To krótki lot. Trochę czytania, film, sen i z okien po prawej stronie widać najwyższy budynek świata. Oto miasto, które wymusiło kompromis pomiędzy ogniem i wodą, pustynią i (nie bójmy się tego słowa) oceanem, bezkresem rozpalonego kwarcu i chłodną obojętnością nieboskłonu. Kiedy Francis, nasz przewodnik, przybył tu z Filipin w 2006 roku, o Burdż Dubaj nikomu się jeszcze nie śniło, a dzisiaj zjeżdżamy do parkingu na 14 tys. aut, a potem superszybką windą na Level 148: „najwyższe dostępne ludzkości piętro na planecie w kategorii pleasure”. „Przyjemność” polega na sączeniu kawy, zajadaniu dubajskich słodkości oraz podziwianiu ludzkiego geniuszu, pychy, przedsiębiorczości i przemyślności.

Nie wolno w tym mieście budować inaczej niż z wykorzystaniem technologii odzyskiwania energii z odpadów i utylizacji zużytej wody. Świadomość, że potrafimy wybudować konstrukcje, które jeszcze pół wieku temu śniły się jedynie pisarzom s-f, budzi niepokój, bo nie wiem, czy można to czynić bezkarnie. I dumę, że potrafimy. Miasta przyszłości będą właśnie takie. Nieprawdopodobny jest skok cywilizacyjny, jakiego dokonał Dubaj. 

Kiedy Nirvana wydawała pierwszą płytę, stał w tym mieście tylko jeden drapacz chmur – World Trade Center. Dzisiaj powstaje ich kilka na miesiąc: najwyższy na świecie budynek z apartamentami na wynajem albo najwyższy budynek, w jakim podają pizzę. Dubaj zmienia kształt wybrzeża, budując miasto na sztucznych wyspach w kształtach gwiazd albo mapy świata. Energia z oleju i ogniw słonecznych, woda z morza, oczyszczona metodą podwójnej osmozy, budynki o kształtach, o jakich jeszcze kilka lat temu się nie śniło scenografom z Hollywood. Właśnie powstaje Dubai Creek. Wkrótce będzie najwyższy na świecie. Jego wysokość szejk Muhammad bin Raszid Al. Maktum uważa, że „słowo niemożliwe nie należy do dubajskiego słownika. Nieważne, jak wielkie jest wyzwanie, jakiej wymaga wiary, determinacji i jakich rozwiązań. Znajdziemy je”. 

W cieniu Burdż Dubaj stoi „Zapiekanka”, restauracja Olimpii Siwik. Dziewczyna zaczynała od foodtrucka na koncertach światowych gwiazd. Dzisiaj dubajska hipsterka wpada do niej na pierogi, kiełbasy, zapiekanki czy barszcz z krokietem. Olimpia będzie gotować w polskim pawilonie na Dubai Expo w przyszłym roku, a to będą największe targi w dziejach ludzkości. – To dobre miejsce do życia – uważa Olimpia. – Cały świat na wyciągnięcie ręki. Wszystkie kultury, wszystkie religie. Sama dopiero tutaj rozwinęłam swoją duchowość. Wcześniej żyłam w jakimś rozproszeniu. Ta różnorodność kulturowa to jest siła Dubaju, a nie jak się innym wydaje, technologia.

Franco Dragone realizował koncerty Céline Dion i spektakle Cirque du Soleil, ale żeby zrealizować najbardziej spektakularne widowisko teatralne w dziejach świata, musiał wybudować scenę gotową zmierzyć się z jego wyobraźnią: z głębiną, do której śmiałkowie skaczą z 50-metrowego wysięgnika, z żywym ogniem, olbrzymim wodospadem, a nawet prawdziwym deszczem, burzą i piorunami. Zbudował ten teatr w Al Habtoor City. „La Perle” to w opinii krytyków bezsprzecznie najbardziej spektakularne widowisko, jakie można zobaczyć na ziemi. Opinia widzów jest podobna, bo każdego wieczora na widowni zasiada 1200 osób, a potem kolejne 1200, bo grają dwa razy każdego dnia. I tak od 2017 roku.

