Przeświadczenie, że samochody koreańskie można kupić tanio tylko dla tego, że są cofnięte technologicznie w stosunku do marek europejskich powoli zaczyna znikać starte na proch pod butami klientów odwiedzających salony Hyundaia i KIA. Koreańczycy bowiem niezwykle szybko dostrzegli, że nie są w stanie walczyć na rynku jedynie ofertą dyskontową. Klienci oczekują dziś świetnego designu, nowoczesnych rozwiązań technicznych i najwyższego bezpieczeństwa czynnego i biernego. Nie trzeba było długo czekać na śmiałe decyzje szefów koncernu. Studio projektowe zostało przeniesione do Europy, a zespół konstruktorów i projektantów został wzmocniony przez najbardziej znane nazwiska w branży. Jakie są tego efekty, widać doskonale na drogach. Ostatnie 2 lata to w koncernie Hyundai/KIA kolejne przyspieszenie technologiczne i mocne wejście na drogę elektromobilności. Praktycznie wszystkie modele mają swoje wersje hybrydowe, a część z nich napędzane są wyłącznie prądem. Hyundai również jako jeden z pierwszych producentów opracował też swoją technologię wodorową.

Bez kompleksów

Swoją nową historię pisze także największy na europejskim rynku SUV – Sanfa Fe. Dokładnie 2 lata po swojej premierze przeszedł kurację odmładzającą, choć w tym przypadku powinno się mówić o dojrzewaniu. Duże auto otrzymało zupełnie nowy przód z ogromnych rozmiarów chromowanym grillem, który przypomina trochę otwartą paszczę Finwala pochłaniającego niezliczone ilości krylu. Latem z pewnością pokrywać się będzie kilogramami porozbijanych owadów. Niby podobne do poprzednika, ale zupełnie inne są także reflektory, których światła dzienne mają teraz kształt podwójnych, pionowych listew. Powagi i elegancji sylwetce nadają srebrne listwy w dolnej części zderzaka, które tworzą jedną linię z podobnymi elementami na drzwiach i tylnym zderzaku. 19-calowe felgi o futurystycznym wzorze z oponami o wysokim profilu szczelnie wypełniają nadkola, a całości dopełniają srebrna obwódka wokół szyb i relingi dachowe.

Muszę przyznać, że Santa Fe to kawał porządnego samochodu i świadczą również o tym wymiary zewnętrzne. Długość nadwozia to 4785 mm, szerokość bez lusterek 1900 mm i wysokość 1710 mm. W tym wszystkim dziwi trochę niezbyt duży rozstaw osi, którego wartość to 2765 mm. W samochodzie tej klasy mógłby być przynajmniej o 100 mm większy, ale po otwarciu drzwi wiedziałem dlaczego tak jest.

Tu jest jakby luksusowo

Santa Fe jest bowiem autem 7-miejscowym, a w ostatnim rzędzie usiądą dwie dorosłe osoby. Wielokrotnie jest tak, że w SUV-ach z trzema rzędami siedzeń, w tym ostatnim brakuje nie tylko miejsca na kolana, ale także nawiewów, czy miejsc na kubki. W Santa Fe wszystko jest na miejscu. Pasażerowie mają własną regulację klimatyzacji, gniazdo 12 V, gniazdo USB oraz kieszonki i uchwyty na napoje. Drugi rząd ma do dyspozycji te same gadżety, a dodatkowo gniazdo 230 V, dzięki któremu podłączyć można dowolne urządzenie elektryczne. Kanapa jest z resztą bardzo wygodna i daje się wzdłużnie przesuwać, dzięki czemu możemy zapewnić pasażerom większy komfort, albo przestrzeń bagażową. Auto jest tak duże, że po złożeniu kanapy spokojnie zmieści się w nim materac, na którym wyśpią się nawet 3 osoby.

Najciekawiej jest naturalnie z przodu. Ogromne drzwi zachodzą na próg, który nawet po teście off-roadowym pozostaje czysty. W pierwszym rzędzie wszystko jest ogromne. Fotele da się regulować w kilku płaszczyznach, a ja od razu znalazłem idealną pozycję do jazdy. Ogromna jest deska rozdzielcza płynnie przechodząca w konsolę środkową, która przypomina mi tę z Mercedesa Klasy E W213. I to moi drodzy potraktujcie jako komplement. Zarówno kierowca, jak i pasażer mają tu naprawdę wygodnie, a podłokietnik centralny idealnie podpiera łokcie podczas jazdy. Podoba mi się również specjalna pionowa kieszonka na smartfon, będąca jednocześnie ładowarką indukcyjną.

Kabina doświetlana może być przez ogromnych rozmiarów okno dachowe, które zaczyna się nad głową kierowcy i kończy w połowie bagażnika. Jestem także pod wrażeniem jakości wykończenia rodzinnego SUV-a. Wszystkie elementy są wzorowo spasowane, a materiały wykończeniowe przyjemne w dotyku. Szczególnie urzekła mnie podsufitka wykonana z materiału przypominającego mięciutki domowy dresik. Miałem ochotę cały czas go dotykać i gładzić dłońmi. Nie znajdziecie niczego podobnego w żadnym innym samochodzie. Drogi Hyundaiu, poproszę o kawałek tego materiału, bo chciałbym sobie zrobić z niego poszewkę na poduszkę!

