łatwo jest ścigać się w komizmie z politykami? Ich niekompetencja i często śmieszność ułatwiają komikom pracę, czy ją utrudniają?

Dobre pytanie! W przypadku postaci Steve’a element komediowy bierze się z tego, że ten generał stawiany jest w pozycji, gdzie musi podejmować decyzje, co do których nie ma odpowiednich kompetencji i wiedzy naukowej. I przykłady takich sytuacji, nawet na większą skalę, łatwo znaleźć w naszej rzeczywistości politycznej. Faktycznie trudno, by serialowy generał Naird podejmował jeszcze gorsze decyzje niż te, które często stają się udziałem prawdziwych rządzących. W przypadku generała Nairda natomiast kreujemy go jako postać honorową i uczciwą, w tym względzie więc niespecjalnie konkuruje z politykami.

Wahaliście się, wpisując do scenariusza „Sił Kosmicznych” sceny bezpośrednio nawiązujące do bieżącej polityki, jak „sobowtóry” Nancy Pelosi czy Alexandrii Ocasio-Cortez? 

Wydaje mi się, że powszechnie oczekiwano od „Sił...”, że serial będzie wyśmiewał pomysł tytułowej formacji. Nam jednak zależało na tym, by stworzyć coś zabawnego i atrakcyjnego dla wszystkich, stąd staraliśmy się nie opowiadać po żadnej ze stron – żarty „uderzają” w różne obozy współczesnego politycznego dyskursu. Opieramy się w komizmie na bohaterach, z Nairdem na czele. To facet w potrzasku między politykami a naukowcami. A przy okazji honorowy gość, patriota. Poprzez niego serial prezentuje wizję przywódcy, za którym wszyscy mogliby podążać. Temat „Sił…” wiąże się również z NASA, z historią, która jest bardzo ważna i szanowana, nie tylko przez Amerykanów, ale ludzi na całym świecie. Stawiając stopę na Księżycu, Neil Armstrong mówił, że to mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości – nie zawężał więc tego osiągnięcia do amerykańskiej armii. Obecnie natomiast trwa wyścig supermocarstw, które chcą zmienić kosmos w strefę działań militarnych. Stąd nasz przekaz dotyczy konieczności kooperacji w wielkiej przygodzie, jaką jest eksploracja kosmosu.

Nowy wyścig kosmiczny może być okazją do zacieśniania ponadnarodowej współpracy?

W mojej opinii, tak. Nie wydaje mi się, by eksploracja kosmosu była zadaniem, któremu podoła jakieś państwo w pojedynkę. Międzynarodowa kooperacja wymagana jest jednak i na innych polach, jak choćby obecna pandemia czy zmiany klimatu. Zaangażowanie w projekt eksploracji kosmosu może pomóc nam wypracować naukowe narzędzia do radzenia sobie także z innymi, pilniejszymi problemami. Do tego będzie potrzebny połączony wysiłek świata nauki i służb publicznych.

Padło to słowo: „pandemia”. Jak to jest z potrzebą śmiechu w czasach smutku? Pamiętam, że po 11 wrześniach 2001 roku choćby serial komediowy „Przyjaciele” zaliczał w Stanach duże wzrosty oglądalności. Czyli to nie tak, że gdy dzieje się źle, nie wypada się śmiać?

Do głowy przychodzi mi analogia z toastem na weselu. Taki toast powinien nas rozbawić, może trochę wzruszyć. Tyle że to nie łatwa sztuka. A jeżeli coś nie wyjdzie, tragedia gotowa – zwłaszcza dla pary młodej. Tak samo jest więc z humorem w czasach smutku, z humorem nawiązującym do smutnych wydarzeń – może z tego wyjść coś dobrego, ale ocena zależy od wykonania. Nasz serial nie powstawał ze świadomością, że jego premiera będzie miała miejsce w środku pandemii. Mogę więc mieć tylko nadzieję, że będzie w stanie dać ludziom trochę oddechu, odwrócić ich uwagę od rzeczywistości. I w ten sposób im pomoże.

