Z jednej strony mamy motoryzacyjnych konserwatystów, którzy na hasło „Mustang” wyobrażają sobie potężnie brzmiące V8 opakowane w masywne, sportowe coupe. Na przeciwległym biegunie są ludzie, którym głośny i palący między 15-20 litrów silnik jest całkowicie obojętny, a nawet zbędny.

Ford zatem wbił kij w mrowisko i tak podzielonego świata motoryzacyjnego. Tym kijem jest pierwsze w pełni elektryczne auto producenta - model Mustang Mach - E. Na pierwszy rzut oka to auto ma niewiele wspólnego z Mustangiem w klasycznym rozumieniu. Jest przede wszystkim … crossoverem?

ZOBACZ: Oto sportowa terenówka, na którą wszyscy czekamy: Lamborghini Urus ST-X

Tak, jest crossoverem lub nawet średniej wielkości SUV-em. W porównaniu z benzynową wersją, Mach - E jest zdecydowanie wyższy. Cała sylwetka auta poszła w górę, w tym linia nadwozia, która nie opada w charakterystyczny dla sportowego coupe sposób. Co więc pierwszy elektryk Forda ma wspólnego ze swoim oryginalnym spalinowym bratem? Głównie światła. I nazwę.

Całkowicie nowy system rozrywki

Wnętrze Mustanga Mach - E będzie (jak to w wypadku aut elektrycznych) nieco bardziej futurystyczne niż te, które do tej pory serwował nam Ford. Po środku umieszczono ekran sterowania pojazdem przypominający ten z Tesli, ponieważ jest umieszczony pionowo. Jest on centralnym punktem całego kokpitu, no bo ma w końcu aż 15,5 cala.

Darren Palmer odpowiedzialny za dział rozwoju elektrycznych aut w Fordzie stwierdził, że samochód … nakaże Ci pojechać na siłownię:

- Samochód zasugeruje kierowcy, by ten udał się na siłownie jeśli rozpozna, że taki poniedziałek jest dniem ćwiczeń, lub telefon do żony od razu po wyjściu z pracy, gdy będzie to robić codziennie po pracy.

Przyzwoite i budzące szacunek osiągi

Zdajemy sobie sprawę z tego, że auta elektryczne z reguły nie są budowane po to, by biły rekordy w sprincie do 100 kilometrów na godzinę, bądź do agresywnej jazdy po mieście (nie licząc BMW i3 udostępnianych w ramach car-sahringu Innogy). Mimo wszystko osiągi Mustanga Mach - E na papierze prezentują się całkiem przyzwoicie. Ford proponuje nam dwie odmiany swojego pierwszego w pełni elektrycznego auta. 

Pierwszą z nich jest słabsza wersja, która dysponuje 99 kWh baterią i da kierowcy 255 koni mechanicznych. Dystans na jednym ładowaniu? Około 600 przejechanych kilometrów! Inną ciekawostką ma być rzekoma możliwość wyboru między napędem na cztery koła, lub na tylnią oś.

Drugą ma być odmiana GT. Ta będzie już zdecydowanie szybsza, bowiem kierowca pod nogą będzie miał 465 koni mechanicznych (lub elektrycznych - co kto woli). Dzięki temu do pierwszej setki Mach - E GT rozpędzi się w około 5 sekund. Wielu osobom może nie podobać się stworzenie elektrycznego Mustanga, lecz trzeba oddać Fordowi, że wyprodukowanie dwóch wersji tego klasycznego e-rumaka jest miłym uśmiechem w stronę jego spalinowego brata.

Będzie miał dziurawy bagażnik

I dosłownie - i w przenośni. Przestrzeń bagażowa nowego Mustanga Mach-E jest większa również z tego powodu, że 100-litrowe miejsce na załadunek znajduje się pod maską. Ford chwali się, że w nim znajduje się tak zwany „mega box” znany z Forda Pumy, który ma oczywiście zatykaną na żądanie dziurę w podłodze. Dla przykładu, aby wypłukać buty, należy odkręcić korek i spuścić zalegające błoto lub wodę.

Ford Mustang Mach - E: cena i premiera 

Auto sprawia wrażenie gotowego na podbój rynku samochodów elektrycznych na całym świecie. Tak się jednak stanie dopiero pod koniec 2020 roku. Z czasem też poznamy i będziemy mogli zweryfikować dokładnie takie dane techniczne, jak szacunkowy dystans, który przejedziemy na jednym ładowaniu. 

Słabsza odmiana Mustanga Mach - E z 255-konnym motorem będzie kosztowała od 175 tys. złotych. Za mocniejszą wersję GT trzeba będzie zapłacić około 240 tys. złotych. Zainteresowani już teraz mogą składać zamówienia.