Wyobrażam sobie taką rozmowę na zebraniu inżynierów z księgowymi i zarządem Forda, w czasie gdy ekolodzy pikietowali przed wejściem do biurowca:

- zarząd: Musimy zrobić coś, żeby zadowolić Unię Europejską i ekologów,
- inżynierowie: mamy już pomysł, a w zasadzie gotowy projekt,
- zarząd: Ale to musi być coś specjalnego. Wiecie – ekologia, WLTP…
- inżynierowie: mamy świetny samochód, który ludzie pokochają.
- zarząd: jaki on będzie?
- inżynierowie: ZIELONY!
-zarząd: doskonale robimy to!
- zarząd do pikietujących: Będzie ZIELONY!
- pikietujący ekolodzy wpadają sobie w ramiona wiwatując na cześć Forda. Kurtyna.

Tradycja zobowiązuje

Ford nauczył swoich klientów, że nie zostawia niczego przypadkowi. Ich samochody są dopracowane technologicznie, a dodatkowo zachowują swoje geny mimo zmieniających się warunków i wytycznych z Unii Europejskiej. Zawsze, gdy Komisje wprowadzają nowe regulacje, Ford potrafi się do nich dostosować bez większego uszczerbku dla kierowców. Pokochaliśmy Forda za perfekcyjne prowadzenie i niezrównane w klasie zawieszenie dające maksymalną radość z prowadzenia i wyjątkowe poczucie bezpieczeństwa. Focus od momentu premiery pierwszej generacji stał się wzorem precyzji prowadzenia i nic w tej kwestii nie zmienił downsizing w trzeciej generacji i wprowadzenie do gamy silników 3-cylindrowych. Puryści rwali wtedy włosy z głowy twierdząc, że świat się skończył i że to ostateczna klęska, a jednak malutkie, jednolitrowe silniki EcoBoost przemierzają kolejne kilometry i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to skończyć. Mondeo, choć lada moment zakończy swoją karierę, wciąż jest uwielbiany przez dyrektorów kadry zarządzającej i nawet wejście w erę hybrydową nie zmieniło tego uczucia. A model S-Max? Nie wie nic o prowadzeniu samochodu rodzinnego ten, kto nigdy nie jechał na wakacje S-Maxem! To prawdziwy Van dla ojców rodziny! Era SUV-ów i Crossoverów zdaje się jednak dopiero rozpędzać, dlatego klienci coraz częściej wybierają samochody z podwyższonym zawieszeniem.

Sportowe piękno

Ford Puma wpisuje się w ten trend idealnie i proponuje kierowcom kompaktowe nadwozie oraz niezwykle przemyślane wnętrze. Auto byłoby jednak tylko miejskim Crossoverem, gdyby „niechcący” nie wpadł w ręce inżynierów z Ford Performance! Z zewnątrz od razu w oczy rzucają się grafitowe 19-calowe felgi, dokładka przedniego zderzaka, tylny spojler i czarny dach. Puma ST prezentuje się nad wyraz apetycznie i agresywnie, jej sylwetka jest bardzo zwarta i spójna. No i ten kolor! Zieleń jest wręcz hipnotyzująca i ciężko oderwać od niej wzrok.

Podobnie jest z wnętrzem. Po otwarciu drzwi na pierwszy plan wychodzą sportowe kubły Recaro, które od razu wzbudziły moje obawy: No pięknie, tylko jak ja się tu zmieszczę? Na szczęście podwyższone nadwozie pozwoliło mi wcisnąć się pomiędzy wysokim fotelem i kierownicą i nagle poczułem się jak w strefie serwisowej przed Rajdem Walii.

Co ja tu robię?