Widziałem już wiele, ale wyładowań elektrycznych walących spod sufitu prosto w scenę jeszcze nie. Ani wyskakujących spod wody akrobatów. Ani zamkniętych w stalowej kuli pięciu motocyklistów którzy jeżdżą do góry nogami po krzyżujących się trajektoriach. Nie uwierzyłbym, gdybym nie zobaczył. Jechaliśmy długo samochodem i wyczułem, że pan Ibrahim jest otwarty na wszelkie tematy. Zapytałem go o dzień, w którym trysnęła ropa. Jeszcze pół wieku temu Emiratczycy zajmowali się uprawą daktyli, hodowlą wielbłądów, połowem ryb i perłopławów. W całym kraju było wtedy tylko kilka samochodów, należały do króla i do Brytyjczyków. Wielbłądy chodziły po zakurzonych ulicach, nie było ani jednego budynku wyższego niż pałac, czyli dwa piętra. Pan Ibrahim zapytał: – Ciekawe, jak twoje plemię by sobie poradziło, gdybyście otrzymali taki dar jak ropa? Czy nie stracilibyście rozsądku? Takie nagłe bogactwo mogłoby zepsuć serca niejednego ludu. Ale ludu Emiratów nie zepsuło, bo to jest przecież boże błogosławieństwo, a błogosławieństwo Boga jest też zobowiązaniem.

Są kraje, które nie poradziły sobie w tej sytuacji: w Wenezueli bieda, w Rosji nie ma demokracji, Arabia Saudyjska wciąż nie umie otworzyć się na świat, a lud Emiratów buduje miasta przyszłości. Być może dlatego, że w dochodach z ropy każdy obywatel ma swój a mieszkali tam przed nią królowie państw, właściciele korporacji, udział, nawet najdalszy kuzyn. Ibrahim ma jedną żonę, choć mógł mieć cztery. Ma też dwie córki, bo one dają więcej szczęścia ojcom:– Lepsze są pisklęta niż koguty. – Ibrahim jest szczęśliwy, bo może robić, to, co kocha. A on kocha pustynię i lubi o niej opowiadać. Wybudował tam obóz, rodzaj żywego skansenu, zatrudnił ludzi, którzy zajmują się wielbłądami, i astronoma z Australii, żeby kiedy już jesteś po wyprawie na wydmy, pokazie tresury sokołów i polowania z psami oraz kiedy zajdzie słońce – pokazał ci przez teleskop księżyc i Mleczną Drogę.

Plaże są najpiękniejsze od listopada do kwietnia. Temperatura jak w czasie europejskiego lata, woda ciepła jak powietrze. Dziewczyny wszystkich kolorów skóry opalają się w bikini, chłopaki jeżdżą na hulajnogach, słoną wodę spłukuje się gorącą wodą z natrysków udających drewniane skopki, a przy promenadzie stoją długim szeregiem najlepsze restauracje typu seafood. Aprons and Hammers zwyciężała już pięć razy w tej dekadzie w konkursie na najlepszą restaurację rybną w mieście. Rozmawiamy o tym, że ma-my dobrą pracę. Pozwala nam podróżować, poznawać nowych ludzi, nowe smaki, nowe okoliczności, przeżywać przygody, nie siedzieć w miejscu. Myślałem o słowach takich jak wdzięczność, powinność, przywilej, dziękuję, cieszę się. Dobrze... One otwierają więcej wrót niż jakiekolwiek inne. I więcej niż pieniądze. Pieniądze mieszkają teraz w Dubai Marina. Oczywiście „największej na świecie”. Ma 3,5 km długości, można ją obiec, korzystając z 7 km ścieżki joggingowej. Póki co mieszka tu 50 tys. ludzi, docelowo będzie ich 120 tys. w apartamentowcach z widokiem na Dubaj albo na morze. Akwen jest otwarty, więc wpływają tu wieloryby i rekiny. Nie widzieliśmy żadnego, tylko luksusowe jachty i superszybkie pontony, którymi można wyprawić się na zatokę.