Tak się robi hybrydy

Największe walory koreański SUV prezentuje jednak podczas jazdy. Choć wydaje się, że powinienem użyć określenia „rejs”. Auto po prostu płynie po drodze i wierzcie mi, nie są to puste słowa. Niemal nie czuje się tu nierówności drogi, a stopień izolacji wnętrza od świata jest wzorowy. Nawet podczas jazdy autostradą da się tu rozmawiać prawie szeptem. Po części jest to zasługą hybrydowego napędu, a po części sporej ilości materiałów wykończeniowych. Nawet przestrzenie nadkoli, do których normalnie nikt nie zagląda, wypełnione są specjalną pianką.

Pod maską testowanego Hyundaia Santa Fe znalazł się układ hybrydowy, w którego skład wchodzi doładowana, benzynowa jednostka o pojemności 1,6 l, połączona z silnikiem elektrycznym. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to hybryda jaką znaliśmy do tej pory. Silnik spalinowy osiąga swój maksymalny moment obrotowy już przy 1500 obrotach na minutę, jest więc niezwykle elastyczny i wydaje się jakby bez żadnego wysiłku popychał prawie 1800-kilogramowe cielsko do przodu. Koreańczycy pozbawili Santa Fe także zmory większości układów hybrydowych, czyli skrzyni biegów CVT. Tu za przeniesienie napędu na koła odpowiada klasyczna, 6-biegowa hydrokinetyczna przekładnia automatyczna! Padam na kolana przed pomysłodawcą tego rozwiązania. Auto jedzie do przodu, skrzynia zmienia biegi, nic nie wyje, nic nie hałasuje… to jest rewelacja!

Wyższy poziom komfortu

Odbierając auto do testu pojechałem z przedstawicielem marki na stację benzynową, żeby nakarmić tego wieloryba. Usłyszałem od niego, że jeśli nie zrobię ponad 800 kilometrów na jednym baku, to on nie nazywa się… ups, prawie zdradziłem jego nazwisko. I wiecie co? Może być spokojny o swój dowód osobisty, bo bez samochód bez trudu zrobił nieco ponad 900 kilometrów na zbiorniku! W mieście ten kolos zadowala się porcją benzyny w ilości około 6 l/100 km, a na autostradzie spala niecałe 8 l/100 km. Karoseria niestety podatna jest na boczny wiatr i trzeba uważać szczególnie wyjeżdżając zza ekranów dźwiękochłonnych, ale poza tym Hyundai prowadzi się precyzyjnie i przewidywalnie.

Bardzo rozwinięta została ta część elektroniki odpowiedzialna za komfort podróżowania. Fotele w dwóch pierwszych rzędach są podgrzewane, a przednie dodatkowo wentylowane. Komplet asystentów dba o to, żebyśmy przypadkowo nie zjechali z pasa, lub nie doprowadzili do kolizji wyjeżdżając tyłem z miejsca parkingowego. Hyundai sam zatrzymuje się wtedy, ale robi to łagodnie, nie powodując palpitacji serca. Pamiętam, że gdy jeden taki osobnik zahamował mi w miejscu, zrobił to tak brutalnie, że pomyślałem, iż właśnie doszło do kolizji. Hyundai nie, on interweniuje cierpliwie i łagodnie, jak rodzic, który swoją dłonią ochrania głowę dziecka, które dopiero co stanęło na nogi. Najciekawszym gadżetem jest jednak obraz kamer umieszczonych w lusterkach wyświetlany na ekranie przed kierowcą zawsze, gdy włączymy lewy, bądź prawy kierunkowskaz. Podczas wyprzedzania, praktycznie nie trzeba patrzeć w lusterka, bo wszystko widać na ekranie. Funkcja przydaje się szczególnie podczas manewrowania w ciasnym miejscu, gdzie czasem o powodzeniu akcji decydują centymetry. Nie widziałem tego rozwiązania nigdzie poza autami koreańskiego koncernu. Aż boję się pomyśleć, czym zaskoczą mnie inżynierowie w kolejnej generacji modelu, a powiem wam, że postawili sobie poprzeczkę niezwykle wysoko.

Najnowszy Hyundai Santa Fe wydaje się być autem kompletnym i bardzo mocno ukierunkowanym na jazdę z rodziną. Świetnie sprawdzi się podczas dowożenia dzieci do przedszkola, a wakacyjną trasę pokona bez zadyszki. Kolejny raz Hyundai zadziwił mnie swoją kreatywnością i dojrzałością, oraz tym, że ci sami ludzie potrafią zrobić wybitnego hothatcha I30N, by za chwilę zaprojektować fantastyczny jacht, którym z przyjemnością wypłyniecie na „szerokie wody” europejskich szlaków.