Zaczęło się od sfrustrowanej młodzieży na wybrzeżu Kalifornii. W latach 60 chłopaki z biedniejszych rodzin, często patologicznych, montowali sobie pierwsze drewniane deskorolki, by na nich, czyli szybko i bezkosztowo, dojeżdżać na plażę. Tam spotykali kumpli, którzy mieli tak samo ciężko jak oni. Palili fajki, pływali na surfingu, snuli wielkie plany na przyszłość. To prekursorzy i prawdziwi twórcy kultury skaterskiej. A że samotność i frustracja nastolatka to dość powszechne zjawisko, moda na skateboarding szybko rozeszła się pod świecie. I choć malownicze korzenie określiły związany z deskorolką styl życia, rodzaj modnych ciuchów i nonkonformistyczną, punkową postawę, to skateboarding jako sport akcji totalnie się sprofesjonalizował i osiągnął poziom zawodniczy.

Dziś na świecie miliony ludzi jeździ na deskach. Polska dzielnie podąża tym tropem i już dziś mamy w kraju kilkaset parków deskorolkowych. Coraz więcej budżetów gminnych przeznacza się na wrotkowiska i skateparki, miejskie i osiedlowe. Powstają coraz to nowe szkoły dla skaterów i specjalistyczne zawody. Zanim jednak doszliśmy do tego punktu, było siermiężnie i wesoło.

„Początki deskorolki w Polsce to czas tuż po 1989 roku, kiedy nie było sprzętu, a jeździło po kilku chłopaków w mieście” – wspomina Marcin Olchawa-Orłowski, właściciel firmy Impowoods, trener i założyciel klubu sportowego Poland Boardriders we Wrocławiu, „U mnie zaczęło się od plastikowej deski-banana przywiezionej przez rodziców z NRD. Mialem blisko 11 lat i dużo energii (za dużo na ten podstawowy kształt deski) i ograniczone możliwości związane z używaniem butów polskiej marki Sofix i braku sprzętu. Ale zabierałem swój mizerny sprzęcik do szkoły i odpychałem się tu i tam na długiej ulicy wiodącej do szkoły podstawowej nr.17 w Opolu. Aż pewnego dnia na tej samej ulicy zobaczyłem kilku gości na deskach. Jak oni wyglądali: podarte dżinsy, rękawiczki, łańcuchy, punkowy styl, jeden z Irokezem. Mieli inne deski i robili jakieś skoki, mieli z tego widoczną frajdę. To byli pierwsi skejci w okolicy, jedni z pierwszych w Polsce, a dla mnie...Mistrzowie (pozdrawiam Was - Marek Latawiec, Krzysiek Michalak, Krzysiek Gawron, Paweł Jaworski). Wytropiłem ich na lokalnym boisku i dowiedziałem się, dlaczego skakać na moim plastikowym bananie nie szło. To był impuls do szukania nowej, lepszej deskorolki, tak zwanej 'Ryby' lub 'Tajwana' jak się je wtedy nazywało. Kolejne gorące lato 1990 całe już spędziłem na próbach. Nikt nie miał właściwych butów, nasze Sofixy źle znosiły te treningi, podobnie jak brak kasków i ochraniaczy przyczyniły się do wielu szram, otarć, krwi i blizn na gorącym asfalcie, który miękł w cieplej temperaturze”, wspomina Marcin.

W latach 90. nie było specjalnych skateparków. Każdy jeździł gdzie mógł. W Warszawie skejci kręcili się pod Grobem Nieznanego Żołnierza, na Placu Zamkowym, pod siedzibą KC, pod pomnikiem Witosa i na Dworcu Centralnym. Na początku lat 90. otworzyły się pierwsze skejterskie butiki (w stolicy na ulicy Smolnej) i odbyły pokazy w Pałacu Kultury z transmisją w telewizji publicznej. W Gdańsku ogłoszono pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski przy Motławie i ruszyło!

