Patrząc na to, co się działo na początku epidemii, przez ostatnie dwa miesiące powinniśmy jeść jedynie makarony, ryże i kasze. Czy tak jednak było? Jak nasze odżywanie czasu kwarantanny i domowej izolacji wpłynęło na nasze sylwetki, ale i samopoczucie? Jak uporać się z kilogramami, które sobie w tym czasie zafundowaliśmy? Dlaczego wciąż popełniamy tyle błędów żywieniowych, choć wiedza o zdrowym odżywianiu zalewa nas niemal z każdej strony? I w końcu, czy dzieląc wspólną lodówkę, zawsze powinniśmy jeść to samo, co nasza partnerka? O złych i dobrych nawykach żywieniowych, o tym, jak je naprawić i jak męskie tycie różni się od kobiecego, opowiada nam Emilia Kołodziejska - dietetyk i psychodietetyk.

Oscar Dąbkowski: Przytyliśmy podczas tej epidemii? My, Polacy, społeczeństwo?

Emilia Kołodziejska: Pandemia zmieniła życie wielu z nas. Jednak ilu ludzi, tyle historii. Jedni pracowali zdalnie lub stracili pracę, inni natomiast mieli więcej zajęć niż kiedykolwiek. Poza tym stresujące wydarzenia u jednych powodują spadek masy ciała, a u innych wzrost.

Z jakimi problemami przychodzą teraz do Ciebie pacjenci? Jakie błędy żywieniowe najczęściej popełnialiśmy podczas domowej izolacji?

Większość pacjentów, z którymi zaczęłam pracę online w czasie pandemii, to osoby, które od dawna chciały zająć się swoim żywieniem, jednak dopiero teraz znalazły na to czas. Kwarantanna skłoniła wielu z nas nie tylko do porządków w domu, ale również do zadbania o siebie. Pozostawanie w domu dla wielu osób poskutkowało zwiększeniem masy ciała, ale podejrzewam, że dodatkowe kilogramy spadną same, gdy wrócą oni do dawnego stylu życia. Jeśli chodzi o błędy żywieniowe, to prawdziwym wyzwaniem dla wielu z nas okazała się pełna lodówka i znajdujące się w domu zapasy żywności. W połączeniu z przebywaniem całe dnie w domu, nudą i stresem, stanowiły one mieszankę wybuchową. Podjadanie w ciągu dnia oraz jedzenie późnym wieczorem i w nocy musiało skończyć się dodatkowymi kilogramami. Ponadto, nie każdy miał ochotę na to, by przygotować sobie zdrowy posiłek, więc na stole u wielu z nas dania pojawiały się gotowe dania ze słabym nierzadko składem.

Czy to, że zaraz po ogłoszeniu domowej izolacji nakupiliśmy dziesiątki kilogramów makaronów, ryżów i kasz rzutowało jakoś na to, jak gotowaliśmy podczas domowej izolacji?

Oczywiście że tak. Pamiętajmy, że dostęp do sklepów był utrudniony, więc to co kupiliśmy, musieliśmy zjeść. Poza tym panuje teraz moda na zero waste, która jest dobra dla środowiska, ale niekoniecznie dla naszego zdrowia. Szczególnie jeśli kupimy za dużo jedzenia. Myślę, że te zapasy wciąż zalegają jeszcze w szafkach. Na szczęście mają długą datę ważności. Makaron, ryż i kasze spożywane w odpowiednich ilościach nie spowodują, że przytyjemy. Chyba, że ktoś zjada całą torebkę makaronu na raz. Wtedy może być problem. 

Wielu z nas z nas stanie teraz przed problemem nadwyżkowy kilogramów. Jak mądrze i zdrowo zabrać się do ich zrzucania?

Tak jak powiedziałam wcześniej, moim zdaniem większość nadmiarowych kilogramów spadnie sama po powrocie do dawnego życia. Więcej ruchu i zajęcie się bieżącymi sprawami będą naszymi sprzymierzeńcami. Odradzam przechodzenie na dietę lub restrykcje żywieniowe. Paradoksalnie to właśnie one powodują spowolnienie metabolizmu i wpadanie w błędne koło odchudzania. Zdrowe nawyki żywieniowe wprowadzone na stałe są jedyną drogą do schudnięcia na zawsze. 

Czy w kontekście tego, z czym przychodzi nam się mierzyć w tym roku, będziemy szukać modnych diet-cudów przed latem czy w tym roku większość z nas spisze swoją formę i sylwetkę na straty?

Dobre pytanie! Ja osobiście jestem przeciwniczką „robienia formy na lato”. Uważam, że zdrowe żywienie i aktywność fizyczna powinny być częścią naszego życia niezależnie od pory roku i daty w kalendarzu. 

