W pierwszym nagraniu Arkadiusz Wrzosek, kickbokser i bokser, zawodnik Glory World Series i mistrz organizacji Fight Exclusive Night. Arek jest też mistrzem świata K-1 Global, mistrzem Europy Muay Thai IMFA oraz wielokrotnym medalistą mistrzostw polski w muay thai, sanda i kickboxingu. Na przeciw niego zasiadł Przemysław Kantorowski, trener przygotowania siłowego. Poza Arkiem Przemek współpracuje też z kadrą narodową kobiet w boksie olimpijskim.

Przemek Kantorowski: Czy Arkadiusz Wrzosek odczuwa strach w życiu? Czy może Arkadiusz Wrzosek nie boi się niczego?

Arek Wrzosek: Nie, no… Boję się, jak każdy. Tylko głupi ludzie nie odczuwają strachu. Tak się mówi, szczególnie w sportach walki, że każdy odczuwa ten strach i trzeba sobie umieć z nim radzić. To jak sobie każdym z tym radzi, to jest indywidualna kwestia. Po jednych widać, że się boją, po innych nie. Nawet po tych, po których nie widać na co dzień, że się czegoś boją, to ten strach na pewno działa na takie osoby.

Skąd pomysł na K1 Kickboxing?

Od małego uprawiałem jakiś sport i zawsze kopałem, grałem w piłkę. Później mnie zaczęło ciągnąć do sportów walki. Poszedłem w tę stronę. Chciałem trenować kickboxing od samego początku. Fascynowało mnie też bardzo muay thai, a to jest bardzo zbliżone. Koledzy mnie zaciągnęli do klubu, zaczęliśmy trenować razem i od samego początku były to sporty walki uderzane. Najpierw startowałem w sandzie, to jest taka chińska formuła kickboxingu. Później było muay thai przez długi czas. No i na końcu skupiłem się na K1, które jest najpopularniejszą formą uderzanych sportów walki. Uprawia to najwięcej osób na świecie. Poszedłem tylko w tę stronę i nie żałuję.

Arkadiusz, co to jest urwanie nogi?

Potocznie tak się mówi, gdy kończymy kogoś przez kopnięcia niskie, czyli low kicki, które są moimi ulubionymi kopnięciami. Jeśli mogę się pochwalić, to 80% moich nokautów skończyło się urwaniem nogi, czyli wyłączeniem komuś nogi tak, że już nie mógł na niej stać ani chodzić.

Odczuwasz ból w ringu, czy ten ból kumuluje się i jest odczuwalny dopiero kilka godzin po walce?

Wiesz, co, ja myślę, że każdy odczuwa ten ból w ringu, ale to jest taki inny ból niż ten, który odczuwamy na co dzień, jak przy jakichś czynnościach, które wykonujemy w ciągu dnia, kiedy coś nam spadnie nogę albo o coś się uderzymy, albo coś nas ukłuje. To jest zupełnie inny ból.

Adrenalina w ringu w skali od 1 do 10, jeśli miałbyś ocenić?

Myślę, że 9 albo 9,5. Myślę, że jeszcze może więcej tej adrenaliny da się wywołać w organizmie, ale jest to już tak duża adrenalina, że ten ból jest już na pewno mniej odczuwalny niż na treningu. A jest to – jak już wspominałem – zupełnie inny ból, niż ten ból codzienny. My to nazywamy takim sportowym bólem.

Wychodzisz na halę, czasem ludzie mają tremę przed tłumem ludzi. W hali w Rotterdamie, gdzie walczyłeś, było 20 tys. ludzie, co wtedy myślałeś?

Nic właśnie, ludziom się wydaje, że jakieś emocje mną szastają, a ja nawet nie widzę tych ludzi. Najczęściej dowiaduję się, ile ludzi było na gali po evencie – na zdjęciach albo na nagraniach. Na scenie nic się nie widzi.

A jak jesteś już w ringu i przeciwnik patrzy ci prosto w oczy. Co wtedy myślisz?

Nic się już wtedy nie czuje ostatnie emocje zostawiam za kotarą przed sceną. W momencie gdy wchodzę na scenę, przestaję cokolwiek myśleć. Potem działa to co zapamiętały mięśnie i organizm, a głowa tak średnio pracuje. Wchodzę do ringu, staję na przeciwko i nie czuję żadnych emocji.

