ZOBACZ: ELLE MAN z Dominikiem Sadochem na okładce

Przemek Dankowski: W jednej z ostatnich kampanii prezentowałeś kolekcję inspirowaną stylem Davida Bowiego, który był jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci w historii muzyki.  Mam wrażenie, że jesteście do siebie podobni. Ty też masz barwną osobowość, uwielbiasz sztukę i patrzysz na świat dość nieszablonowo...

Dominik Sadoch: Nie wiem, jak odpowiedzieć na takie porównanie. Na pewno patrzę na świat nieszablonowo. Ostatnio jeszcze bardziej zacząłem dostrzegać ten wszechpanujący wzór, który zdecydowanie nie jest dla mnie. Niestety, wielu ludzi nie miało okazji się przebudzić i tkwią w nim, zapominając o sobie. 

W modellingu osobowość często schodzi na drugi plan. To właśnie wygląd determinuje to czy model dostanie angaż do kampanii, pokazu czy też nie.  Czy nie denerwuje Cię to, że Twoja kariera jest zależna od czegoś aż tak ulotnego?

Różnie to bywa. Bardzo często to właśnie osobowość przeważa szalę. Koniec końców pięknych ludzi jest bez liku, a wysokiego, przystojnego nastolatka nietrudno jest zastąpić. Jednak jeżeli mówimy o karierze dłuższej niż sezon lub dwa, modelling to znacznie więcej niż ładna buzia i odpowiednie wymiary. Rozumiem jak działa ta branża, dlatego ze spokojem idę przed siebie i zdaję sobie sprawę z tego, że nie można mieć wszystkiego na raz. 

W jednym z wywiadów Ola Rudnicka stwierdziła, że modelling to zawód, który często wymaga działań niezgodnych z własnymi przekonaniami, a sukces w tej branży odnoszą ci, którzy potrafią się z tym pogodzić i mimo to pracować dalej.

Można tak powiedzieć o bardzo wielu branżach, a nawet pewnie o wszystkich. Moim zdaniem zależy to od ludzi, których na swojej ścieżce napotkamy. W tej chwili nie potrafię sobie przypomnieć żadnej sytuacji, w której działałbym niezgodnie z własnymi przekonaniami. Jeżeli czuję się z czymś niekomfortowo, to tego nie robię. Kilka lat temu odmówiłem zapozowania nago u boku Kate Moss, bo zwyczajnie nie byłem na to gotowy. Teraz jestem bardziej pewny, swobodny i świadomy, dlatego nie miałem problemu pokazać się w „pełniejszej odsłonie” na planie jednego z ostatnich edytoriali. 

Na pierwsze testy do Mediolanu wyjechałeś mając 15 lat. To z reguły czas, kiedy u młodego mężczyzny kreuje się poczucie własnej wartości. Ty wtedy brałeś udział w castingach, gdzie oceniano przede wszystkim Twój wygląd. Czy to wpłynęło na to, kim jesteś dzisiaj?

Bardziej niż ocenianie mojego wyglądu, wpłynęły na mnie castingi same w sobie. Liczne spotkania totalnie oswoiły mnie z ludźmi. Szybko przestało mnie to stresować, nauczyłem się zachowywać spokój i być sobą niezależnie od okoliczności. Teraz żadna rozmowa o pracę mi nie straszna. Stałem się o wiele bardziej otwarty, pamiętam o bliskich mi wartościach, o własnych przekonaniach i mówię to, co myślę, dlatego poznawanie nowych osób to dla mnie bułka z masłem. Jednak modelling może bardzo namieszać w głowach ludzi. Klucz to nie dać się zwieźć wizji high-life’u
i rozważać różne scenariusze przyszłości. Nie zakładać, że zawsze będzie jak w bajce. Do tego nie ulegać presji i po prostu bacznie obserwować, uzupełniając tym samym ankietę osobowościową w głowie.

W krótkim czasie stałeś się jednym z najbardziej rozchwytywanych top modeli na świecie. Pracowałeś dla Gucci, Valentino, Prady czy Armaniego a sam Kim Jones stał się Twoim największym fanem. To wszystko brzmi jak niezły roller coaster, a Ty masz przecież dopiero 22 lata!

Ogromnie mnie to cieszy, że moja przygoda trwa już sześć lat, a do tej pory dzieją się ciekawe rzeczy i pojawiają się nowe współprace. To jest roller coaster, ale jak na razie to szybkie tempo, spontaniczność i zmiany na ostatnią chwilę nadal mi odpowiadają. Nie narzekam, dostrzegam same pozytywy. Lubię, gdy dużo się dzieje. Czuję, że żyję pełnią życia i uważam to za wielkie szczęście i błogosławieństwo. Za wszystko jestem przeogromnie wdzięczny. 

