Osobiście głęboko wierzę, że wszystko czego doświadczamy w naszym życiu ma swój głębszy sens. Wierzę również, że w przypadku niepowodzeń, nie możemy się poddawać, a wręcz odwrotnie: powinniśmy wyciągać z nich lekcje na przyszłość i przeć naprzód. Wszak ponoć człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. 

Od klientów, którym z uwagi na panującą epidemię pomagam wyjść z finansowych tarapatów, słyszę, że żałują swojej nieroztropności podczas negocjowania i zawierania umów. Wyrzucają sobie, że nie sprawdzili, czym różni się zadatek od zaliczki czy nie zwrócili uwagi, jak długie okresy wypowiedzenia umów ich obowiązują. Na pocieszenie mogę powiedzieć tylko jedno: nikt z nas nie rodzi się prawnikiem, a my nie musimy znać się na wszystkim.

Próbuję znaleźć pozytywne aspekty obecnej sytuacji. Z niejaką przyjemnością obserwuję, jak jako społeczeństwo nabieramy coraz większej świadomości prawnej, walczymy o swoje i wykorzystujemy szanse, jakie niosą istniejące regulacje prawne. Mam głęboką nadzieję, że z tej trudnej lekcji życia, jaką przyszło nam odebrać, jedną z nauk będzie świadomość, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Czytajmy zawierane umowy „od deski do deski”, szukajmy haczyków, rozważajmy różne możliwości, a w razie wątpliwości - korzystajmy z pomocy profesjonalisty.

To tyle z teorii. A co oprócz budowania świadomości prawnej możemy zrobić dla naszych finansów, by wyciągnąć dodatkową lekcję z tego, co zgotował nam los?

Po pierwsze, budujmy poduszkę finansową - dawno, dawno temu, słuchając wykładu o świadomym finansowaniu, usłyszałam o konieczności sukcesywnego odkładania środków pieniężnych i budowaniu tzw. „poduszki finansowej”. W uproszczeniu, taka poduszka finansowa (zwana przez wielu po prostu „zaskórniakami”) powinna pozwolić przeżyć nam przez przynajmniej 6 miesięcy na takim poziomie, na jakim zwykliśmy żyć. Proste, prawda? W teorii każdy z nas wie, że oszczędności mogą być kluczem do wyjścia obronną ręką z życiowych turbulencji. Jednak już nie każdy z nas przykłada wagę do tego, by oszczędzać regularnie i świadomie - tak, aby zbudować z góry określony kapitał. Przyznam szczerze, że dzięki sukcesywnemu i wieloletniemu oszczędzaniu przez kilka najbliższych miesięcy mogę spać spokojnie. Wiem, że dzięki zbudowanej poduszce finansowej, w sytuacji utraty pracy czy innych perturbacji finansowych, będę miała oszczędności nie tylko, by przeżyć, ale także by mieć czas na spokojne szukanie rozwiązań w dobie kryzysu. 

Po drugie, dywersyfikujmy nasze przychody - szukajmy różnych źródeł, z których będą napływały do nas środki pieniężne. Obecna sytuacja dobitnie pokazuje, że w dużo lepszej sytuacji są osoby, które prowadzą kilka różnych biznesów lub łączą pracę na etacie z dodatkowymi zleceniami - są one po prostu lepiej przygotowane na plan B. Jeżeli do tego rachunku dodamy jeszcze poszerzanie horyzontów, zbieranie doświadczenia i zwiększenie poczucia bezpieczeństwa, wychodzi on zdecydowanie na plus. 

Po trzecie, budujmy swój biznes online. Jak każdy rodzaj działalności, tak i prowadzenie biznesu w sieci również ma swoje plusy dodatnie i ujemne. Wydaje się jednak, że w dobie epidemii zalety takiej działalności przeważają nad jej wadami, szczególnie jeżeli uwzględnimy możliwość pracy zdalnej i osiągania przychodów pasywnych ze sprzedaży produktów elektronicznych takich jak e-booki czy kursy online. W takim wypadku raz przygotowany produkt będzie mógł na siebie zarabiać i stanowić dodatkowe źródło przychodu, zabezpieczając naszą sytuację ekonomiczną. 

Oczywiście, istnieje jeszcze szereg innych pomysłów, które pomogą zapewnić nam miękkie lądowanie w sytuacji kryzysu finansowego. Jednak to, na co chciałabym zwrócić szczególną uwagę to przesłanie, że życie bez odpowiedniej świadomości prawnej i zabezpieczenia finansowego nie jest najlepszym rozwiązaniem. Szczególnie, jeżeli chcemy spać spokojnie w sytuacjach takich, z jakimi dziś przyszło nam się mierzyć - w sytuacjach kryzysowych, gdy z dnia na dzień będziemy mogli stracić grunt pod nogami. Ta epidemia mocno nam to uświadamia…

Tak jak w swoich wierszach pisała Wisława Szymborska, „każda zła godzina mija”. Podobnie, po każdej burzy wychodzi słońce. Tak będzie zapewne i w tym przypadku. Najważniejsze, żeby teraz przetrwać, a to co złe, przekuć w dobro i wyciągnąć lekcję z tego, co przynosi nam los. Wierzę, że poniekąd dzięki panującej epidemii zaczniemy żyć bardziej odpowiedzialnie i świadomie. I że kiedy nadejdą kolejne złe godziny, będziemy na nie lepiej przygotowani. 

---------

Emilia Sulisz-Olkowska - adwokat i certyfikowany księgowy, który na co dzień przekłada skomplikowane przepisy na praktykę. Wykładowca i szkoleniowiec, który opowiada o prawie bez nadmiernego nadęcia. Pasjonatka wszystkiego, co wiąże się ze świadomym inwestowaniem. Wspólnie z Mają Bohosiewicz-Kwaśniewską wydała e-booka: „Z koroną przez biznes”, stanowiącego drogowskaz dla przedsiębiorców i ich pracowników w dobie panującej epidemii.