Dziś już wiemy, jak przenosi się koronawirus, więc ciężko nie zauważyć, że przebywanie z inną osobą (nie domownikiem) przez kilka godzin w jednym pomieszczeniu, czasem niemal twarzą w twarz, jest ryzykowne. Nawet noszenie maseczki niewiele pomoże. Te najprostsze zapewniają ochronę maksymalnie do półtorej czy dwóch godzin, potem ze względu na zawilgotnienie zaczynają szybko tracić swoją skuteczność. 

Czy można się zarazić koronawirusem przez tatuaż?

Salony tatuażu są póki co pozamykane, a artyści i klienci czekają w domach na ogłoszenie zakończenia narodowej quasi-kwarantanny. Nieoficjalnie natomiast wielu tatuatorów wciąż pracuje, najczęściej we własnych domach. Jeśli dany artysta-tatuator zastosował się do nowych zaleceń dotyczących higieny, zmiana miejsca nie zrobi dużej różnicy w kwestii bezpieczeństwa procesu tatuowania. Ale nawet najwyższe standardy nie pomogą, jeśli w takim pomieszczeniu zaimprowizowanym na studio tatuażu pojawi się osoba zarażona koronawirusem.

Samo tatuowanie nie spowoduje, że ktoś zarazi się COVID-19. Aby tak się stało, muszą zostać spełnione inne warunki: musi zaistnieć kontakt z osobą zarażającą lub w takim miejscu musi być skażona powierzchnia, z której klient tatuatora przeniesie wirusa na siebie. Kwestia oceny umiejętności utrzymania higieny to indywidualna sprawa, ale nie starczyłoby całej książki, żeby stworzyć pełną instrukcję, jak rozpoznać czy dany salon lub artysta potrafią to zapewnić.

Tatuaż podczas epidemii a higiena

Sytuacja przeniesienia wirusa poprzez kontakt z zakażoną powierzchnią jest jednak mało prawdopodobna. Standardem jest, że stanowisko do tatuowania jest dezynfekowane tuż przed przyjściem klienta, dodatkowo najczęściej jest (a przynajmniej powinno być) zabezpieczone dodatkowo jednorazową folią i podkładami. Te wymienia się po każdej sesji, nawet takiej trwającej pół godzin. Dlatego też ryzyko na tym polu jest stosunkowo małe. Najbardziej ryzykowny w kontekście zarażenia koronawirusem, a w tym przypadku - niemożliwy do uniknięcia, jest zwyczajny kontakt z drugą osobą.

Po pierwsze, zalecenia nakazują zachowanie odpowiedniej odległości od innych osób w przestrzeni publicznej. Taką przestrzenią jest właśnie salon tatuażu – nawet ten improwizowany w domu tatuatora. Nie jest to możliwe przez wzgląd na wykonanie tatuażu. Tatuator musi być blisko klienta, a samo tatuowanie często trwa wiele godzin.

Po drugie, zarażenie koronawirusem często nie daje długo żadnych objawów. I to mimo tego, że nosiciel zaraża już innych. Dzięki obserwacjom i badaniom wiemy już dziś, że okres wylęgania wirusa jest całkiem długi, a w wielu przypadkach symptomy są bardzo powszednie: katar, kichanie czy duszności. Nic z czym nie wiązałaby się zwykła grypa. Dlatego bardzo łatwo można zignorować tę potencjalnie niebezpieczną sytuację, zrzucając objawy choroby na przykład na przeziębienie czy alergię.

Po trzecie, nie chodzi tylko o osobę, która pragnie właśnie teraz wykonać sobie tatuaż. Wyobraź sobie, że tatuator ma dziennie tylko jednego klienta, a pracuje pięć dni w tygodniu – to oznacza, że tygodniowo ma kontakt z pięcioma potencjalnymi nosicielami wirusa. I choć byście się starali jak tylko możecie o zachowanie higieny, nie unikniecie zarażenia koronawirusem. Po warunkiem oczywiście, że jedno z was będzie już jego nosicielem. Sam możesz nawet nie zauważyć objawów. Ale po powrocie do domu, możesz zarazić kolejne osoby. 

Czy tatuaże podnoszą odporność na koronawirusa?

Wracając zaś do samego tatuowania, nikt nie powinien wierzyć w pięknie brzmiące hasła o tatuażach, które wzmacniają odporność. Wzięły się ze źle zinterpretowanych wyników badań. Nawet ich autorzy sami podkreślali, że były one zaledwie wstępem do szerszego, dokładniejszego researchu. Jak już wspomniałem, sam proces nie spowoduje zarażenia COVID-19. Narzędzia są dezynfekowane, a wiele przyborów tatuatora jest jednorazowych, jak choćby zestawy igieł. Jednak każdy nowy tatuaż to nowa rana na skórze, którą nasze ciało musi wyleczyć. A to oznacza, że będzie mniej odporne na infekcje czy inne stany zapalne.

Moja rada? Poczekaj spokojnie na swoją sesję. Przełóż ją, jeśli ma się odbyć w ciągu najbliższego miesiąca. A jeśli martwisz się o swojego tatuatora i jego pracę (w końcu wiele osób jest przez epidemię w trudnej sytuacji finansowej), kup u niego voucher na sesję lub przelej mu pieniądze za tatuaż już teraz. Pozostańmy odpowiedzialni za siebie i resztę społeczeństwa. Jak kocham tatuaże i cały ich świat, tak chodzenie na sesje i tatuowanie się jak gdyby nic, byłoby skrajnie głupie i nieodpowiedzialne. A przecież takich właśnie zachowań staramy się teraz uniknąć. 

---------

Andrzej Mazuruk - wieloletni dziennikarz i producent wideo. Zagorzały fan kultury tatuażu, który interesuje się wszystkim co z nią związane: od prac najlepszych artystów, przez techniczne aspekty tatuowania, aż po kwestie immunologii i wpływu na ciało. Od 2019 roku prowadzi na YouTube kanał OSOM poświęcony tatuażom, na którym opowiada o kwestiach zdrowotnych, tworzy poradniki dla posiadaczy tatuaży i rozmawia z ekspertami z tej dziedziny. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Andrzej: tattoo travel YouTube (@jestosom) Lip 9, 2019 o 9:34 PDT