Rozszerzona rzeczywistość - na czym polega?

Na zeszłorocznej konferencji I/O Google zapowiedziało wprowadzenie funkcji rozszerzonej rzeczywistości (AG - Augmented Reality) do Google Maps. Dojście do obecnej fazy testów zajęło nieco ponad rok. AR od Google najprościej opisać właśnie mianem rozszerzonej rzeczywistości. Wszystko polega na tym, że telefon zamiast standardowego wyglądu mapy oferuje nam możliwość, by rzeczywistość została rozszerzona o wirtualne wskazówki na ekranie naszego telefonu. Dla przykładu, trzymając smartfona w wyprostowanej ręce prostopadle do podłoża, w aplikacji wyświetli się aktualny obraz miejsca przed nami (a dokładniej przed obiektywem telefonu). Wskazówki dotyczące na przykład informacji o tym, kiedy mamy skręcić w lewo lub w prawo, wyświetlą się na tej uliczce, w którą mamy wejść. Brzmi lepiej niż zwykła nawigacja na mapie?

Rozszerzona rzeczywistość jest efektem bardzo dokładnego zbierania danych przez Google. Składa się na nią funkcja Street View w połączeniu z naszą geolokalizacją z przetworzonym obrazem SI. 

Czy rozszerzona rzeczywistość okaże się użyteczna?

Z pewnością AR dobitnie pokazuje, jak wielkich postępów dokonuje Google. Jest to kolejna wariacja na temat (a raczej na zjawisku) wirtualnej rzeczywistości. Ale jak to wszystko ma działać w praktyce? Rozszerzona rzeczywistość będzie wymagała od użytkownika marszu z telefonem w ręce - na linii wzroku. Nie tylko jest to niewygodne, ale i niebezpieczne - samo Google jeszcze jakiś czas temu wszystkich przed tym przestrzegało. Dziennikarze "Wall Street Journal" mieli już oczywiście szansę przetestować nowy bajer od Google i chwalą sobie precyzję wskazówek i ogólne działanie aplikacji. Oczywiście, jak to w fazie testów, pojawiają się też błędy. 

Z całą pewnością AR od Google - jeśli wypali - będzie przełomem nie tylko w nawigacji, ale także w pracy nad coraz bardziej popularnym VR-em. Kiedy wejdzie do powszechnego użytku? Kiedykolwiek by to nie było - już nie możemy się doczekać!