Zastanawialiście się kiedyś, co sprawia, że niektórzy mają zwyczajne życie? Tę codzienną gonitwę za tysiącami spraw i obowiązków, trosk, przyjemności: praca, dzieci, przeglądanie zdjęć w internecie, czasami seks albo wino z przyjaciółmi, a inni w tym czasie pędzą z gazem wciśniętym do spodu przez najbardziej odludne pustynie na tej planecie lub stoją właśnie na deskach największych sal koncertowych świata?

To pasja. To nie szczęście, nie zbieg okoliczności i nie żadna magia. To pasja czyni nas w pełni ludźmi. Gdyby nie ona, od tysięcy lat synowie księgowych byliby księgowymi, a nie artystami. Leonardo da Vinci był dzieckiem buchaltera. Michał Anioł – synem urzędnika. Wanda Rutkiewicz była córką inżyniera i sama była inżynierem. Ale weszła na Everest, bo jedna krótka chwila pośród skałek pod Jelenią Górą odmieniła ją do głębi.

– Projekt „Vistula z pasją” powstał z myślą o ciekawych mężczyznach, dla których pasja to całe życie. Bohaterowie, których zapraszamy do współpracy, opowiadają o swoich zainteresowaniach, zachęcając tym innych do działania. Arnold Rutkowski i Jakub Przygoński to mężczyźni, którzy swoją historią i postawą potrafią inspirować. Są wzorem do naśladowania, pokonują własne lęki i słabości, żeby stać się lepszą wersją siebie. Fascynuje nas, jak wiele męskich światów funkcjonuje równolegle. Jak różnie uzdolnieni mogą być ludzie. W tym przypadku mężczyźni. Jak swoją determinacją, przykładem mogą zbudować własny sukces i natchnąć do działania innych. Chcemy brać w tym udział i dzielić się ich historią oraz pasją – wyjaśnia Patrycja Hatalska-Kostewicz, dyrektor marketingu marki Vistula.

Kuba Przygoński, najlepszy aktualnie polski kierowca rajdowy cross country, był zaskoczony, kiedy otrzymał propozycję objęcia funkcji ambasadora programu. Pomyślał, że to znak.

– Właśnie szykowaliśmy się z żoną na galę Pucharu Świata do Sankt Petersburga. Zostało kilka dni. Powiedziałem Vistuli, że to się doskonale składa, jeśli zdążą uszyć mi smoking na tę imprezę, jesteśmy razem. No i zdążyli. Po statuetkę zwycięzcy Pucharu Świata szedłem pośród tych wszystkich gwiazd sportu i mediów w smokingu szytym na miarę. A to przecież zupełne przeciwieństwo tego, co mam na co dzień: niepalny kombinezon, kurz, brud i pot.

Praca Arnolda Rutkowskiego wymaga elegancji na co dzień. Wróżą mu karierę na miarę Kiepury. Nic dziwnego, młody polski tenor rozpoczynał karierę od razu w teatrze Pavarottiego, a to wyjątkowe wyróżnienie. Światowa klasa. Potrafił śpiewać operowo już jako kilkuletni chłopiec. Wcześnie miał postawiony głos. Rodzice żartowali, że śpiewa jak dziadek w kościele, ponieważ w odróżnieniu od rówieśników nie miał wtedy tego piskliwego dyszkantu kilkulatka. Zapytany o to, jak się zostaje śpiewakiem, wskazuje na predyspozycje, czyli właśnie odpowiedni głos.

– To dar, który trzeba w sobie odnaleźć. I trzeba mieć pasję. Jest konieczna, żeby być wiarygodnym. Bez pasji nie można wykony- wać tego zawodu. Trzeba kochać to, co się robi. Żeby ludzie uwierzyli. Być może tak jest z każdym zawodem? Pasja w kluczowych momentach da ci siłę. Wbrew temu, co może się wydawać słucha- czom, bycie zawodowym śpiewakiem wymaga ogromu pracy, a czasem również poświęceń. Próby, ciągłe doskonalenie, wyjazdy, dyscyplina. Trzeba to kochać, bo bez tego można nie przetrwać.

Tekst ukazał się w magazynie ELLE MAN 1/2019.