Pan kapitan oszczędzał nas, jak mógł, i nie poskakaliśmy na falach, choć zapewniał, że idziemy 45 węzłów, czyli ponad 80 km/h. Zatoka gładka jak lustro. Kidy mijaliśmy inne łodzie, zwalnialiśmy, żeby przebyć wszystko „suchą nogą”. Zatrzymywaliśmy się w punktach z panoramą miasta i pan kapitan opowiadał. Na przykład o hotelu Atlantis, w którym Kim Kardashian kręciła swoje klipy, a mieszkali tam przed nią królowie państw, właściciele korporacji, De Niro, Banderas, Jennifer Lopez. Kiedy się wprowadzała, apartament kosztował 23 tys. dolarów za noc, a dzisiaj 27 tys. 

Potem popłynęliśmy do Burdż al-Arab, który z brzegu wygląda jak żagiel, a od strony morza niczym... krzyż, i pan kapitan opowiedział o tym obiekcie oraz o najdroższym drinku świata, podanym w złotym kielichu, na bazie najwykwintniejszego szampana z drobinami złota. Kosztuje 3 tys. I można zabrać kielich na pamiątkę do apartamentu za 24 tys. Albo do zwykłej jedynki za 1,5 tys.

Stosunek zatrudnionych do gości wynosi w tym przybytku sześć do jednego. Na prawo od hotelu smażyły się w słońcu królewskie plaże, czasami można na nich zobaczyć białe hieny albo bengalskiego tygrysa z prywatnego zwierzyńca władcy. No cóż, każdy ma takiego kota, na jakiego go stać. Dubaj jest miastem przyszłości, nie tyle w sensie technologicznym, ale właśnie społecznym. Nie znam innego miejsca na tej planecie, gdzie dokonywałby się taki eksperyment: gospodarze kraju, obywatele (obywatelstwa nie można kupić, tylko członkowie siedmiu rodzin, siedmiu klanów mają obywatelstwo, wcześniej, do 1970 roku, mogli je także posiadać potomkowie obcokrajowców zamieszkujących Dubaj czy Abu Dhabi na stałe) zapraszają specjalistów z całego świata i stwarzają im warunki do pracy i do życia. A najwybitniejsze umysły planety budują miasto, które jest odzwierciedleniem, emanacją potrzeb i aspiracji współczesnego świata.

Z jednej strony technologiczny postęp, z drugiej nowe, liberalne idee, z trzeciej konserwatywny dystans Arabów. Trzeba szanować prawo szariatu, ale panuje tolerancja wobec innych religijnych postaw i potrzeb. Świątynia hinduska jest niemal tak wiekowa jak stojący obok pierwszy dubajski meczet. Działają kościoły różnych wyznań, żydowscy duchowni są zapraszani na konferencje o dialogu międzyreligijnym: rabin Schudrich był w Emiratach już dwa razy. Robotnicy z Azji, którzy w pełnym słońcu na wysokościach budują to niebosiężne miasto, pewnie nie mają ani czasu, ani siły o tym pomyśleć, ale wygląda na to, że konserwatywni Arabowie z Półwyspu, dzięki błogosławieństwu Boga, umożliwili światu wybudowanie liberalnej utopii.

ZOBACZ: Grzegorz Kapla po pięciokroć. O czym pisze w „Bezwładzie”, "Bezdechu", "Bezmiarze" i reszcie swoich książek?

CZYTAJ: Grzegorz Kapla: Może nowy świat będzie otwarty na wszystkich, a nie tylko na takich jak my sami? [FELIETON]