Michał Fiedorowicz: Nie byłoby łatwiej, gdyby kobiety, zamiast posługiwać się aluzjami, mówiły wprost, czego naprawdę chcą?

Bianca-Beata Kotoro, psychoseksuolog Grę aluzjami zostawmy aktorom. W związku mamy się z sobą komunikować, mówić: „To mi sprawia przyjemność, a tego chciał(a)bym spróbować”. Jasno i klarownie. Trzeba odejść od myślenia, że czytamy sobie w myślach albo że jak ona raz powiedziała, że lubi coś robić, to przez kolejne 30 lat on będzie postępował według tego samego schematu, nie pytając, czy jej się to podoba.

Taka sytuacja: mężczyzna zaczyna grę wstępną, schodzi coraz niżej z pieszczotami, a ona się usztywnia. Jak ją przekonać do kontynuowania zabawy? 

Na pewno nie używać argumentu: „Wszystkim innym się podobało!”. Nie rzucać oskarżeń: „Co z tobą nie tak?”, bo mogą wywołać agresję. Najlepiej sprawdza się metoda małych kroków. Może zapytać: „Jak mógłbym cię dotknąć, a czego mam unikać?”.

ZOBACZ: Najbardziej kontrowersyjne plakaty filmowe w historii kina

Dyskusje o przeszłości to śliski temat. Lepiej go nie poruszać?

Nasza seksualna przeszłość to niebezpieczne rewiry, tymczasem chętnie w nie wchodzimy. Zakochujemy się w nowej osobie i chcemy być wobec niej szczerzy, wykładamy karty na stół, zwierzamy się, często nazbyt szczegółowo. To prowadzi do porównywania i pytań: „A może z nią było ci lepiej?”. Zawsze powtarzam pacjentom: możesz mieć różne doświadczenia, ale zastanów się, co chcesz osiągnąć, przekazując je drugiej stronie. To, w jaki sposób i z kim uprawialiśmy seks, powinno zostać między osobami, których to dotyczyło.

Bo wszystko, co powiem, może zostać kiedyś użyte przeciwko mnie? 

Niestety. Potem para trafia do mnie do gabinetu i zaczyna się wywlekanie: „Bo ona w poprzednim związku robiła to”, „A on ze swoją byłą tamto”. Oboje grają przeszłością, która ich jako pary nie dotyczyła ani nie dotyczy. Tyle że sami sobie kiedyś tej amunicji dostarczyli w ramach „szczerości” w związku.

Wróćmy do różnic w podejściu do seksu. Załóżmy, że oboje wróciliśmy z pracy w złym nastroju. Mnie seks by odstresował, ale partnerka na próbę przytulenia najeża się. 

Wiwat różnice! Rzeczywiście w sytuacji kryzysowej seks pomaga niektórym mężczyznom odciąć się od stresu, tymczasem u większości kobiet seks to sfera emocjonalna. Aby kochać się w sposób satysfakcjonujący, potrzebują odpowiedniego nastroju, tzw. spokojnej głowy. Najgorsze, co może wtedy zrobić mężczyzna, to strzelić focha, powiedzieć: „Bo ciebie znów boli głowa”. Jeśli się obrazi, to ma jak w banku, że seksu nie będzie, a sytuacja się zaogni. Skoncentrowany na sobie partner, kiedy słyszy „nie”, może poczuć się odrzucony, ale dojrzały mężczyzna zrozumie i zaakceptuje jej stan.

Powie: „Chodź, zrobimy sobie herbatę”, poczeka, aż stres z niej „zejdzie”…

…i to może być krok w stronę gry wstępnej. Bo wyobraźmy sobie, że ona oddycha coraz spokojniej, widzi, że ma wsparcie, a skoro on jest cudowny, to ona ma coraz większą ochotę.

Czy kobiety nie manipulują nami? 

Zakładam, że wy, mężczyźni, też nie robicie tego z wyrachowania, ale z potrzeby wsparcia partnerki, która w danej chwili go potrzebuje. Jeśli jest nam dobrze w związku, to chcemy sumę szczęścia pomnażać. Jeśli coś fajnego dostajemy, to mamy ochotę też dać. Tak działa reguła wzajemności, która nie może być jednak cynicznym rachunkiem zysków i strat. Jak on ją w stresie wymasuje, natrze olejkiem, powie „wypocznij”, to jest prawdopodobne, że ona go obudzi rano w taki sposób, jaki on uwielbia.

CZYTAJ TEŻ: Filmy z prawdziwymi scenami seksu. Od „Kaliguli” po dzieła Larsa von Triera

Mężczyźni mają problem ze sferą emocjonalną seksu?

Najczęściej zjawiają się w gabinecie, gdy występują problemy techniczne – zbyt szybki wytrysk, spadek libido, natomiast kobiety z problemami typu „nie dogadujemy się”. Ale oczywiście często się okazuje, że te techniczne problemy są spowodowane kwestiami emocjonalnymi. W 90 proc. to właśnie one zaburzają seksualność.

Na przykład?

Mężczyzna żali się: „Kiedyś, gdy randkowaliśmy, uprawialiśmy seks trzy razy w tygodniu, a teraz raz na miesiąc”. W trakcie rozmów wychodzi na jaw, że wcześniej zabiegali o siebie, potem dopadła ich rutyna. A udane życie seksualne nie jest dane raz na zawsze, trzeba je podsycać, dorzucać drew do ognia.

Co w przypadku, gdy on chciałby kochać się codziennie, a ona nie?

Niekiedy nie o seks tak naprawdę chodzi. Zgłaszają się do mnie np. mężczyźni, którzy się skarżą, że partnerka ich nie zauważa. Brak bliskości rekompensują sobie coraz częstszymi stosunkami. Partnerka, która ma mniejsze potrzeby, zaczyna się więc do seksu zmuszać, ale to rodzi u niej dyskomfort, więc go unika. To oczywiście pogłębia i jego, i jej frustrację. A może gdyby o tym porozmawiali, to zamiast codziennego stosunku wystarczyłoby im, że będą się kochać raz czy dwa w tygodniu, a w pozostałe wieczory przytulać? Tylko że kobiety też często traktują emocjonalną sferę mężczyzn po macoszemu. Bywa, że ostentacyjnie zmuszają się do seksu i jeszcze mówią: „No, jak to nie jesteś zadowolony? Przecież było ci dobrze!”. Pacjenci często zgłaszają, że to dla nich przykre, bo też chcą, by partnerka czerpała z seksu radość.

A jak zachęcić ją do eksperymentów?

Zakładam, że taka propozycja nie będzie złożona w nieodpowiednim miejscu. Można zacząć od podpytania: „Czy miałaś kiedyś marzenie, aby zrobić X? Bo chciałbym spróbować, ale nie wiem, czy ty też”. Zadając pytanie, nie można zakładać, że ona odpowie „tak”, bo ma prawo odmówić, powiedzieć, że ma obawy, ale to jest pole do dalszej rozmowy. Wbrew utartemu powiedzeniu, że „seks się robi, a nie o nim gada”, żeby go fajnie uprawiać, najpierw trzeba o nim porozmawiać!

GALERIA ELLE MAN: Seks na ekranie, czyli najlepsze sceny erotyczne w filmach