Gdzie jest najwięcej potrzeb? Tam, gdzie wciąż żywe są ślady wojny. – W Tanzanii działamy ze społecznością, która jest niesamowicie poraniona – opowiada Iwo Borkowicz. – To uchodźcy wojenni z Burundi, którzy na początku lat 70. zmuszeni byli uciekać. Nie raz. Uciekali, wracali i znowu musieli znikać, często gonieni przez napastników z maczetami
w dłoniach. Schronienie znaleźli w Tanzanii, w Ulyankulu, małym miasteczku powstałym w czasie masowej emigracji do tego kraju. Tam właśnie budujemy teraz szkołę –  tłumaczy. Potrzeby są ogromne, bo w tym rejonie Tanzanii jest około 30 tys. uchodźców, często to już wnuki tych, którzy uciekli przed wojną. Społeczność wymieszała się. Część stanowią uchodźcy i ich potomkowie, część Tanzańczycy lub inni przyjezdni.

Skąd się bierze dobro?

Borkowicz jest architektem. To genialny zawód. Pozwala latać po światowych metropoliach i budować szklane domy. A jednak robi coś innego. Skąd taka wrażliwość na potrzeby innych? Jak się okazuje, w pomaganiu istnieje coś na kształt karmy. Wszystko wraca. – Jestem absolwentem poznańskiej szkoły Łejery, założonej w latach 90. przez Jerzego Hamirskiego i Elę Drygas – wyjaśnia Iwo. – Mieli oni marzenie, by założyć szkołę uczącą przez teatr. Szkoła powstała. Uczyłem się w Łejerach w podstawówce i gimnazjum. Jurek i Ela chcieli zrobić coś dalej, przekazać ten gest. Natrafiliśmy na informację, że miejscowość Ulyankulu bardzo potrzebuje szkoły. W Tanzanii dzieciaki do szkoły chodzą w systemie zmianowym. Najstarsi zaczynają zajęcia o 22–23.

Szkoła w Tanzanii nie jest jedynym projektem charytatywnym fundacji i samego Iwa Borkowicza. Wcześniejszy projekt dotyczył mieszkań socjalnych i przeludnienia w Hawanie. – Kuba jeszcze przed rewolucją miała gigantyczny niedobór mieszkaniowy. Do dziś prawie 2/3 populacji nie ma gdzie mieszkać. Oczywiście usłyszycie w ich telewizji, że państwo zapewnia każdemu obywatelowi miejsce do życia, ale często polega to na upychaniu obcych sobie ludzi w jednym mieszkaniu, w dodatku rozpadającym się. Mój pomysł polegał na tym, żeby budować mieszkania modułowe (około 20 mkw.) przeznaczone pod wynajem dla turystów. Z tych pieniędzy szybko można by spłacić koszt budowy tych mieszkań. Nie chodzi mi o projektowanie pięknych budynków. Szukam balansu pomiędzy architekturą, problemami społecznymi i ekonomią. Podczas studiów pracowałem też w wolontariacie na Madagaskarze – tłumaczy Iwo.

Jak starzec, który sadzi drzewo

– Z wiekiem zaczynasz rozglądać się w życiu i stawiać sobie i światu pytania. Dokonujesz rozróżnienia rzeczy na ważne i nieważne. I coraz ważniejsza staje się współpraca. Ktoś kiedyś pięknie powiedział, że społeczeństwo jest wtedy dojrzałe, kiedy starsi sadzą drzewa, pod którymi nie będzie im dane usiąść. Jestem świadomy, że nasze projekty nie rozwiążą wszystkich problemów świata, ale nie można myśleć, że jeden głos nie ma znaczenia czy mały gest nic nie zmienia.

Borkowicz spędził w Ulyankulu ponad 3 miesiące. Zaprojektowane przez niego budynki mają tam stać dziesiątki czy setki lat. – To nie chodzi o budowanie sobie pomników. To podejście jak w tym powiedzeniu o starcach i drzewach. To, co robimy dziś, ma zadziałać kiedyś, w dłuższej perspektywie. Teraz mamy zbudowane trzy klasy, dużą salę teatralno-społeczną, toalety i budynek administracyjny. Pierwsi uczniowie zasiądą w tych ławkach w styczniu.

Totemy

Budowanie funkcjonalnych miejsc dla potrzebujących to jedno. Iwo buduje także rzeczy pozornie niefunkcjonalne, a jednak posiadające moc. Projekt totemów stworzyła Alicja Biała, ale Iwo bardzo jej pasował i szybko dołączył do projektu. Niezwykłe budowle stanęły nad Bałtykiem. Dlaczego totemy? Totem to wizerunek mitycznego przodka, początek naszej cywilizacji, Bóg, zwierzę, ale też moc natury.

My jako ludzkość średnio poradziliśmy sobie z dbaniem o naturę. Totemy zbudowane przez Alicję i Iwa mają nam przypomnieć o zagrożeniach, jakie sami przynieśliśmy Ziemi. Totemy symbolizują problemy z rybołówstwem, nadmiarem plastiku, zanieczyszczeniem wody, środowiska. – Opowiadamy tu o naszych współczesnych bogach: konsumpcji mięsa, wszechobecnym plastiku – tłumaczy Iwo. – Kiedyś totem pokazywał bogów lasu, bogów natury. Dziś przyroda nie jest już naszym bogiem. Zapomnieliśmy o niej.