Grzegorz Kapla: Czym zajmuje się pisarz, którego książka święci triumfy na rynku?

Grzegorz Kalinowski: W maju ukaże się „Śmierć z ogłoszenia”. Dekoracje są inne, ale problemy jak najbardziej współczesne: akcja „metoo”, palenie dekoracji w takim sensie w jakim palono dla wyłudzenia odszkodowań fabryki w Łodzi, czy sanatoria w Zakopanem, jednym słowem będzie wiele spraw, które znamy z dzisiejszych czasów. Jednak różnica jest bardzo wyraźna: brutalizacja życia politycznego była w przedwojennej Polsce o wiele bardziej dotkliwa.

Jak to? Jesteśmy przecież w samym środku wojny nieustającej między PiS a PO

Patrzymy na dwudziestolecie tak, jak Niemiec, który wychodzi z Muzeum Powstania Warszawskiego i pyta „słuchajcie, kto w końcu wygrał to powstanie”? Patrzymy na historię przez barwny kalejdoskop, różowy filtr reklamy. Jesteśmy przy tym totalnymi ignorantami. I prawa, i lewa strona mówiąc o historii myli się, a czasami zwyczajnie kłamie, powtarzając tezy przedwojennej propagandy. Nie byliśmy potęgą, a do tego z tego co mieliśmy więcej pary szło w gwizdek niż w koła. Podziały między ludźmi były dramatyczne. Dzisiaj nie mamy wybijania szyb w sklepach, nie mamy morderstw politycznych, nie mamy napadów na dziennikarzy z mediów optujących za przeciwną opcją. Dołęgi – Mostowicza o mało nie skatowano na śmierć, przeżył, więc nie miał pomnika, tylko buicka, bo na pisaniu powieści zarobił krocie. Ale do dziennikarstwa śledczego już nigdy nie powrócił. Konflikt między Polakami istniał zawsze. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wówczas był ostry.

Być może za mało czytamy?

Przewijamy internet ucząc się świata z memów. Nie próbujemy dociekać co się za nimi kryje. Jedna strona pisze, że przyjęliśmy milion uchodźców z Ukrainy, żeby usprawiedliwić jakoś to, że nie chcieliśmy chrześcijan z Syrii. A Ukraińcy przybywają przede wszystkim dla lepszego życia, a nie uciekają przed wojną. Z drugiej strony czytamy, że w 1943 roku polskich uchodźców przyjął Iran, choć to przecież był kraj podzielony między Anglię i ZSRR. To Anglicy z Sowietami nas tam zakwaterowali, za nasze zresztą pieniądze. Za faktografię trzeba ponosić odpowiedzialność. To dotyczy dziennikarzy, scenarzystów i pisarzy. Ja mam dystans do swojego pisania, ale wiem, że przy odrobinie wysiłku można stworzyć historię, która naprawdę oparta jest na faktach. W  „Śmierci frajerom”, w części która toczy się w 1926 roku, spotkanie Piłsudskiego z prezydentem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego odtworzona jest drobiazgowo, bo ładunek emocjonalny tej sytuacji jest porażający.

- To jak nie przepuścicie mnie synkowie? – pyta bohater narodowy, ojciec niepodległości, który właśnie przyszedł ją złamać.

- Nie. – odpowiada młodziutki rekrut i patrzy w oczy marszałkowi.

- Będziecie strzelać?

- Będziemy strzelać.

I strzelali. Zginęło 379 osób.