Sytuacja, do której doszło kilkanaście miesięcy temu, była całkowicie bezprecedensowa. Po raz pierwszy w historii zdecydowano, że Igrzyska Olimpijskie odbędą się rok później, niż pierwotnie zakładano. W przeszłości imprezy te albo odbywały się zgodnie z planem, albo były całkowicie odwoływane – a jeśli już tak się działo, to zawsze powodem była wojna.

Nic więc dziwnego, że organizatorzy najbliższych Igrzysk nie chcą zapisać się w historii jako ci, którzy nie podołali zadaniu z innego powodu. W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że być może trzeba będzie ustalić kolejną, nową datę rywalizacji sportowców z całego świata. Powód jest oczywisty – pomimo wynalezienia szczepionek, sytuacja spowodowana koronawirusem nadal jest ciężka i nie ma mowy o tym, aby impreza odbyła się w tradycyjnym formacie.

Wątpliwości dotyczące losu tegorocznych (choć z „2020” w oficjalnej nazwie) Igrzysk rozwiał jednak szef ich komitetu organizacyjnego. Na konferencji prasowej powiedział, że „Będziemy organizować igrzyska olimpijskie, niezależnie od tego, jak wygląda sytuacja z koronawirusem na świecie”. Wiadomość z pewnością dobra dla wszystkich tych, którzy na Igrzyska czekają (zarówno kibiców, jak i zawodników).

Nadal jednak nie wiadomo, jak będzie wyglądała sama impreza. Mocno wątpliwe jest, aby poczynania sportowców na poszczególnych arenach mogły być oglądane przez kibiców na żywo – raczej przyjdzie nam obserwować puste stadiony. Sami sportowcy też raczej nie będą mieć okazji, aby zobaczyć cokolwiek poza wioską olimpijską – będą mogli ją opuszczać tylko udając się na trening lub zawody.  Międzynarodowy Komitet Olimpijski ma opublikować w lutym szczegółowe protokoły bezpieczeństwa tyczące się Igrzysk.