Lamborghini Sian FKP 37– najdroższy afrodyzjak

Przed tym samochodem miękną kolana nawet najbardziej nieczułych na południowe wdzięki kochanków. Sian jest jak jeden z drużyny Transformersów, jednak zbudowany z miłości i emocji okrytych woalem dźwięków anielskich chórów unoszących się na mgle inżynieryjnej doskonałości. To Lamborghini nie jest już samochodem. Jest zjawiskiem, będącym w stanie opętać każdego, kto na niego spojrzy. Miejsce w którym powstało to motoryzacyjne dzieło sztuki nosi nazwę Sant’Agata Bolognese i znajduje się niedaleko Modeny w północnych Włoszech. To tu tworzy się auta, które masowo trafiają na plakaty, zdobiące ściany pokojów chłopców w każdym wieku. W moim na honorowym miejscu wisiał legendarny Countach, u mojego syna wisi Aventador SVJ, ale sądzę, że jego miejsce już niebawem zajmie właśnie Sian. Auto z Aventadorem dzieli monstrualny 6,5 litrowy silnik V12, który dostał dodatkowy zastrzyk mocy w postaci elektrycznego wspomagacza. Moc jaką generuje teraz hybrydowe serce Lamborghini to 819 dzikich koni mechanicznych, a napęd przenoszony jest na wszystkie koła. Osiągi? 2,8 sekundy do 100 km/h i prędkość maksymalna 350 km/h. Sian jest więc jak Tony Stark: przystojny, pewny siebie, błyskotliwy i zniewalająco czarujący, by w jednej chwili przeistoczyć się w Iron Mana, gotowego do walki z każdym wrogiem. Wnętrze auta określane słowami „touch and feel”, wykonane z najlepszych materiałów, jest połączeniem ultra sportowego charakteru z komfortem godnym najzamożniejszych tego świata. Podobno Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach, ale ten drogowy Adonis wyceniony został na 14 milionów złotych i z 63. wyprodukowanych egzemplarzy podobno 2 są już w Polsce. Rozglądajcie się więc dookoła, bo miłość może czaić się tuż za rogiem.

Ferrari SF90 Stradale – karoca zaprzęgnięta w 1000 koni

Jeśli nie słynny byk, to może wierzgający rumak? Słowo, które rozpali nawet najbardziej zmarznięte serca brzmi: Ferrari. Mówi się, że jeśli Ferrari to tylko w kolorze Rosso Scuderia i choć SF90 Stradale zamówić można w tysiącu innych, to wydaje się, że właśnie czerwony będzie najlepszym na walentynkową randkę. Po pierwsze, czerwony to kolor miłości, a po drugie jest duża szansa, że wasza wybranka będzie miała paznokcie pomalowane właśnie w tym kolorze. SF90 jest modelem wyjątkowym pod kilkoma względami: Jest pierwszym, którego moc osiągnęła wartość 1000 KM, a także pierwszym, który napędzany jest hybrydą Plug-in! Co za czasy, że nawet Ferrari można podłączyć do gniazdka! Co prawda, akumulatory pozwolą na przejechanie w ciszy zaledwie 25 kilometrów, ale kilkudziesięciominutowy postój przy ładowarce będzie świetnym pretekstem, by się lepiej poznać. Myślę jednak, że zapraszacie damę do czerwonego Ferrari nie po to, by stać na oznaczonym na zielono miejscu parkingowym, a by spędzić czas na niezapomnianej przejażdżce. Ferrari SF90 Stradale dysponuje doskonałym silnikiem, który zapewnić może niezapomniane wrażenia. Przyspieszenie do 100 km/h w 2,5 sekundy, 7 sekund do 200 km/h i prędkość maksymalna 340 km/h zagwarantują wam pewny sukces. Dodatkowo bolid z Maranello wyposażony został w szereg systemów, dzięki którym staniecie się mistrzami jazdy po torze, a zachwyt partnerki sprawi, że noc będzie wasza.

Rolls-Royce Cullinan – prywatny gwiazdozbiór w latającym dywanie

Chwile uniesień we dwoje, by były wyjątkowe, wymagają specjalnej oprawy, a jeśli mają wydarzyć się w Święto Zakochanych, konieczne jest znalezienie miejsca, w którym pod rozgwieżdżonym niebem na miękkim kocu rozkoszować się będziecie perlistym Szampanem, czy Prosecco. Tylko ktoś zrobił nam psikusa i wymyślił, że Dzień Świętego Walentego obchodzić będziemy 14-lutego, czyli w samym środku zimy. I choć możemy liczyć na rozgwieżdżone niebo, to koc nawet ten podgrzewany szybko przegra ze zmrożoną ziemią, o bąbelkach w kieliszkach nie wspominając. I tu z pomocą przychodzi brytyjski arystokrata znany ze swojego luksusowego usposobienia. Ten czarujący Gentleman zaprosi do swojego wnętrza, podgrzeje fotele wykonane z najszlachetniejszej skóry i zaserwuje kieliszek radosnego trunku wprost ze swojego luksusowego barku. Ale co z niebem, zapytacie… co z gwiazdami? Otóż Rolls-Royce zafunduje wam prywatny pokaz gwiazd, bowiem jego podsufitka, nazywana Sky Roof, usłana jest setkami migoczących punktów świetlnych tworzących niesamowity nastrój. Rolls-Royce pytany o osiągi swoich samochodów twierdzi, że są wystarczające, ale co to właściwie oznacza? Cullinan, będący wiktoriańskim pałacem na kołach za sprawą 12-cylindrowego silnika o mocy 571 KM jest w stanie przemieścić was w dowolne miejsce z prędkością 250 km/h, a pierwszą setkę osiąga w 5,2 sekundy. Tak, to są absolutnie wystarczające osiągi, jak na dom. Powiedzcie sami, gdzie wam będzie lepiej? Tym bardziej, że waszej prywatności strzec będzie sama „Spirit of Ecstasy”…

