Elle Man: Nie narzekasz na nadmiar wolnego czasu, prawda?

Paweł Giel: Zgadza się, od początku roku pracy jest mnóstwo i do dnia dzisiejszego nic się nie zmieniło.

W tym momencie pełnisz tyle różnych funkcji, że zastanawiam się, jak powinienem się do Ciebie zwracać. W swojej głowie jesteś bardziej piłkarzem, ratownikiem czy strażakiem?

Faktycznie, jakby na to spojrzeć z boku to jestem 3 w 1 (śmiech). Myślę, że z tego wszystkiego najbardziej spełniam się w roli ratownika medycznego. Na przestrzeni tych lat bardzo mocno polubiłem swój zawód i też najmocniej się z nim utożsamiam, choć oczywiście bardzo lubię swoją pracę w straży pożarnej, a piłka nożna nadal pozostaje moją pasją.

fot.Dominika Rutkowska/Vidoq

Wszystko zaczęło się od sportu. Jak wyglądała Twoja przygoda z zawodową piłką nożną?

Zaczęło się w dzieciństwie, kiedy z bratem bliźniakiem spędzaliśmy całe dnie na grze w piłkę. Tylko to nas w zasadzie interesowało. W wieku 18 lat dołączyliśmy do seniorskiego zespołu Ruchu Radzionków, który w tamtym czasie rozgrywał mecze na poziomie 4 ligi, ale miał duże plany, które  udało się z sukcesem zrealizować. Rok po roku robiliśmy kilka awansów na wyższe stopnie rozgrywkowe i po już chwili byłem na zapleczu ekstraklasy. Potem zainteresował się mną ekstraklasowy GKS Bełchatów i tak to się toczyło do pewnego momentu.

Później przyszedł czas refleksji – „co po piłce?”. To wtedy pojawił się pomysł kariery ratownika?

Dokładnie tak, wiele czasu spędziłem na rozmyślaniu o tym, co będę robić, gdy zakończę swoją przygodę z piłką nożną. Po wielu rozmowach z bliskimi postanowiłem aplikować na Uniwersytet Rzeszowski. Wtedy jeszcze grałem zawodowo w piłkę. Już po pierwszym semestrze utwierdziłem się w przekonaniu, że ratownictwo to właśnie to, co chcę w życiu robić. Po zakończeniu studiów zrezygnowałem z bycia piłkarzem „na pełen etat”, przeprowadziłem się do Warszawy, gdzie mieszka moja dziewczyna i podjąłem swoją pierwszą pracę jako ratownik medyczny. 

Co jest największym wyzwaniem w pracy ratownika, o czym nie mamy pojęcia?

Największym wyzwaniem będą dla mnie zawsze emocje – jako ratownik nie powinienem się emocjonalnie angażować, a to nie jest proste. Po szczególnie trudnych wyjazdach emocje towarzyszą nam często przez długi czas.

fot.Dominika Rutkowska/Vidoq

Apetyt rósł w miarę jedzenia i niedługo później postanowiłeś poszukać nowych wyzwań. Skąd wziął się pomysł na pracę strażaka?

Chyba wynika to z tego, że całe życie byłem aktywny sportowo i lubię być na pierwszej linii. Dużo satysfakcji daje mi możliwość bycia pierwszą osobą przy poszkodowanym/chorym, a zarówno pogotowie ratunkowe, jak i straż dają mi taką możliwość. Te dwie prace naprawdę fajnie się uzupełniają. Zdarzało się niejednokrotnie, że jako strażak pomagałem zespołom pogotowia ratunkowego na miejscu zdarzenia i odwrotnie – jako ratownik współpracowałem ze strażą. 

Wyobrażam sobie, że jako zawodowy sportowiec nie miałeś problemów z testami sprawnościowymi. Było coś, co sprawiło Ci trudność na początku strażackiego szkolenia?

W przeciwieństwie do podjęcia pracy jako ratownik, do straży poszedłem bez wykształcenia w tym zawodzie. Przychodząc do Straży Pożarnej byłem „zielony” w każdym temacie. Było to dla mnie coś zupełnie nowego, dlatego zaryzykuję stwierdzenie, że wszystko sprawiało mi mniejszą lub większa trudność. Do dziś nie jestem fanem ratownictwa chemicznego. Całe szczęście w moim rejonie operacyjnym nie ma wiele takich przypadków.

Teraz jesteś jednocześnie aktywnym piłkarzem i ratownikiem na pełen etat. Jak trudne jest połączenie wymagającej pracy i półprofesjonalnego kontraktu sportowego?