Czyli Dominik Sadoch nie zamierza w najbliższym czasie zwolnić tempa?

Nie zamierza, może z wyjątkiem sierpnia. Jest to miesiąc, w którym przeważnie dzieje się o wiele mniej. Z utęsknieniem czekam na czas w Warszawie, który zawsze uwielbiam. Planuję też całkowicie odciąć się na kilka dni, zrobić taki pełny reset daleko od miasta. Uwolnić się od obowiązków i różnej postaci „rozpraszaczy”. Nie gonić za niczym, kultywować JOMO (przeciwieństwo FOMO). Cieszyć się ciszą. Potem mogę dalej pędzić. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje. 

Nie mogę nie zapytać o pamiętny pokaz Louis Vuitton AW18. Pojawiłeś się wtedy na wybiegu obok legendarnej Kate Moss i Naomi Campbell. Jakie to uczucie?

Kim Jones niesamowicie mnie wzruszył takim wyróżnieniem, zwłaszcza dlatego, że była to jego ostatnia kolekcja dla Louis Vuitton. Zaprezentowanie ostatniej sylwetki, zamykając pokaz tuż po takich ikonach było bardzo ekscytujące. Wyjątkowo się stresowałem, ale to chyba dlatego, że niestety myślami byłem jedną nogą gdzie indziej. Z powodów prywatnych czułem się przytłoczony, więc nie udało mi się w 100% skupić na "tu i teraz". Jednak od razu po zejściu z wybiegu wpadłem w objęcia całego zespołu i wspólna euforia pomieszana z nostalgią pozwoliła mi w pełni przeżyć ten emocjonalny i, jakby nie patrzeć, historyczny moment. Kim Jones to naprawdę geniusz, który co rusz dopisuje kolejne sensacje na kartach historii mody. 

Ostatnio trafiłeś również na swoją pierwszą okładkę ELLE MANA. To olbrzymie wyróżnienie!

Tak! To był super dzień. Z chłopakami znamy się już bardzo długo, dlatego super było to jakoś zapisać. Sesje zdjęciowe to dla mnie bezcenne pamiątki. Oprócz tego, że na planie pojawiłem się jako ostatni, to pamiętam, że było zimno i bardzo dużo się śmiałem, panowała świetna energia. Z takimi nastrojami mogę pracować niezależnie od warunków.

Wspomniałeś, że na planie pojawiłeś się jako ostatni. Wiem, że czas nie jest Twoim sprzymierzeńcem i czasami zdarza Ci się spóźnić...

No cóż, za to mam wielu innych sprzymierzeńców. Do tej pory los często mi pomagał i spóźnienie jakoś się niwelowało. Nie wiem jak to działa - nawet jak mam najlepsze intencje i robię wszystko, żeby być punktualnie, to i tak coś zawsze mi wypadnie! Zawsze mi się wydaje, że mam czas na wszystko. Często myślę, że w niektórych sytuacjach to sprawka przeznaczenia, bo koniec końców dzieje się najlepszy z możliwych scenariuszy. Dziwną mam relację z czasem, ale lubię ją.

Zastanawiałeś się kiedyś, jakby wyglądało Twoje życie, gdybyś nie zdecydował się zostać modelem?

No jasne! Ale nie mam pojęcia, jakie by było - wszystko mogłoby się wydarzyć. Wiem tylko, że mając 15 lat najbliższy wydawał mi się pomysł studiowania architektury, ale co ja wtedy wiedziałem. Wydaje mi się, że osobowościowo byłbym podobny, jednak osiągnięcie takiego poziomu samoświadomości zajęłoby mi więcej czasu. Praca od tak młodego wieku to bardzo przyspieszony kurs wszystkiego. 

Na swoich kanałach w social mediach zgromadziłeś już potężną grupę fanów. Czy czujesz presję, że każdy Twój post, InstaStories są obserwowane przez tysiące osób z całego świata? To olbrzymia odpowiedzialność.

Na moim profilu pokazuję prawdziwego siebie. Nie czuję presji. Robię to, na co mam ochotę lub w danym momencie czuję. Uważam jedynie, żeby nie zostać źle zrozumianym. Gdy żartuję to staram się to podkreślić, zawrzeć jakieś wskazówki. Zależy mi przede wszystkim na autentyczności i realizmie. Social media zalewają nas obrazami i bardzo łatwo jest zapomnieć, że przecież nigdy nie znamy pełnej prawdy. Tworzymy własne wizje i interpretacje, często ciągnące nas samych w dół. To okropne, jak bardzo nas to rozprasza i mydli oczy. Popadamy w wir czarnych myśli - "inni mają lepiej", "u nich jest tak czadersko". Trudniej wtedy o pamiętanie, za co doceniamy własne życie, za co jesteśmy wdzięczni. Sam też czasami mam z tym problem. W momencie, kiedy pojawią mi się w głowie takie głosy, odrzucam telefon. 