Skoro już o formie na lato mowa, to które z tych diet miały być w tym roku najmodniejsze?

Coraz większym zainteresowaniem cieszy się dieta wegetariańska. Od jakiegoś czasu rośnie również popularność diety fleksiwegetariańskiej, która dopuszcza spożywanie mięsa w ograniczonych ilościach. Popularne są również diety eliminacyjne i restrykcyjnie, których nazw nie będę wymieniać. Po prostu ich nie polecam. Warto pamiętać, że każda, nawet najgłupsza dieta spowoduje spadek masy ciała, jeśli oparta jest na deficycie kalorycznym. Problem pojawia się później, kiedy dieta się kończy, a my wracamy do dawnych nawyków i kilogramy wracają, często z nawiązką. Nie mówiąc już o rozregulowaniu metabolizmu, z którego bardzo trudno wyciąga się później pacjentów. 

A czy któraś z nich faktycznie się nadaje do tego, żeby ją wypróbować?

Mogę polecić dietę śródziemnomorską, dietę DASH oraz dietę fleksitariańską. Dietę wegetariańską również, ale tylko pod okiem dietetyka.

Skoro już o zawodzie dietetyka, to nie da się nie zauważyć, że wiedza na temat zdrowego żywienia „czyha” na nas niemal w każdym magazynie i na każdym serwisie informacyjnym. Mimo to wciąż nie należymy do najszczuplejszych społeczeństw....

Głównym powodem tego stanu rzeczy jest to, że „zalecenia” z Internetu są często ze sobą sprzeczne. W jednej chwili np. czytamy o tym, że węglowodany są złe, a za chwilę okazuje się, że jednak należy je spożywać. Nic dziwnego, że ludzie mają mentlik w głowie i nie wiedzą co robić. Poza tym brakuje regulacji prawnych, które określają jasno kto może być dietetykiem. W tym momencie może nim zostać każdy, nawet bez skończonej jakiejkolwiek szkoły. To przerażające. Powoduje to, że mamy zalew fake newsów w sieci. Nauka o żywieniu jest skomplikowana, poza tym dynamicznie się zmienia. Żeby wyciągać z niej wnioski trzeba mieć szeroką wiedzę, doświadczenie i włożyć w to całą swoją energię. 

Abstrahując od epidemii, jakie błędy żywieniowe najczęściej popełniamy?

Po pierwsze nie zastanawiamy się nad tym, co jemy w ciągu dnia. Nie mamy planu żywieniowego, jemy chaotycznie, do tego podjadamy ze stresu albo jak ostatnio - z nudów. Pijemy słodkie i słodzone napoje zamiast wody. Wielu z nas nakłada na siebie restrykcje żywieniowe, a następnie objada się, np. wieczorami czy po nocach. Wciąż jemy za mało warzyw, kasz, produktów pełnoziarnistych. No i klasyki: za dużo tłuszczu, soli czy cukru. Ale to chyba wszyscy wiedzą? Przynajmniej teoretycznie? 

Zdaje się, że tak. Choć wiemy oboje, że wiedza teoretyczna to jedna, a praktyczna to już coś zupełnie innego. Załóżmy jednak, że ktoś zauważył u siebie problem. Niezdrowo się odżywia, co wcale nie znaczy, że waży za dużo. Bywa bowiem czasem, że jest zupełnie odwrotnie. Kogo leczy się łatwiej: tych, którzy chcą się pozbyć zbędnych kilogramów, czy tych, którzy chcą lub muszą przybrać na wadze?

Wszystko zależy od tego, z jakim problemem mierzy się dana osoba. Jeśli pacjentowi z otyłością towarzyszą choroby współistniejące, wówczas może być nieco trudniej zrzucić zbędne kilogramy. Z kolei dla osoby chorej na anoreksję, przybieranie na wadze staje się dużym wyzwaniem. Nie ma reguły. Każdy człowiek jest inny i mierzy się z różnymi problemami.

A jeśli chodzi o kwestię płci, komu łatwiej jest zadbać o swoją wagę: kobietom czy facetom?

Pomimo coraz większego równouprawnienia i walki z uprzedzeniami, kobiety wciąż jeszcze stawiają siebie na drugim miejscu po partnerze, dzieciach czy pracy. Dosyć często słyszę w gabinecie, że mąż nie będzie chciał jeść zdrowych potraw, a pani nie ma siły na gotowanie dwóch obiadów więc jest skazana na niezdrowe jedzenie. Zauważyłam, że dużo lepsze efekty dla całej rodziny daje to, gdy do dietetyka zgłasza się mężczyzna i to on wprowadza wszystkich w świat zdrowych nawyków. Natomiast bardzo pozytywnie zaskakują mnie młode kobiety, które sprytnie dzielą lodówkę na pół i zajmują się tylko swoim żywieniem. Jeśli mężczyzna widzi, że jego partnerka staje się coraz szczuplejsza i zdrowsza, on ma coraz większą motywację, aby jeść to co ona.  

