Chyba, że chcielibyśmy rozegrać turniej „na delegacji” w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie epidemia najwyraźniej wygasa. UEFA nie ma przecież specjalnego problemu ze współpracą z państwami rządzącymi twardą ręką, a pieniądz nie śmierdzi. Sęk w tym, że… może nie być komu grać. Choroba nie oszczędza bowiem nawet sportowców. Poza tym nie wiadomo, czy do tego czasu w ChRL nie pojawią się jakieś nowe mutacje koronawirusa lub zupełnie inne zagrażające nam zarazki. 

W ogóle kibiców może czekać dłuższy rozbrat z futbolem. Stoją ligi krajowe i rozgrywki pucharowe, nie grają reprezentacje. Wielu piłkarzy trenuje głównie w domu na PlayStation. Czy ten chory czas będzie sprzyjał spojrzeniu na futbol z pewnego zdrowego dystansu? W internecie krąży niczym wirus-mem z rzekomą wypowiedzią hiszpańskiej minister: „Dajecie piłkarzom po milion euro miesięcznie, a naukowcom – po tysiąc osiemset. Szukacie teraz ratunku? Poproście Ronaldo i Messiego, niech oni wam znajdą lekarstwo”. Okazało się, że to fejk, aczkolwiek mówiący o poważnym, realnym problemie. A nawet o dwóch. Pierwszy: w futbol ładuje się ogromne pieniądze, czasem wręcz jest to żenujące. Drugi: jest spora grupa ludzi, która uważa piłkarzy za totalną klasę próżniaczą, ponieważ ona sama futbolem się nie pasjonuje i patrzy na kibiców z góry.

Tymczasem profesjonalna piłka nożna to sektor szeroko pojętej rozrywki – jak filmy, gry komputerowe, koncerty muzyki pop. Dlaczego nie krążą memy o tym, żeby lek na koronawirusa odkrywały Kardashianki, członkowie zespołów K-popowych, Lady Gaga, Brad Pitt, aktorzy z serialu „Przyjaciele”, Zenek Martyniuk albo twórcy „Wiedźmina”? Przecież oni też tyle na nas zarabiają!  Na dodatek czasami niektórzy „artyści” odwalają chałturę, niczym futboliści grający w piłkarskiej klasie okręgowej… 

Oczywiście dobrze byłoby jakoś powstrzymać komercjalizację sportu i kultury. A jeszcze lepiej byłoby docenić – także finansowo – fachowców, którzy chronią nas przed chorobami. Naukowcy, lekarze, pielęgniarki, ratownicy… To cała armia ludzi. Dużo większa niż wszystkie zespoły grające w Lidze Mistrzów. Nawet, gdybyśmy zabrali wygórowane pensje piłkarzom (chociaż nie wiem jak, bo przecież nie dostają kasy z budżetu państwa tylko od klubów, sponsorów, reklamodawców), a potem podzielili na tę armię ochrony zdrowia, niewiele to zmieni. Tu trzeba zmian systemowych i zmian sposobu myślenia. Poza tym, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, sport to zdrowie i dobra zabawa. Siedząc tylko przed komputerem, nie ruszając się – z piłką czy bez – zamienimy się w groteskowe humanoidalne roboty.

Przypominam sobie, jak w latach 80. wypatrywałem w PRL-owskiej telewizji spotkań o wielką stawkę. Były chwile szczęścia – jak na mundialu w 1982 roku, i wielkie dramaty – jak na Heysel w 1985. Piłka, jak świat, toczyła się jednak dalej. Nie mogę się już doczekać kolejnego porządnego meczu. Najchętniej z widzami na trybunach oczywiście. 

---------

Adam Węgłowski - redaktor prowadzący magazyn „Focus Historia”. Pisze też w „Przekroju”, publikuje na łamach „Ciekawostek historycznych”. Wydał powieść osadzoną w realiach lat 80. „Czas mocy”, trylogię kryminałów retro („Przypadek Ritterów”, „Noc sztyletników” i „Krew Habsburgów”), a także popularyzujące historię książki „Labirynt Verne’a”, „Żywe trupy”, „Bardzo polska historia wszystkiego” i „Wieki bezwstydu”. Kocha gry planszowe, podróże, escape roomy, futbol i ciekawostki pozornie bez znaczenia. Powieść Adama Węgłowskiego „Czas mocy”, rozgrywającą się w Polsce w latach 80., można kupić zdalnie, nie wychodząc z domu. Wystarczy zamówić ją na stronie wydawnictwa Majula oraz na Allegro. Jak napisał jeden z recenzentów, „Czas mocy” to powieść łącząca fenomeny „Kapitana Żbika” oraz „Stranger Things”.