Dlaczego ciągle kupujemy przedmioty, których potem nie używamy? Jaką potrzebę zaspokajamy, gromadząc rzeczy, których użyjemy zaledwie raz czy dwa? Zdaniem Miłosza Brzezińskiego – psychologa i trenera biznesu, przede wszystkim zaspokajamy sobie potrzebę bezpieczeństwa, zgodnie z zasadą „lepiej mieć, niż nie mieć”. - Bo jak się ma, to nawet jak się nie przyda, to się wystawi gdzieś na aukcji. Czasem wydaje nam się, że można mieć tylko trochę. Nic bardziej mylnego. Przykładem są narzędzia dla mężczyzn czy przybory kuchenne. Np. krajarka do cebuli, krajarka do czosnku, do pomidorów, do ogórków, każde warzywo ma swoją krajarkę. I tu okazuje się, że zwykły nóż nie wystarczy, bo lepiej skroić ogórka krajarką wyżłobioną w jego kształcie. Wyobrażenie o idealnym warsztacie pracy popycha nas do gromadzenia i ustawiania narzędzi, tak aby były łatwo dostępne. I tak po jakimś czasie budzimy się w kuchni zagraconej dziesiątkami nieużywanych przyborów. Wtedy pozostaje nam nóż i niewielka przestrzeń do pokrojenia marchewki – tłumaczy Brzeziński.

Czy na pewno tego potrzebujesz?

Gromadzenie odbiera nam przestrzeń życiową, jest powodem wielu trosk, bo przecież posiadanie, rodzi lęk przed utratą tego co mamy. Ogólnie - kupujemy dużo, i co gorsza nie zastanawiamy się nad źródłem pochodzenia produktów, ich jakością i warunkami w jakich powstały. Coraz częściej jednak, z różnych stron padają pytania: Czy wiesz, jak powstał ten produkt? W jakich warunkach? Kto go stworzył? lub Czy na pewno tego potrzebujesz? Czy oznacza to koniec konsumpcjonizmu? Czy obecnie jesteśmy świadkami rewolucji w tym zakresie? To się okaże za kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat.

Na razie pozostajemy w sferze budowania tożsamości, poprzez to co kupujemy albo to, czego nie kupujemy. Zdaniem Miłosza Brzezińskiego, jedną z ważniejszych motywacji do zakupów, które nigdy wcześniej nie występowały jest potrzeba definiowania siebie. - Do tej pory ludzie mieli różne pomysły na to co nas definiuje jako Polaka, melomana, artystę. Ważne było, gdzie bywali. Teraz czynnik zakupowy stał się podstawą definiowania tożsamości. Ja jestem weganinem, bo kupuję tylko w wegańskich sklepach. Ja jestem fanem Justina Bibera i kupuję płyty czy bluzy Justina. To co kupuję, albo czego nie kupuję, mówi o tym kim jestem. -  twierdzi Brzeziński.

Dziś na pewno świadomość dotycząca konsekwencji wynikających z posiadania wielu przedmiotów wytworzonych niewielkim kosztem zdecydowanie rośnie. Można nawet wskazać konkretny moment, kiedy zaczęto mówić o tym na szeroką skalę. W listopadzie 2012 roku na przedmieściach Dhaki w Bangladeszu spaliła się fabryka odzieżowa, w wyniku czego życie straciło ponad 100 osób. Zaledwie 5 miesięcy później tuż obok zawaliła się kolejna fabryka. Tym razem życie straciło blisko 1130 lokalnych pracowników. Cały świat dowiedział się, w jakich warunkach pracowali zatrudnieni tam ludzie. Po tych wydarzeniach tysiące obywateli różnych krajów protestowały domagając się poprawy bezpieczeństwa pracy i godziwych zarobków. Zdaniem Eweliny Antonowicz, krajowej koordynatorki ruchu Fashion Revolution, moment zawalenia się fabryki był w świadomości zbiorowej konsumentów punktem przełomowym również z innego powodu. - Od tamtej pory inaczej zaczęło się o modzie mówić i inaczej podchodzić do jej kupowania. Klienci zaczęli uświadamiać sobie, że za tanią bluzką z sieciówki stoi czyjś wyzysk i że kupując powinniśmy głosować portfelem na słuszne działania wybranych marek. Budujmy świadomość odbiorcy i wysyłajmy sygnał, że zależy nam na etycznym sercu mody. – mówi.

Jak uratować świat?

