Cieszyć może fakt, że ktoś taki jak Keanu Reeves jest ostatnio na fali. Choć aktor nigdy tak naprawdę nie zniknął, to jednak tego typu popularności nie przeżywał pewnie od czasu pierwszego „Matriksa” z 1999 roku. W latach 90. był bez wątpienia jedną z tych gwiazd, na które chodziło się do kina. Dziś jest podobnie.

Co ciekawe, ponowne zamieszanie wokół niego wynika nie tylko z filmów, w których się pojawia, ale także z powodu jego medialnego wizerunku. Nie ma bowiem obecnie zbyt wielu gwiazd hollywoodzkich, które mają równie skromną i autentyczną osobowość, co Reeves. W mediach społecznościowych fani chwalą aktora m.in. za to, że nie dotyka kobiet przy pozowaniu do zdjęć. W różnych wywiadach Reeves często daje treściwe odpowiedzi na pytania w rodzaju „co sprawia, że jesteś zawsze tak przyziemny?” (jego odpowiedź – „grawitacja”).

To wszystko sprawia, że o Keanu mówi się nawet, że jest „ulubionym chłopakiem internetu”. Choć słowo chłopak średnio pasuje do 54-latka, to nie da się ukryć, że czas się go nie ima. Potwierdzeniem tego jest chociażby to, że został w maju twarzą kampanii męskiej kolekcji Saint Laurent. Odtwórca Neo kapitalnie prezentował się w czarnej skórzanej kurtce i ciemnym garniturze w prążki.

CZYTAJ TEŻ: Keanu Reeves nową twarzą kampanii męskiej kolekcji Saint Laurent

Ruch francuskiego domu modowego jest jak najbardziej logiczny, gdy weźmiemy pod uwagę to, że Keanu Reeves w sumie od zawsze był interesujący pod kątem swojego podejścia do mody. W ciągu swojej 34-letniej kariery filmowej Kanadyjczyk potrafił się odnaleźć w praktycznie każdej sytuacji. Gdy trzeba było ubrać elegancki garnitur na czerwony dywan, nie było problemu. A gdy nie musiał tego robić, to często stawiał na bardzo luźny, causowaly streetwear. Ba, w latach 90. wyglądał jak rasowy grungowiec. W końcu to facet, który uwielbia oversizowe koszulki, beanie, buty robocze i dżinsy.

Dziś częściej zobaczymy go we świetnie skrojonych, ciemnych garniturach, ale zamiłowanie do grungowego stylu z lat 90. mu właściwie nie minęło. Najważniejsze, że aktor pozostaje wierny sobie, co tylko sprawia, że jest jeszcze bardziej wiarygodny.