Arkadiusz Wrzosek jest czołowym zawodnikiem K1 na świecie. W rankingu zajmujesz szóstą pozycję. Aczkolwiek początek kariery nie był tak obiecujący. Jak to się stało, że teraz jesteś tu gdzie jesteś?

Myślę, że przed wszystkim głowa. Pamiętam moje pierwsze trzy walki zawodowe. Byłem spisywane na pożarcie, bo dostawałem bardzo silnych przeciwników. Bardziej byłem na przetarcie dla innych zawodników.

Trzy walki i zaczynasz od rekordu 0:3.trzeba się z tego podnieść…

Moja pierwsza wygrana walka zawodowa była na szczeście z mocnym zawodnikiem. Bałem się, że będzie 0:4, ale wygrałem. Pierwszy trzy przegrane były z bardzo solidnymi zawodnikami, którzy mieli już po kilkadziesiąt walk za sobą. Naprawdę czułem strach przed tymi walkami.

Co cię motywuje? Piłkarze przecież zarabiają więcej.

W porównaniu do piłki nożnej to nie ma w tym sporcie kokosów, choć jest to fajna kasa. Jestem stworzony do sportów indywidualnych. Wiem, że wychodzę do ringu, staram się, jak najlepiej pokazać. I to na końcu ja będę chwalony, a nie drużyna. Myślę, że to mnie też motywuje. Nikt nie jest odpowiedzialny za mój sukces tak jak ja. W drużynie piłkarskiej każdy musi pracować, a jak jeden zawali, można przegrać mecz.

Mama ogląda twoje walki?

Moja mama dopiero od dziesiątej walki zaczęła oglądać na żywo. Wcześniej oglądała relacje. Teraz pierwszy raz miała polecieć do Belgii 29 marca (niestety walka została odwołana – przypis redakcji ELLE Man).

Powiesz kilka słów o tej walce?

Będę się bił z piątym w rankingu Antonio Plazibatem. Właśnie mama ma wtedy pierwszy raz polecieć samolotem i też jest podekscytowana. To jest bardzo miłe i to mnie też motywuje. Z Warszawy leci ze mną z pięćdziesiąt osób.

Jakie są twoje sportowe marzenia?

Moje sportowe marzenia zmieniają się z czasem. Kiedyś marzyłem o pierwszej walce zawodowej, teraz mam już wiele za sobą.

Wierzysz, że możesz być najlepszy na świecie?

Kiedyś nie wierzyłem, że mogę być najlepszy w Polsce, bardzo szybko zostałem najlepszy w Polsce, a do najlepszego zawodnika na świecie brakuje mi pięciu miejsc. jeszcze jestem najmłodszy w stawce, więc pewnie brakuje mi też kilku lat. To też mnie bardzo motywuje – widza, że to jest naprawdę blisko.

Na co dzień jesteś bardzo spokojnym facetem. Co jest w stanie wyprowadzić z równowagi Arkadiusza Wrzoska?

Wiesz co, myślę, że jestem spokojny, bo jestem zmęczony non stop. I mi zmęczenie nie pozwala się zbytnio denerwować i angażować w emocje. Co może mnie wyprowadzić? Pewnie niemoc, kiedy nie mogę czegoś zrobić, a bardzo bym chciał. Wszystko jestem w stanie zrobić, żeby się ułożyło po mojej myśli, a jednak nie wychodzi. Staram się jednak być cierpliwym i pamiętać, że „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”.

Masz mentora, kogoś kogo darzysz szacunkiem?

Mam osoby, którymi się inspiruję poza sportem. Moim największym idolem kickbokserskim jest Badr Hari. To jest zawodnik, który nadal się bije. Miał długą przerwę, wrócił do uprawiania kickboxingu. Od samego początku mojego uprawiania sportu oglądałem jego walki i teraz jestem zestawiany razem z nimi w rankingach. Ja jestem szósty, on jest trzeci. Kiedyś marzyłem o tym, a teraz jestem z nim w jednej kwalifikacji. To na pewno mój idol.