„Profesjonalnego sprzętu do jazdy było wtedy w kraju jak na lekarstwo i był kosztowny, wiele osób sprowadzało go przez rodziny w Kanadzie i USA, a reszta dziadowała na używanym i odkupionymi od innych sprzęcie. Pamiętam wyprawę PKS-em na cały dzień do Warszawy i szukanie małego sklepu o nazwie… chyba Streetstyle. Spotkałem profesjonalnego zawodnika Patryka 'Stickoramę' Wrzoska, a on złożył mi pierwszy zaawansowany komplet deskowy, marzenie ściętej głowy w 1995 roku. Kosztowało to wtedy sporo pieniędzy i było trudno osiągalne dla nastolatka z małego miasta w Polsce. Jeśli jednak taki młody skejtowiec odnalazł w sobie talent i skakał wyżej niż koledzy, to jedno było pewne – musiał wyjechać. W latach 2000., emigracja do innych krajów była drogą rozwoju umiejętności i znalezienia sposobu, by żyć ze skateboardingu. Polscy skaterzy wybierali głównie Hiszpanię i UK, lub szukali szczęścia za oceanem w USA, Kanadzie, Australii, światowych stolicach Skate i Surf kultur. Ja wybrałem Australię”, opowiada Marcin Olchawa-Orłowski.

Dziś świat skateboardingu wygląda w Polsce zupełnie inaczej. Przyczynia się do tego dostępność obiektów, przyrost ilości imprez w branży, ciekawe zawody, pokazy w wielu miastach, nowe kluby sportowe zrzeszające pasjonatów, szkoły deskorolki w dużych miastach Polski, większy dostęp do sprzętu sportowego, rozwój treningów cyfrowych przez kanały online i coraz to nowi rekruci i rekrutki zaczynający swoje 1-sze przygody na desce wnosząc koloryt i świeżość do Skateboardingu. Mamy kilkaset skateparków, które w ciągu ostatnich lat zdążyły podzielić się na kategorie: 1. tradycyjne, które 10-15 przeszkód betonowych lub drewnianych (jeśli pod dachem, halowo), 2. rampy typu Vert, zwykle od 2 do 5 metrów wysokości, 3. skateplazy, największe są w Lesznie i Katowicach, to typowe obiekt rekreacyjne zbudowane pod multisport (deskorolka, rolki, bmx), imitują tradycyjną architekturę, 4. PumpTracki, zbudowane na konstrukcji z ziemi i oblewane asfaltem, są tam ścieżki do jazdy na deskach, buduje się je zwykle przy osiedlach, oraz 5. bowle lub inaczej skatebaseny – niecki wykopane w ziemi i zalane betonem. A ponieważ rosną budżety obywatelskie miast i gmin, takich miejsc rekreacyjnych powstaje coraz więcej. Najsłynniejszy obiekt tego typu jest w Bolesławcu – łączy pięć skateparków i rozmaite inne atrakcje.

Deski to sport, który po latach stał się łatwo dostępny, bo jest tańszy od tenisa czy nart. A w pandemii był jedną z tych aktywności, jakie można było uprawiać wszędzie. Bo na deskorolce można jeździć na osiedlu i w ogródku, a nawet w piwnicy. Sprzęt kosztuje kilkaset złotych i mieści się pod pachą. Dzieciaki uczą się od kumpli, ale też działa coraz więcej oficjalnych szkół deskorolki. W Polsce powstało w ostatnich latach kilkanaście oficjalnych marek i firm projektujących i produkujących sprzęt, akcesoria i odzież do skateboardingu. Mamy też Mistrzostwa Polski w 4 kategoriach - mikrusy do lat 13, juniorzy do lat 16, open kategoria, kobiety oraz Polską Federację Skateboardingu, która organizuje kadrę narodową i szkoli trenerów. Od kiedy na podwórka wylało się całe pokolenie Millenialsów, a niedawno dołączyło pokolenie Z zainteresowanie skateboardingiem rośnie, a co za tym idzie cały biznes rozwija się. Przy pełnym wsparciu Ministerstwa Sportu, gmin, miast i… psychologów.

Ci ostatni szczególnie chwalą tę modę, bo uczy koordynacji, koncentracji, wytrwałości i cierpliwości (nie da się zostać mistrzem w miesiąc i bez wykonania setek skoków), a do tego odciąga od ekranów. Ważne też, że na deskach można jeździć praktycznie cały rok. Tegoroczna olimpiada dodatkowo dowartościowała tę dyscyplinę. I choć w Tokio jeszcze nie zobaczymy polskich skaterów, to i tak oznacza to kolejny etap w historii tego sportu.