Komików ograniczać mogą nie tylko okoliczności, ale i prawo. W Polsce na przykład nie wolno nam wyśmiewać prezydenta, można być pozwanym za obrazę uczuć religijnych. W Wielkiej Brytanii ujęcia z parlamentu nie mogą być pokazywane w programach komediowych. W Stanach nie macie takich problemów. 

W amerykańskiej konstytucji mamy Pierwszą Poprawkę, która gwarantuje wolność wypowiedzi i prasy. Jest to szczególnie istotne w odniesieniu do ludzi władzy i dotychczas sądy wykazywały się dużą świadomością tego, jak ważna dla demokracji jest możliwość wyśmiewania rządzących. Komicy, którzy sami nie mają żadnej władzy politycznej, poprzez swoje żarty pomagają zachować wyborcom odpowiednią perspektywę. Nawet pod rządami Sowietów kwitła komedia, która umożliwiała wyśmiewanie tego, czego nie sposób było zobaczyć w telewizji publicznej. Wielką sztuka było przygotowanie takich żartów, by publiczność zrozumiała przekaz, ale cenzura nie rozgryzła prawdziwego znaczenia żartu. Coś podobnego dzieje się chyba obecnie w Chinach. Chodzi bodajże o pandę…

O Kubusia Puchatka, który jest w Chinach zakazany, ze względu na „podobieństwo” do przewodniczącego Xi Jingpinga.

Właśnie. To naturalne, że ludzie nie chcą być wykonującymi każde polecenie rządu robotami. Zawsze więc znajdą sposób, by obejść takie zakazy.

Wracając do „Sił Kosmicznych”, fundamentem serialu jest relacja między wspomnianym już generałem Markiem Nairdem (Steve Carell) a odpowiedzialnym za aspekt naukowy działalności formacji doktorem Adrianem Mallorym (John Malkovich). To trudna przyjaźń dwóch ludzi, którzy nie mogliby się od siebie bardziej różnić.

Rozpoczynając pracę nad serialem, wraz ze Stevem pochyliliśmy się nad jego bohaterem, wypisując cechy, które on reprezentuje, ale także te, które są mu całkowicie obce. Powstał w ten sposób obraz jego przeciwieństwa, a więc ktoś kreatywny, z opiniami ugruntowanymi w nauce, ale jednocześnie bez cech przywódcy. Agent Johna Malkovicha skontaktował się natomiast z nami, zanim jeszcze w ogóle mieliśmy gotowy scenariusz, deklarując, że jego klient chciałby być częścią tego serialu. Ponieważ zaś wraz ze Stevem ogromnie szanujemy Malkovicha jako aktora, zaczęliśmy widzieć w roli Adriana właśnie jego. Potem mieliśmy to szczęście, że przyjął tę rolę. Adrian i Mark mają skrajnie różne podejście do życia. Jednocześnie jednak jest wiele, czego mogliby się od siebie nawzajem nauczyć. Widzę w tym pewną paralelę z obecnym podziałem politycznym w Stanach.

Serial „Siły Kosmiczne” w Polsce debiutuje dziś, 29 maja 2020 na platformie Netflix.

---------

Marcin Zwierzchowski - z wykształcenia biotechnolog, z zawodu redaktor i dziennikarz. W Storytel odpowiada za projekt Storytel Original. W "Nowej Fantastyce" selekcjonuje teksty zagraniczne. Stały współpracownik "Polityki", Lubimyczytac.pl i "Książek". Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku", "Playboyu" oraz w serwisach naekranie.p, Filmweb i Onet.

NEWS: Czy Multikino, Cinema City i Helios faktycznie otworzą się 6 czerwca? Mamy oświadczenia 3 największych multipleksów

ZOBACZ TEŻ: „Siły Kosmiczne” – pierwszy zwiastun serialu Netflixa. W obsadzie Steve Carell i John Malkovich

NETFLIX NA CZERWIEC: 10 najlepszych premier i lista dzień po dniu. Co obejrzeć?