Zbyt silne przywiązanie do koncepcji Keyesa może sprawić, że naprawdę uwierzymy, że przed nami była prawda, sama prawda i tylko prawda. Ludzie nie kłamali, a wszystkim żyło się dostatniej. To oczywiście NIEPRAWDA. Ludzie kłamali tak samo, prawda była umowna, a wiara w mity była równie duża. Jedyny plus tamtych czasów był taki, że kłamstwa nie rozprzestrzeniały się tak szybko, choć i wtedy wiele z nich miało rażącą moc. Dziś, kiedy w Internecie każdy może być ekspertem i napisać wszystko to, co mu ślina na język przyniesie (Internet okazał się dużo bardziej cierpliwy od papieru), kłamstwa, półprawdy i mity wylewają się szerokim strumieniem z ekranów komputerów. Bo kto mi udowodni, że Ziemia na pewno nie jest płaska, a Amerykanie na pewno wylądowali na Księżycu? Jaki macie dowód na to, że UFO nie istnieje, a szczepionki nie wywołują autyzmu? No i wreszcie kto mnie przekona, że jak zmieszam sproszkowane skrzydło kruka ze skrzekiem żaby i wypiję tę miksturę, to nie będzie to bardziej skuteczne od antybiotyku? No kto?

Na szczęście są tacy, którzy się nie boją i postanawiają walczyć z mitami naukowymi. W 2012 roku małżeństwo Aleksandra i Piotr Stanisławscy założyli portal CrazyNauka.pl, na którym cierpliwie wyjaśniają o co w nauce chodzi. Podziwiam ich za wiele rzeczy. Po pierwsze za to, że są odważni. Po drugie za to, że są mądrzy. I po trzecie, za to, że mają nieskończone pokłady cierpliwości. Bo jak się okazuje, są również głupie pytania, a nie tylko głupie odpowiedzi!

ZOBACZ TEŻ: Nobel dla Europejki, czyli o literackich zetknięciach z Olgą Tokarczuk. Pisze Tomasz Sobierajski

W związku z tym z wielką radością przeczytałem ich książkę „Fakt, nie mit”, która – tak czuję - jest tylko pierwszą z serii, bo w walce z pseudonauką jest jeszcze wiele do zrobienia. Stanisławscy piszą tak pięknie, jak mówią. Opowiadają o nauce i badaniach ze swadą, humorem, ciekawie i potoczyście. Rozwiewają mity związane z medycyną, genetyką, biologią czy fizyką. Skrupulatnie krok po kroku wyjaśniają mityczne zawiłości i bronią naukowych osiągnięć z wrodzoną godnością. Ich książka może być nie tylko fascynującą podróżą po ludzkim umyśle, zaplątanym w nieracjonalność, ale także podręcznikiem dla tych, którzy są ciekawi świata. Jak również ratunkiem dla tych, którzy boją się tego co naukowe i nowoczesne.

Od kilku lat uczę moich studentów i słuchaczy - szczególnie tych, którzy są związani z medycyną - tego, żeby zwracali uwagę na słowa, które wypowiadają, bo każde z nich niesie ze sobą prawdziwą, sprawczą moc. Jednym z przykładów jest określenie „medycyna alternatywna”. Używane przez wielu szarlatanów sprawiło, że wydaje nam się, że tzw. „medycyna alternatywna” jest alternatywą, inną drogą leczenia, dla medycyny. Innymi słowy szarlataneria jest alternatywą dla nauki. Tak nie jest! Nie ma czegoś takiego jak „medycyna alternatywna”. Jest medycyna jako nauka, w ramach której stosuje się terapie w oparciu o najnowsze osiągnięcia technologiczne, poparte wieloletnimi, systematycznymi badaniami klinicznymi. I poza nią nie ma nic. Są tylko mity, przekłamania i wykorzystywanie przez spryciarzy naiwności ludzi, którzy w walce o swoje zdrowie i życie gotowi są zaprzedać duszę diabłu. 

Mocno trzymam kciuki za Aleksandrę i Piotra Stanisławskich i sukces czytelniczy ich książki, bo dzięki nim mam nadzieję na to, że świat będzie mądrzejszy, a przez to piękniejszy.