Sportowy fotel jest wąski i niezwykle głęboki, dlatego należy zapomnieć o komforcie jazdy i skupić się na drodze. Żeby nie zostać uznanym za hejtera, powiem tak: Nie każdy będzie czuł się dobrze w wyczynowym fotelu pomimo, że wyściełany jest Alcantarą. Moim zdaniem, mógłby być nawet pokryty papierem ściernym, a ja i tak niczego bym nie poczuł. Jeśli macie nawet 1 procent tkanki tłuszczowej w okolicach pośladków, będziecie mieli problem, tak wąskie jest siedzisko, a to co dzieje się z „nabiałem” po zajęciu miejsca możecie sobie tylko wyobrazić. Jeśli macie nawet szczątkowe genitalia, zrobicie wszystko, by znalazły się na waszych kolanach. Dodatkowo twarde i wysokie boczki siedziska ochoczo wbijając się w moje uda skutecznie blokowały przepływ krwi do stóp i odwracały uwagę od wszystkiego, co mogłoby dać mi przyjemność. Na szczęście ręczna regulacja fotela pozwoliła mi znaleźć jako taką pozycję do jazdy. Pozwolicie, że nie będę się rozpisywał na temat walorów wnętrza i przejdę do wrażeń z jazdy, bo skoro inżynierowie z Ford Performance zafundowali nam tak wyczynowe kubły, uznali zapewne, że reszta wyposażenia nie ma większego znaczenia.

Ford Puma ST jest samochodem, który rozpalał mnie stopniowo i muszę przyznać, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Jak już wspomniałem, jest to raczej wina mojej fizyczności. Po prostu ten samochód nie został zaprojektowany z myślą o grubasach. Pierwszego dnia zrobiłem po Warszawie około 40 kilometrów i przygotowywałem się psychicznie do tego, co miało się wydarzyć już następnego dnia rano. Czekała mnie bowiem trasa z Warszawy do Piszu i z powrotem. Nasmarowany jednocześnie Voltarenem i Amolem wgramoliłem się za kierownicę dając Pumie ST jeszcze jedną szansę, jednak mocno wyprofilowane fotele z wąskimi siedziskami nie pozwoliły mi na odprężenie. Powiem więcej, w okolicach Ostrołęki miałem ochotę porzucić Forda i dalszą drogę pokonać czymkolwiek, powtarzam - CZYMKOLWIEK!

Powtarzam, co ja tu robię?

I nagle zjechałem na słynne, boczne, mazurskie drogi, przełączyłem się w tryb SPORT i dopiero wtedy się zaczęło! Z układu wydechowego, wspomaganego ścieżką dźwiękową z głośnika poleciała muzyka, która wreszcie pasowała do charakteru tego zielonego „wariata”. Ryk silnika, sprzęgło, salwa z wydechu, dohamowanie do zakrętu, prawy ciasny, redukcja do trójki, gaz, przejście w lewy, cztery, gaz, redukcja do dwójki, strzał z wydechu, kolejny prawy i gaz na wyjściu. Noooo luuuuudzieeeee! Jak to się wkręca na obroty, jak reaguje na każdy ruch kierownicy! Jak się zabiera do roboty! Okazuje się, że ten 3-cylindrowy silnik 1,5 EcoBoost o mocy 200 KM potrafi takie rzeczy, że opadnięta broda zaczyna bezwiednie kołysać się w okolicach genitaliów wciąż pozostających na kolanach… Ford Puma ST dopiero na krętych drogach pokazuje swoje walory. Sztywne zawieszenie nie pozwala na najmniejszy uślizg, a opony Michelin Pilot Sport 4S wgryzają się w nawierzchnię na każdym zakręcie. Nagle dotarło do mnie, że przecież inżynierowie stroili zawieszenie tego małego Forda nitce słynnego toru Nurburgring. Darłem się z zachwytu pokonując kolejne kilometry, poganiając moją Pumę do galopu i tylko krowy chowające się w cieniu, spokojnie przeżuwając świeże sianko spoglądały na mnie obojętnym wzrokiem.

Jak bardzo pozory mogą mylić i jak bardzo bezkompromisowy samochód można dziś wyprodukować pokazała moja przygoda z Fordem Pumą ST. Śliczna zielona żabka do której machają dzieciaki, na zwykłej drodze może okazać się przekleństwem, jednak w jednej chwili potrafi zmienić się w potworka, który z obłędem w reflektorach potrafi przenieść kierowcę na odcinek specjalny legendarnego Rajdu Polski. Ciekawi mnie tylko fakt, że we wnętrzu nie ma ani jednego uchwytu w podsufitce, który nie pozwoliłby pasażerom zmienić się w worki ziemniaków. Chociaż nie, w ogóle mnie to nie obchodzi. Zaczynam się odchudzać, szukam siedliska na Mazurach i kupuję sobie Forda Pumę ST! Dziękuję za uwagę.