W jaki sposób mężczyźni tyją inaczej od kobiet? 

Nadmiar tłuszczu u kobiet i mężczyzn odkłada się zazwyczaj w innych miejscach. U kobiet najczęściej obserwujemy otyłość pośladkowo-udową (typ gruszka), czyli tłuszcz gromadzi się w dolnych partiach ciała. Natomiast u panów w większości przypadków tkanka tłuszczowa rośnie w okolicach brzucha (typ jabłko). Ten typ otyłości jest dużo bardziej niebezpieczny dla zdrowia, ponieważ wewnątrz jamy brzusznej znajdują się narządy wewnętrzne, do których dopływa coraz mniej krwi. Między innymi dlatego otyłość brzuszna wiąże się ze zwiększonym ryzykiem powstawania chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy oraz nadciśnienia tętniczego.

A przyczyny przybierania na wadze?

W tej kwestii jest zasadnicza różnica między kobietami i mężczyznami, chociaż oczywiście zdarzają się wyjątki. Kobiety częściej od mężczyzn są „wiecznie na diecie”, mają okresy trzymania się diety i okresy, gdy hamulce puszczają. Powoduje to niestety rozchwianie metabolizmu i pogłębianie się problemu nadwagi czy otyłości. Natomiast mężczyźni przez długie lata nie zwracają uwagi na to, co jedzą i bagatelizują to, jaką rolę jedzenie odgrywa w naszym życiu, aż przychodzi taki moment, gdy szwankuje zdrowie lub otyłość przeszkadza normalnie żyć i wtedy dopiero orientują się, że coś jest nie tak. Zauważyłam również, że mężczyźni nierzadko dojadają za swoich domowników resztki posiłków lub to, co miałoby się zmarnować. Przez to również często dostarczają sobie dodatkowych kalorii. 

Epidemia koronawirusa, od której zaczęliśmy, ma nieopisane wręcz konsekwencje dla całego świata: zdrowotne, ekonomiczne, gospodarcze, zawodowe. A jaką naukę możemy z niej wyciągnąć dla siebie w sferze dietetycznej? Jest szansa, że czego się przy tej okazji stadnie nauczyliśmy?

Większość z nas zdała sobie sprawę z tego, że odpowiednia dieta ma naprawdę duży wpływ na odporność organizmu i stan zdrowia. Od tego, w jakiej kondycji jest nasze ciało, zależy to jak radzimy sobie z chorobą, gdy już nas ona dopadnie. Jeżeli nie mamy leku i szczepienia, pozostają nam tylko sposoby naturalne. Stąd tak duże zainteresowanie wspomaganiem odporności poprzez żywienie w czasie krajowej kwarantanny. Poza tym konieczność pozostawania w domu wymusiła na nas zatrzymanie się na chwilę i przyjrzenie się naszemu życiu. Okazało się, że w codziennym pędzie umyka nam fakt, że życie jest kruche, a my nie jesteśmy nieśmiertelni. Może więc gdy to wszystko się kończy, warto byłoby nadal myśleć o sobie i swoim życiu więcej zamiast wiecznie gdzieś gonić. I jeść kolejne posiłki w biegu. Nauczmy się je celebrować! W końcu spożywanie posiłków to nie tylko odżywianie organizmu, lecz także rytuał, z którego możemy wyciągnąć dużo przyjemności.

---------

Emilia Kołodziejska - dietetyk i psychodietetyk. Stara się tłumaczyć skomplikowaną naukę o żywieniu w prosty i zrozumiały sposób. Nie lubi słowa „dieta”, dlatego od wielu lat pomaga pacjentom w zmianie nawyków żywieniowych na stałe, dzięki czemu czerpią oni radość z jedzenia, są zdrowi oraz uzyskują i utrzymują upragnioną masę ciała. Więcej na emiliakolodziejska.pl.

ZOBACZ TAKŻE: Intermittent fasting, czyli post przerywany: wszystko, co musisz wiedzieć, zanim zaczniesz

CZYTAJ WIĘCEJ: Peganizm - na czym polega ta dieta?

TAKŻE O DIETACH: Chronodieta. Co kiedy jeść? Dowiedz się o nowatorskim podejściu do diety