Tak jak wspominałem, piłka jest i zawsze była moją pasją. Aktualnie gram w piłkę w 4. ligowym Hutniku Warszawa - mam to szczęście, że zarówno trener, kierownik, jak i koledzy z drużyny rozumieją moją sytuację. To dzięki nim mogę jednocześnie pracować i trenować. Najtrudniejsze są chwile, kiedy prosto z dyżuru jadę na trening lub kiedy kończę rano służbę, a za kilka godzin mam mecz ligowy. Nie ukrywam, że trochę zdrowia to kosztuje, ale już zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Piłka sprawia mi wiele radości i nie wyobrażam sobie, żebym miał z niej zrezygnować. 

Choć bardzo byśmy chcieli, nie uciekniemy od tematu epidemii Covid-19. Jako ratownik jesteś cały czas na „pierwszej linii ognia”. Jak bardzo pandemia wpłynęła na Twoje życie?

Myślę, że każdego z nas życie się zmieniło mniej lub bardziej. Na początku był oczywiście strach, bo nikt nie wiedział z czym mamy do czynienia. Teraz, po wielu wyjazdach w pełnym zabezpieczeniu, człowiek jest spokojniejszy. Oczywiście w życiu prywatnym przestrzegam ograniczeń. Myję ręce, chodzę w maseczce, ale już nie czuje już takiego strachu jak na początku. 

fot.Dominika Rutkowska/Vidoq

Gdybyś miał przekazać naszym czytelnikom trzy konkretne rady, jak zachowywać się w czasie pandemii, to jak by one brzmiały?

Przede wszystkim słuchajcie specjalistów! Trzymajcie dystans społeczny w różnego rodzaju budynkach, noście maseczki, myjcie ręce i nie denerwujcie się – świat kiedyś wróci do normalności. 

Niedawno rozpocząłeś współpracę z marką Gillette. W jaki sposób to, co robi marka łączy się z Twoim trybem życia? 

Łączy się na przynajmniej dwóch płaszczyznach. Byłem zawodowym sportowcem, a marka mocno identyfikuje się ze sportem i od lat wspiera sportowców. Przykładem jest współpraca z Robertem Lewandowskim. Drugą płaszczyzną jest pomaganie - jestem ratownikiem medycznym oraz strażakiem. Marka Gillette, tak jak i cała firma P&G, bardzo zaangażowała się w pomoc w walce z COVID. Co dla mnie szczególnie ważne, postanowili zadbać o tych, którzy w tym niełatwym czasie pomagają innym: pielęgniarki, siostry PCK i ratowników medycznych.

Gillette to marka dbająca o wizerunek mężczyzn na całym świecie. Czy także dla Ciebie zadbany wygląd jest ważny?

Zdecydowanie, od zawsze lubię o siebie dbać, dobrze wyglądać, a co za tym idzie lubię być ogolony. Codziennie rano przed pracą sięgam po maszynkę, by czuć się świeżo i swobodnie przez cały dzień. Myślę, że ludzie też spoglądają na nas inaczej, gdy człowiek wygląda dobrze i jest zadbany. To podświadomie wzbudza zaufanie.

fot.Dominika Rutkowska/Vidoq

Na koniec wróćmy jeszcze raz do tematu sportowego – jak wygląda sytuacja w niższych ligach polskich po pandemii?

W większości lig rozgrywki zostały zakończone, awanse rozdane. Jeśli chodzi o 4. ligę, to MZPN zaproponował nam tak zwane Final Four – cztery najlepsze zespoły, w tym Hutnik Warszawa, będą walczyć między sobą o grę w barażu o 3 ligę z najlepszą drużyna Final Four drugiej grupy. Cieszę się niesamowicie, że w najbliższym czasie wrócę na boisko i będę mieć możliwość rywalizacji z kolegami z innych drużyn.

Jakie cele życiowe stawiasz sobie w pierwszych miesiącach po epidemii? A sportowe?

Po pierwsze wakacje, które zaplanowałem z dziewczyną jeszcze przed wybuchem pandemii (śmiech). Poza tym mam mnóstwo planów związanych z rozwojem zawodowym – chciałbym ukończyć kilka kursów, zdobywać nową wiedzę z zakresu medycyny ratunkowej, zostać kierownikiem podstawowego zespołu pogotowia ratunkowego. A sportowo? Zagrać na nowym stadionie Hutnika Warszawa i wywalczyć z klubem awans do wyższej klasy rozrywkowej.

CZYTAJ: Poranna rutyna, czyli jak Modny Tata zaczyna każdy swój dzień

ZOBACZ TEŻ: Męska torba – sprawdź, co znajduje się w torbie Michała Będźmirowskiego czyli Modnego Taty