Na swoim instagramie pokazałeś zdjęcie, gdzie pozujesz nago. Wywołało ono wiele pozytywnych reakcji. Czy miałeś obawy przed opublikowaniem tego postu? W końcu temat nagości wciąż budzi spore kontrowersje.

Nie mogłem się doczekać, żeby zobaczyć i pokazać to zdjęcie! Nie miałem żadnych obaw, bo byłem pewny swojej decyzji. Uważam, że komfort we własnej skórze to rzecz warta promowania. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Wszyscy mamy lepsze i gorsze dni. Za każdym razem, gdy patrzymy na swoje odbicie, widzimy się trochę inaczej, dlatego nie jesteśmy obiektywni, dlatego wszyscy mamy coś, co nam chociaż trochę przeszkadza. Byłem gotowy na kontrowersje, ale chyba takowe się nie pojawiły...

Czyli top modele też mają kompleksy?

Wszystko jest w głowie. Każdy może się zmagać z czymś, czego w ogóle byśmy nie podejrzewali obserwując z zewnątrz. O tym właśnie mówię! Najgorsza rzecz, jaką możesz zrobić, to porównywanie się z innymi.

W ostatnim czasie w Warszawie odbyła się Parada Równości, w której wziąłeś udział. Czy to ważne dla Ciebie, aby wspierać takie inicjatywy?

Oczywiście, że tak! Jest to okazja do celebrowania wolności wyboru i równości dla każdego, nie tylko osób nieheteroseksualnych. A jednocześnie okazja do podkreślenia tematów, gdzie nadal wymagana jest praca. Wystarczy spojrzeć na postulaty parady, które poruszają ogromnie istotne kwestie takie jak: antydyskryminacja wszelkich mniejszości, prawa osób transseksualnych, równość płci, walka z mową i przestępstwami z nienawiści, prawo każdego obywatela do związku partnerskiego czy małżeńskiego i wiele innych. Cudownie jest widzieć uśmiechniętych, radosnych, świętujących, życzliwych sobie ludzi. Oczywiście można było zaobserwować też inne postawy, dlatego tym bardziej takie inicjatywy są bardzo ważne i potrzebne. Ludzie muszą przestać spać, czas otworzyć oczy i zrozumieć, że nie można patrzeć na świat przez tak wąski obiektyw. 

Na Paradzie Równości byłeś razem z Igą Lis. Wciąż jesteście przyjaciółmi?

Tak, przyjaźnimy się nieprzerwanie od kiedy się poznaliśmy. 

Nie da się ukryć, że ciągle jesteś w podróży. Mam świadomość, że przy takim trybie życia trudno jest dbać o relacje z innymi ludźmi. Czy mimo to udało Ci się ustatkować, a może nawet nie myślisz o stałym związku?

To ogromne szczęście, że mam tyle niesamowitych ludzi w swoim życiu. Wierzę, że z moimi przyjaciółmi odnalazłem się dzięki przeznaczeniu, jesteśmy pokrewnymi duszami. Jest to na tyle silne połączenie, że dystans nam niestraszny. Może to brzmi śmiesznie, ale tak jest. Stała romantyczna relacja jest jak najbardziej możliwa, jednak teraz chcę skupić się na relacji ze sobą, która koniec końców jest najważniejsza. Trzeba być w pełnej zgodzie ze sobą, żeby móc być w pełnej zgodzie z drugą osobą - wtedy jest bosko. 

A jak wyobrażasz sobie siebie za kilkanaście lat? Czy masz jakąś alternatywę dla modelingu? W końcu w tym zawodzie emerytura przychodzi stosunkowo wcześnie.

Wyobrażam sobie siebie dalej u boku moich przyjaciół. Myślę o przyszłości, ale ważne jest TU I TERAZ, nie upieram się przy żadnym konkrecie, rzeczy cały czas ulegają zmianie, ścieżka się aktualizuje. Zasada numer jeden to być prawdziwym sobą i szczęśliwym w każdej okazji, która nas napotka. A moje największe marzenie to iść przez życie z moją wybraną rodziną już zawsze. Reszta rzeczy nie ma aż takiego znaczenia. Razem przez sukcesy i dołki. Prawdziwe więzi i uczucia to dla mnie największa wartość.