Aston Martin DB11 – bo każdy chce być jak James Bond

Któż nie chciałby się wcielić w postać najsłynniejszego szpiega „w służbie Jej Królewskiej Mości”, agenta z licencją na zabijanie? Któż nie chciałby na ten jeden dzień zostać Jamesem Bondem, potrafiącym oczarować każdą kobietę? Odpowiedź znam doskonale, ale by wcielić się w rolę Agenta 007, oprócz idealnie skrojonego garnituru od Toma Forda, zegarka Omega Speedmaster Diver 300 M i wstrząśniętego Martini z wódką, powinniście w kieszeni spodni mieć kluczyk do Astona Martina. Którego? Jeśli stać was na kultowego DB5, to możecie przestać już czytać, bo pewnie jesteście prawdziwym Jamesem Bondem. DB9, choć wciąż fascynujący, lata swojej świetności ma już za sobą, a jeszcze nie zdążył zestarzeć się na tyle, by stać się klasykiem. Pozostaje więc model DB11 AMR, wyposażony w 12-cylindrowy motor o mocy 630 KM. Przyspieszenie 3,7 s do 100 km/h i prędkość maksymalna nieco ponad 330 km/h są w stanie rozbroić każdą agentkę obcego wywiadu, a co stanie się potem, znacie przecież z książek i filmów… Aston Martin jest ucieleśnieniem stylu i szyku i dobrem narodowym Wielkiej Brytanii, a ponadprzeciętne osiągi są tak naprawdę dopełnieniem tego wytwornego obrazu. Aston Martin B11 AMR jest tak czarujący i obezwładniający, że gdybym wciąż był piękny i młody, a nie tylko piękny, dałbym się porwać, rozbroić i uwieść jednocześnie, bo każdy przecież czeka na swojego księcia z bajki.

Bugatti Chiron Super Sport 300+ - król sprinterów

Chcąc skutecznie poderwać partnerkę, z którą spędzicie niezapomniane Walentynki powinniście zadbać nie tylko o powierzchowność, ale i o kulturę fizyczną. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to pozostaje wam albo wspominać „Tłusty Czwartek”, albo wziąć się za siebie i spróbować swoich sił za rok. Jest jeszcze jeden sposób, dość kosztowny, ale 100-procentowo skuteczny i nazywa się Bugatti Chiron. Nie dalej jak 5 miesięcy temu, Warszawę opanowała istna histeria, bo w samym centrum miasta pojawił się „ON”. Tłum biegnących ludzi w różnym wieku chcących zobaczyć swojego idola był zjawiskiem na miarę koncertu Rolling Stonesów w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w 1967 roku. Wydarzenie bezprecedensowe, bo taki tłum zebrać dziś mogą jedynie… ale mniejsza o politykę. Bugatti Chiron to pojazd z innej planety, a wersja Super sport 300+ to samochód ostateczny. Jako pierwszy przekroczył barierę 300 mil/h, czyli 490 km/h! Niestety, ze względu na niesprzyjające warunki pogodowe nie udało się wykonać przejazdu w drugą stronę, który przypieczętowałby sukces wpisem do Księgi Rekordów Guinessa, ale wynik i tak poszedł w świat. Jeśli więc nie wystarczy wam wieczór z jedną wybranką i chcecie spędzić noc w większym gronie, koniecznie musicie postarać się o ten samochód. Łatwo nie będzie, ale końcówka września 2020 pokazała, że jest to możliwe. Pytanie tylko, czy rzucone od niechcenia: „jestem najszybszy na świecie”, to dobry argument w ten wyjątkowy wieczór? Ale nie każdy jest przecież długodystansowcem.

A tak naprawdę, nie ma kompletnie żadnego znaczenia, czy spędzicie Walentynki w samochodzie za miliony złotych, w tramwaju, czy na piechotę. Ważne jest to, byście spędzili ten czas razem i tylko we dwoje. Na co dzień tak bardzo pędzimy w nieznanym kierunku, że warto choć na jeden wieczór przystanąć i przeżyć ten wyjątkowy wieczór z ukochaną osobą. No chyba, że jeszcze jej nie macie, wtedy biegnijcie po Bugatti, przynajmniej będzie wesoło.