Gdy 13 sierpnia 2018 roku Ricardo Sa Pinto podpisywał 3-letni kontrakt z Legią Warszawą, można było zakładać, że władze klubu mają wielkie nadzieje wobec portugalskiego trenera. Jednak cztery gole, które Biała Gwiazda wbiła w niedzielę (31 marca) Legionistom przesądziły sprawę. Były piłkarz Realu Sociedad stał się drugą głośną ofiarą minionej kolejki w Lotto Ekstraklasie. Ricardo Sa Pinto wytrzymał 231 dni w Legii Warszawa.

Prezes klubu Dariusz Mioduski zarzekał się, że powodów zwolnienia Pinto było „multum”. Dodał także, że nie była to „kwestia jednego spotkania czy chwili”. Podkreślił, że najważniejsze dla Legii jest wygrywanie trofeów, ale przegrana z Wisłą miała pokazać mu, że Portugalczyk niekoniecznie jest osobą, która może dać im tytuł w tym sezonie. Faktem jest, że Legia pod wodzą Pinto nie osiągała wielkich wyników. Patrząc jednak na ruchy Miodulskiego w ostatnich latach, można powiedzieć, że nawet zdobycie mistrzostwa Polski nie jest żadną gwarancją, by dany trener pozostał w następnym sezonie na swoim stanowisku.

Plaga zwolnień w Ekstraklasie

Tak było chociażby w przypadku Chorwata Deana Klafurica, który w zeszłym roku pożegnał się z pracą w klubie zaledwie 73 dni po wywalczeniu tytułu. Był to efekt kiepskiego występu Legii Warszawa w eliminacjach Ligi Mistrzów. Tym samym pobił rekord Jacka Magiery z 2017 roku, który opuścił Łazienkowską po 101 dniach od czasu, gdy sięgnął z drużyną po mistrzostwo. Jeszcze miesiąc przed zwolnieniem Magiery, Mioduski pisał o pełnym poparciu dla niego. Cóż, w Ekstraklasie sytuacja zmienia się dynamicznie.

Wystarczy wspomnieć, że Magiera wyleciał w momencie, gdy w Ekstraklasie panował prawdziwy pogrom trenerski. Chwilę po rozpoczęciu rozgrywek ze swoją pracą pożegnali się również Piotr Nowak (Lecha Gdańsk), Mariusz Rumak (Bruk-Bet Termalica Nieciecza) oraz Dariusz Wdowczyk (Piast Gliwice). Gdyby spojrzeć na to zjawisko z szerszej strony, to okazuje się, że gdzieś tak od sezonu 2008/09 co najmniej trzech szkoleniowców traciło pracę przed październikiem. Dość powiedzieć, że w latach 2008-2019 Legia zatrudniła aż 12 trenerów. Inne duże kluby wykazywały podobny brak stabilizacji: Lechia dokonała 14 zmian, Wisła 13, Jagiellonia 7.

Wyjątkiem w tym aspekcie był poprzedni rok, gdy pracę stracił jedynie wspomniany wcześniej Klafuric. Na jego miejsce przyszedł właśnie Sa Pinto, który też jest już przeszłością – teraz do końca sezonu Wojskowych poprowadzi Aleksandar Vuković. Nie będzie żadnej przesady w stwierdzeniu, że prowadzenie Legii Warszawa jest ostatnio najbardziej ryzykowną pracą w polskiej piłce.

Adam Nawałka zwolniony

Przypomnijmy, że w niedzielę 31 marca Lech Poznań odsunął Adama Nawałkę od prowadzenia pierwszej drużyny. Bilans Nawałki nie był powalający od czasu, gdy przejął „Kolejorza” (koniec listopada ubiegłego roku). Pod jego wodzą klub rozegrał jedenaście spotkań i wygrał zaledwie pięć. W ostatnich trzech meczach drużyna dwa razy przegrała i raz remisowała. To wystarczyło władzom klubu, by zakończyć współpracę. Choć pogłoski o takim ruchu krążyły już od jakiegoś czasu, to mało kto myślał, że stanie się to po sobotnim bezbramkowym remisie Lecha z Koroną Kielce.

Dziennikarz Przemysław Rudzki w swoim tekście dla „Przeglądu sportowego” dobitnie stwierdził, że to, co się stało z Nawałką, idealnie obrazuje polski futbol ligowy.

Jest tutaj jak w czeskim filmie, głupie to wszystko, śmiejemy się, ale jednak przez łzy. Zatrudnienie Adama Nawałki po to, by zbudował nową jakość i potęgę Kolejorza, a następnie zwolnienie go po niespełna czterech miesiącach, jest kompromitacją organizacyjną. Pokazuje dobitnie, że polskie kluby nie chcą się nawet przekonać, czy jakiś plan wypali, wolą od razu wcisnąć guzik detonatora” – czytamy. Nie dość, że trudno się z nim nie zgodzić, to jeszcze jesteśmy pewni, że nic pod tym względem się nie zmieni – trenerzy wciąż będą „padać jak muchy” w Ekstraklasie.