Wtóruje jej Areta Szpura, ekoekspertka: - Ratujmy świat, ubrań jest za dużo, kupujmy odpowiedzialnie, dużo się zmienia dookoła nas i to jest super, razem mamy wielką moc. Mody sezonowe powinny odejść, sztuczne materiały i nieetyczny łańcuch produkcyjny również. Areta jest przykładem osoby, która przeprowadziła totalną rewolucje w swoim życiu. Przez 5 lat prowadziła z sukcesem firmę odzieżową Local Heros, jej ubrania nosiły gwiazdy na całym świecie. Z dnia na dzień sprzedała swoje udziały w firmie, bo uznała, że chce żyć świadomie i z poczuciem misji. Dziś namawia Polaków by odrzucili plastik, a na swoim koncie ma książkę pod bardzo wymownym tytułem: „Jak uratować świat?”

Przeciw plastikowi występuje też Kasia Rutkowiak, fotografka i blogerka, która przez kilkanaście lat mieszkała w Danii. To tam zafascynował ją skandynawski minimalizm. Po powrocie do Polski założyła bloga MyFullHouse, w którym pokazuje jego piękno i prostotę. Jej zdaniem to, jak kreujemy wnętrza, w których żyjemy, ma wpływ nie tylko na nas, ale i na kolejne pokolenia. - Uczmy ludzi, żeby nie otaczali się plastikiem! - nawołuje.

Czy prowadzenie biznesu może być eko, fair traide, minimalistyczne? - Ważne jest, jak podchodzimy nie tylko do tego co posiadamy, co chcielibyśmy mieć, ale też do tego, jaką mamy świadomość co do pochodzenia tego co mamy. Wybierajmy produkty ekologiczne, wysokiej jakości, cechujące się ponadczasowym stylem i prostotą, które powstały zgodnie z filozofią fair trade. Bo przecież człowiek jest ważniejszy niż zysk. - mówi wprost Joanna Kulczyńska z alternatywnego domu handlowego Mysia 3. Choć na pierwszy rzut oka takie słowa osoby reprezentującej dom handlowy mogą zaskakiwać, to w 100% oddają filozofię tego miejsca. Popularna w Warszawie Mysia 3 skupia wyłącznie marki selektywne. Ich właścicielom na równi zależy na dobrze zaprojektowanych ubraniach czy meblach, wysokiej jakości, jak i świadomości całego procesu ich powstania.

Teraz dom handlowy Mysia 3 otworzył nowy sezon panelem dyskusyjnym „Czy na pewno tego potrzebujesz”, w którym uczestniczyły właśnie Areta Szpura, Ewelina Antonowicz, Kasia Rutkowiak, Anna Orska, Anita Czerwińska, Bartosz Ladra, Marcin Brzeziński. Dyskusję prowadziła Joanna Kulczyńska, współtwórczyni Mysiej 3. Kiedyś New York Times określił to miejsce mianem „alternatywnego”. Zachwyciło to jego twórców i do dzisiaj definiuje jego charakter: komercyjnego i z ludzką duszą. Tu zamiast muzyki słychać śpiew ptaków, a książki można bezpłatnie wymieniać na nowe korzystając z wymiennika książek. To tu w ramach akcji #lesswaste rozdawane są torebki na warzywa uszyte ze starych firanek, psy są mile widzianymi gośćmi. - Jesteśmy szczęśliwi będąc częścią aktualnych przemian w świecie mody i dumni, patrząc na marki, które u nas można znaleźć.” – mówi Joanna Kulczyńska i dodaje: - Z czystym sumieniem możemy pytać każdego kto tu wejdzie: czy na pewno tego potrzebujesz?

Miłosz Brzeziński uczula, że poza wymiarem globalnej świadomości zrównoważonych zakupów, ochrony środowiska i nie gromadzenia kosztem krzywdy nisko opłacanch pracowników, trzeba też pamiętać o tym, że kolejne przedmioty generują też koszt swojego posiadania: - To że ja coś mam oznacza to, że muszę to przestawiać, wycierać z kurzu. Jak mam za dużo butów to muszę je przestawiać i buty, których nie noszę, niszczą te, które noszę. To nie jest tak, że nadmiar, który mamy po prostu sobie jest. Stajemy się niewolnikami i w pewnym momencie mieścimy się we własnym mieszkaniu tylko dzięki uprzejmości przedmiotów, które zgromadziliśmy.

Mając na uwadze te słowa Brzezińskiego, przed każdym kolejnym spontanicznym zakupem warto sobie zatem zadać elementarne pytanie, czy na pewno tego potrzebuję. W dobie nadmiaru, w którym żyjemy okazuje się bowiem, że filozofia zero-waste, walka z jednorazowymi plastikami czy olbrzymia popularność zasad porządkowanie przestrzeni według Marie Kondo nie są jednie sezonowymi trendami, ale długofalową modą, za którą powinniśmy podążać wszyscy. Nawet jeśli z większością mód nam zupełnie nie po drodze.