Można śmiało powiedzieć, że kariera Harry’ego Stylesa to casus Justina Timberlake’a. Obaj zaczynali w boysbandach, ale wszyscy wiedzieli, że to tylko kwestia czasu, aż rozpoczną karierę solową. Styles na swoim pierwszym, bardzo udanym albumie z 2017 roku skręcił w stronę muzyki, która wydaje się idealnie do niego dopasowana (soft rock, psychodeliczny pop i ostrzejszy rock w stylu Stonesów z lat 70.). Nie było to nic oryginalnego, ale przynajmniej czuć, że muzyk zapuścił się w gatunki, których sam lubi słuchać.

Jednak zanim doszło do muzycznej transformacji, to już w czasach One Direction jasne było, że Harry Styles jest zdecydowanie najlepiej ubranym członkiem grupy. Dość szybko porzucił koszulki od Jacka Willsa na rzecz ubrań od Gucci, Saint Laurent i Burberry. W połączeniu ze swoimi długimi włosami przypominał trochę w tamtym okresie nieodżałowanego Michaela Hutchence’a, wokalistę INXS.

CZYTAJ TEŹ: Twórca „Moulin Rouge!” nakręci film o Elvisie Presleyu. Harry Styles wśród kandydatów do głównej roli

Dziś Harry Styles jest nie tylko ambasadorem Gucci, ale także muzą samego Alessandro Michele. Nic w tym dziwnego – artysta jakimś cudem jest w stanie obronić się w nawet najbardziej szalonych i wymyślnych stylizacjach Włocha. Da się u niego zauważyć coś zarówno z Micka Jaggera czy Eltona Johna, przy czym jego styl ubierania się bywa genderowo płynny.

Na swojej ostatniej trasie koncertowej często pojawiał się garniturach od Gucci ze wzorem florystycznym – to wszystko sprawiało wrażenie, jakby Styles próbował wskrzesić wizerunek legendarnych frontmanów rockowych z lat 70. czy 80. Najwidoczniej swoją misję zakończył sukcesem, bowiem brytyjskie „GQ” uznało go za czwartego najlepiej ubranego mężczyznę 2018 roku. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia Stylesa, by stwierdzić, że magazyn był jak najbardziej trafny w swojej ocenie.